dziedziczna cytadela finansjery dziedziczna cytadela finansjery
38
BLOG

Odczepcie się od żałoby narodowej!

dziedziczna cytadela finansjery dziedziczna cytadela finansjery Polityka Obserwuj notkę 13

Zauważam z wielkim niesmakiem szereg komentarzy dotyczących żałoby narodowej, pisanych w tonie krytyczno-ironiczno-powątpiewającym. Że po co to wszystko? Że politycy się lansują. Że każdego dnia ginie drugie tyle ludzi na drogach i nikt żałoby nie ogłasza. Że nie można żałoby "społeczeństwu" zadekretować. Że media histeryzują. Itp.,itd.

Wydaje mi się, że umyka tu podstawowa funkcja żałoby narodowej. Zwracam uwagę: "narodowej" - nie "społecznej". Cały czas jestem zdania - i jestem pewien, że nie tylko ja, że naród jest kategorią wyższego rzędu niż jedynie suma jednostek zamieszkujących dane państwo. Skoro przyjmujemy takie założenie - wtedy możemy: kibicować drużynie Leo Beenhakkera, Adamowi Małyszowi i siatkarkom, oburzać się na insynuacje bajkopisarza Grossa, obawiać się o naszą przyszłość w federalizującej się Unii Europejskiej, czy przepraszać za Jedwabne. Oraz opłakiwać Jana Pawła II.

A skoro możemy to wszystko - to powinniśmy też, konsekwentnie, czuć jakiś ból w tej części serca, które odpowiada za opisane wyżej wzruszenia także wtedy, kiedy: ginie 20 żołnierzy Wojska Polskiego, ginie 40 pielgrzymów, naszych rodaków, ginie 50 miłośników gołębi pod zawalonym dachem - bo to wszystko są, jak to banalnie nie zabrzmi, rodacy. W końcu nawet najbardziej zatwardziały przeciwnik żałób narodowych czuje większy smutek (a na pewno go czuje), kiedy ginie pół wycieczki jego rodaków, niż kiedy ginie cały wagon pociągu w Indiach. Nie wiem, czy naukowo i racjonalnie da się to wytłumaczyć, ale na pewno "na logikę" nie da się tego obalić. Wszyscy sobie zdajemy sprawę, że katastrofa, w której ginie 1000 Chińczyków jest równie tragiczna jak wypadek CASY, ale przecież aż tak nas nie boli?

Jeszcze inaczej: jak nam umrze wujek czy stryjenka - to chociaż tego dnia umiera 100 innych osób w Polsce, to nie ropaczamy za nimi - a za wujkiem i stryjenką rozpaczamy - a przecież za tamtą setką też powinniśmy, bo to taka sama śmierć. Ale tutaj przecież to ktoś z naszej rodziny zmarł. A rodzina to przecież coś bliższego,coś ważniejszego dla nas, niż "społeczeństwo", czyż nie?

Czemu więc każda żałoba narodowa budzi tyle róznych niestosownych pretensji? Czy naprawdę państwo uważacie, że ogłoszenie żałoby narodowej służy do poprawy wizerunku polityka? Okropność tak myśleć! A przecież, jak popatrzeć na ostatnie żałoby narodowe, to chyba trudno uznać, że któraś z nich była nieuzasadniona. Ze jest ich dużo? Cóż. Wypadki chodzą po ludziach -  a że ostatnio tak ich dużo - to i żałoby częste.

Przykro mi, ale większość krytyk dotyczących żałoby narodowej pachnie mi zabiegami rodem z kręgów gotowych słowo "naród" uznać za przeżytek faszystowski i wyrzucić je z obiegu publicznego. Jestem też przekonany, zę większość z owych krytyków, tu, na Salonie publikujących oburzyłaby się, gdyby przypisać im takie intencje. A jednak, drodzy Państwo, coś w tym jest. Takie mamy czasy, że zabiegani, zapracowani, zmęczeni, "wkręceni" we współczesność widzianą przez pryzmat mediów masowych, że z własną rodziną - zwłaszcza dalszą -  spotykamy się głównie przy okazjach "cmentarno-żałobnych" - a to na Wszystkich Swiętych, a to na czyimś pogrzebie. I nie jest tak, że nie lubimy tego szwagra, czy tamtej kuzynki albo innej ciotki. Ale zwyczajnie nie mamy czasu, zapominamy.

Czy podobnie nie jest z żałobą narodową? Że czasu na refleksje o naszej tożsamosci narodowej, czyli o czymś, czemu mozemy zaprzeczać i zwalczać, ale się tego nie pozbędziemy, bo pozbędziemy się własnego "ja", na codzień nie mamy? I poczuc solidarność, pewną więź z rodakami możemy dopiero, kiedy wydarzy się wielkie, poruszające nieszczęście? Czy rolą i obowiązkiem Prezydenta Rzeczypospolitej nie jest stanie na straży godności narodu? Narodu właśnie - a nie "społeczeństwa"? A nie grupy jednostek, z których może ta czy owa potrzeby okazywania żałoby wcale nie czuje?

Bardzo proszę nie sprowadzać znaczenia żałoby narodowej do obrazu omnipotentnego państwa zmuszającego balangowiczów do zmiany planów na piątkowy wieczór w imię wypadku, który ich nie obchodzi. Bardzo też proszę nie robić podliczeń - że jak umrze tylu i tylu, to się kwalifikuje najwyżej na żałobe w powiecie, jak trochę wiecej - to szczebel wojewódzki - a żałoba narodowa jest zarezerwowana dla XY nieboszczyków w górę.

Bardzo też proszę nie wskazywać i nie wytykać palcem: "O, ten to żałobę spełnia jak należy a ten ani trochę. Za to ten powinien się postarać". Jakie są przepisy dotyczące władz publicznych - to juz rozstrzyga prawo. Jakie są obowiązki każdego z nas? O tym rozstrzyga sumienie. Nie płakałeś, nie płakałaś jak spadł samolot? Nie było to twoim obowiązkiem. I nie jest. Chesz obchodzić imieniny, urodziny? Obchdź. Ale i uszanuj wspólnotę, uznaj, że nie jesteś tylko jednostką i nikim więcej - bo jesteś - obok wszelkich ról społecznych jakie wypełniasz(pracownika, żony, matki, szefa, pasażera, podatnika, klienta, konsumenta) - przynależysz do narodu polskiego. A to zobowiązuje.

Gdyby ktoś coś, to zapraszam serdecznie https://twitter.com/Cytadela_WN

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (13)

Inne tematy w dziale Polityka