Status, jak powszechnie wiadomo w kręgu wspólnych wartości europejskich, musi być równy. Status nierówny, czy wręcz krzywy jest niedopuszczalny i skazuje nas na wegetację na marginesie nowoczesnej cywilizacji – gdzieś między Białorusią, Kubą i Kaczystanem. Tę prawidłowość dziejową właściwie odczytał premier Donald Tusk i zapragnął powrócić do rodziny państw nowoczesnych. Powrót ten nastąpił dzięki powołaniu pełnomocnik ds. równego statusu.
Krótki kurs historii
Zacofana Polska od zarania dziejów charakteryzowała się statusem krzywym. Pierwsze kroki ku wyrównywaniu krzywego statusu poczynił dopiero w początkach wieku XXI rząd Leszka Millera, powołując stosowny urząd. Status prostować, tudzież wyrównywać miała Izabela Jaruga-Nowacka, którą bardziej oświecone kręgi społeczne zaczęły na tę okoliczność tytułować „ministrą”. Wyprostowanie statusu rzeczownika „minister” było jednym z czołowych osiągnięć wyrównywaczki statusu w rządzie L.Millera. Innym było obdarowywanie „okularami równości” zwolenników statusu równego i „skierowaniami do okulisty” – zwolenników statusu krzywego. Status, zdaniem „ministry”, prostowali m.in. Monika Olejnik, redakcja „Nie” oraz Maria Janion.
Kolejnym postępem w walce o dalsze wyrównywanie statusu było powołanie na urząd ministry do prostowania statusu Magdaleny Środy – krok ten poczynił premier Marek Belka. Pełnomocniczka status prostowała głównie wypowiadając światłe i postępowe opinie o wpływie religii katolickiej na przemoc domową, w związku z czym powstało małe zamieszanie – określone ośrodki zaczęły wywierać na premiera Belkę tzw. naciski, które o mały włos nie skończyły się postawieniem kresu równemu statusowi w Polsce, czyli włączeniem urzędu pełnomocnika ds. prostowania statusu w struktury Ministerstwa Polityki Społecznej. Zgodnie z najnowszą generacją walki o prawa kobiet, nieistnienie urzędu pełnomocnika do równania statusu jest równoznaczne z ugodzeniem w prawa kobiet. Ponieważ premier Belka nie mógł sobie pozwolić na takie zaetykietowanie, zdecydował się postawić na dalsza walkę o równy status, urząd pełnomocnika zachowując.
Niestety, na drodze ku statusowi stale równiejszemu, jak wiemy, stanęły mroki IV RP, które to mroki status pokrzywiły likwidując urząd pełnomocnika do jego spraw i wystawiając tym samym Polskę na pośmiewisko w całym świecie. Niestety, wówczas jeszcze prasa na Jamajce nie była monitorowana, więc trudno zweryfikować czy rzeczywiście w całym. Ale na pewno w większości. PiS-owski rząd mydlił oczy ciemnemu ludowi, że zadania pełnomocnika przejmie minister Kluzik-Rostkowska w ministerstwie pracy. Ale dalej mroków IV RP opisywał nie będę. My wiemy jak było i nie idźcie tą drogą.
Dopiero po ponad 100 dniach premierowania premier Donald Tusk zdecydował się pokazać światu światlejszą twarz Polski. Oto status znów ma szansę być coraz równiejszy, gdyż zajmie się tym pełnomocnik ds. równego statusu. I tak historia statusu w Polsce zatoczyła krąg – miejmy nadzieję, że teraz, odbiwszy się od dna, status w „tym kraju” będzie coraz równiejszy – z każdym dniem bardziej.
Oczywiście ja mu przyklaskuję, kibicuję i trzymam kciuki – sam go będę wyrównywać w wolnym czasie na miarę swoich możliwości. Ale na koniec pozwólcie mi Państwo na odrobinę reakcyjnego pofilozofowania nad dwoma problemami:
Problemy filozoficzne
Otóż po pierwsze – zadaję sobie pytanie, co to będzie, jak już status zostanie wyrównany i będzie równy jak prosta łącząca dwa punkty. Czy wtedy pełnomocnik ds. równego statusu będzie mógł przejść na emeryturę nie pozostawiając po sobie następcy ni urzędu? A może status nie może osiągnąć pełnej równości nigdy – tak jak wszechświat – i na końcu walki o równy status zobaczymy zakrzywienie czasoprzestrzeni? I czy walka o równy status w miarę jego wyrównywania będzie się zaostrzała? Ważne filozoficzne problemy, chyba trzeba profesor Środy zapytać.
I druga sprawa. Tu zahaczamy o dialektykę równości chyba. Otóż spoglądając na historię naszego polskiego wyrównywania statusu z punktu widzenia podmiotu wyrównującego, to status jest tutaj zdecydowanie krzywy Przynajmniej według logiki reakcyjnej. Otóż zawsze, od 2001 roku do dziś, status prostowały w Polsce przedstawicielki płci przeciwnej. Z całą pewnością jednak fakt ten sprzeczny jest z filozofią równego statusu tylko pozornie, natomiast głęboko ukryty jego sens mówi, że tak jest słusznie i właściwie. Tym bardziej, że, jak donosi postępowe czasopismo „Przegląd”, zwane w kręgach reakcyjnych „postkomunistycznym”, p. Katarzyna Bratkowska skarżyła się jakiś czas temu, że rząd p Tuska „nie powołał jeszcze pełnomocniczki rządu ds. równego statusu kobiet i mężczyzn”. Nieświadomie w dialektykę ową, jak się okazuje, wpisali się też kaczyści, bo przecież mogli do swego rzekomego prostowania statusu zamiast p. Kluzik-Rostkowskiej wybrać sobie na ten przykład posła Cymańskiego. Nawet mogli tłumaczyć ciemnemu ludowi ze wstecznych pozycji, że równać status zacząć trzeba od pełnomocnika, bo sami pełnomocnicy w postaci pełnomocniczek to jawna statusu nierówność – i stąd poseł Cymański. No ale my przecież dialektykę czytamy właściwie i wiemy, że statusu się nie wyrówna, jeżeli zacznie się od wyrównywania pełnomocnika.
Tak więc na nową drogę życia - w XXII wiek z równym statusem - premieru Tusku i "ministrze" Radziszewskiej gormkie "Sto lat"!


Komentarze
Pokaż komentarze (1)