Do powstania tej notki przyczyniły się relacje z pochodu ósmomarcowego, zwanego w kręgach jego uczestniczek "manifą". Hasłem przewodnim tegorocznej manifestacji było "zdrowie kobiet", czyli w języku pań feministek, domaganie się szerokiego dostępu do nieskrępowanej i radosnej aborcji.
Prawo do radosnej aborcji zresztą wyrażane jest przez kręgi czczące 8 marca uczestnictwem w "manifie" na różne sposoby - drugi, o którym chcę napisać to utożsamianie prawa do swobodnego "spędzenia płodu" na żądanie z "prawem kobiet do decydowania o swoim macierzyństwie".
A ja się w związku z tym pytam tow. feministek: w którym momencie kobieta decyduje o swoim macierzyństwie? Czy decyduje o nim przed pójściem do łóżka (dodajmy: z mężczyzną, bo ze względu na róznorodność kręgów zainteresowanych "manifą" nie jest to bynajmniej oczywiste)? Czy też, jak chcą feministki, moment na decydowanie czy kobieta chce być matką przychodzi po zapłodnieniu, czy wręcz kiedy dziecko ma już 10-11 tygodni? Ja myślałem, że nowoczesne kobiety kojarzą fakt pójścia do łóżka z możliwością stania się matką. Tymczasem feministki ten fakt przesuwają w czasie i miejscu, z aktu płciowego w sypialni (dajmy na to) na wizytę w gabinecie ginekologicznym. To by oznaczało, że panie feministki nie widzą związku między, mówąc językiem biologicznym, aktem kopulacji a zajściem w ciażę i urodzeniem dziecka
Bronisław Malinowski w swoim "Życiu seksualnym dzikich" opisał plemiona, które mają dokładnie tak samo jak panie z "manify": nie znają kompletnie związku między aktem kopulacji a ciążą i porodem. Są to czynności zupełnie od siebie oderwane logicznie, plemiona te popychane przez biologię kopulują - a efektem - niezamierzonym i nieuświadomionym - jest wymiana pokoleń.
Wydaje się więc, że nie tyle korzeni, co raczej celów walki feministek płci obojga należy upatrywać w pierwotnej wspólnocie plemiennej. Ot, postęp, który zatoczył koło. To mi przypomina taki żarcik, na jaki pozwalali sobie karmieni wykładami z marksizmu studenci. Otóż, gdy zostali zapoznani z rozwojem formacji społecznych, a więc wspólnota pierwotna-niewolnictwo-feudalizm-kapitalizm-socjalizm-komunizm co dowcipniejsi i inteligentniejsi przemieniali ów rozwój z liearnego w kołowy - nieubłaganie upatrując kresu wędrówki rozwoju klasowego na poziomie ludów pierwotnych.
Propozycje rozwoju społecznego podsuwane nam przez feministki nieubłaganie prowadzą nas w tym samym kierunku a kolejne występy feministycznych bojowniczek pokazują bardzo wyraźnie, że hasłom o "konieczności chronienia kompromisu w sprawie aborcji", którymi tłumaczono niechęć do proponowanych m.in. przez marszałka Marka Jurka zmian w konstytucji, bardzo blisko do równania prawa do aborcji z prawem do zdrowia kobiety. A skoro tak blisko, to bardzo też blisko do żądania aborcji na życzenie. Mało tego, aborcji na życzenie opłacanej przez NFZ.
A więc, szanowne feministki, prosze i apeluję: odejdźcie od mentalności dzikich plemion, dostrzeżcie, że rozwój cywilizacji pownien prowadzić człowieka na coraz wyższe, a nie coraz niższe etapy rozwoju!


Komentarze
Pokaż komentarze (4)