35
BLOG
Czy to już jest skretynienie zupełne? (Na pitbulla ze słuchawką
Nie, nie, tym razem nie będzie o „parambule”, za którą znowu Jamajka będzie się z nas śmiała, ani o płonącym penisie, który jako podatnicy zafundowaliśmy za pośrednictwem Ministerstwa Pracy tow. Legierskiemu. Chodzi o artykuł w organie zatytułowany „Policjant do psa: nie szczekaj, bo strzelam”. Sytuacja łatwa do wyobrażenia (żeby nie było, że coś przekręcam, cytować będę organ): „W piątek po południu w okolicach ul. Łokietka i Kłodawki [w Gorzowie Wlkp.- przyp.dcf] biegał samotnie pies. Był to duży pitbull, bez kagańca, zachowywał się niespokojnie i podobno próbował atakować ludzi. Gdy po godz. 16 wbiegł na jedno z podwórek, mieszkańcy zawiadomili policję.” (...) „Na miejscu pojawiło się szybko dwóch funkcjonariuszy z patrolu interwencyjnego, aby sprawdzić informację. Gdy weszli na podwórko, pies rzucił się na jednego z nich. Drugi oddał strzał ostrzegawczy. To nie pomogło, więc wycelował w psa i strzelił kilkanaście razy.” Żródło: http://wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80273,5027966.html Normalny człowiek chyba nie ma kłopotu z interpretacją tego zdarzenia. Ale nie „obrońcy zwierząt”. Co ci ludzie ze zwichniętymi zwojami mózgowymi proponują zaatakowanemu przez kilkudziesięciokilowego agresywnego psa bez kagańca człowiekowi? „Policjanci powinni zadzwonić do firmy, która zajmuje się wyłapywaniem psów” Całe szczęście, że w tej firmie pracują ludzie mądrzejsi od „obrońców zwierząt”. „Nie dziwię się, że policja nie wezwała nas, tylko interweniowała od razu. Te psy nie gryzą, one miażdżą. Zanim byśmy przyjechali, mogła zdarzyć się tragedia” – mówi człowiek z takiej firmy. Ja tylko przypomnę, że nie pierwszy to raz, kiedy organ, w ślad za bezmózgowcami dopatruje się drugiego dna w ewidentnej sprawie likwidacji agresywnego psa bez opieki. Parę lat temu podobna sprawa wydarzyła się w Warszawie – pijany menel szczuł agresywnym bydlęciem przechodniów, a następnie policjantów. Skończyło się tak, jak powinno – pies został unieszkodliwiony ZANIM pogryzł/zagryzł policjantów czy przypadkowe osoby. Prokuratura też zrobiła to, co zrobić powinna, czyli odmówiłą wszczęcia śledzwa w sprawie zabicia psa. Ale oszołomstwo nie dawało za wygraną: „Psy nie potrafią się obronić. Jako ich adwokat będę dociekał prawdy i odwoływał się do coraz wyższych instancji”. Źródło: http://miasta.gazeta.pl/warszawa/1,34889,2580020.html Ale też żeby nie było, że samo krytykanctwo z mojej strony, że wytykanie idiotyzmów a zadnego programu pozytywnego – ogłaszam program pozytywny. 1.Powołać Towarzystwo Obrony Człowieka przed Psami i Psiarzami 2.Uchwalić ustawę nakazującą wszystkim właścicielom psów dokonać ich ochipowania do końca 2010 r. 3. Po tym czasie uruchomić program zorganizowanej troski o dobrostan psów. Założenia programu: Psy znajdujące się bez dozoru właściciela (tj. bez smyczy i kagańca) na terenach publicznych (parki, ulice, place zabaw, lasy itp.) podlegałyby obligatoryjnemu wyłapywaniu przez służby komunalne. Wyłapane psy odwożone byłyby do schronisk przejściowych, gdzie za pomocą odpowiednich czytników ustalano by (na podstawie zapisu w chipie) właściciela psa. Właściciel informowany byłby, że pies jest do odebrania w schronisku po uiszczeniu opłaty manipulacyjnej (albo też mandatu za pozostawienie psa bez dozoru). Brak odpowiedzi ze strony właściciela skutkowałby wpisaniem psa na listę psów bezpańskich i umieszczeniem w schronisku dpocelowym. Tam pies oczekiwałby na nowego właściciela bądź szczęśliwie dożywał swych dni (w miarę wolnych miejsc). Wałęsające się psy bez chipów podlegałyby wyłapaniu i natychmiastowej utylizacji – tutaj warte zastosowania wydają się pomysły z zakresu pozyskiwania energii odnawialnej. Jakiekolwiek objawy u psa znajdującego się bez dozoru właściciela wskazujące na możliwość agresywnego zachowania stanowiłyby wystarczającą przesłankę do jego natychmiastowego unieszkodliwienia. 4. Korzyści z programu: likwidacja do minimum problemu bezpańskich psów stwarzających zagrożenie dla ludzi oraz zwierząt (również leśnych), wymuszenie na właścicielach psów poczucia odpowiedzialności za posiadane zwierzęta, kontrola nad rozprzestrzenianiem wścieklizny, dochody do budżetu z tytułu kar/opłat manipulacyjnych, mniejsze rachunki za ogrzewanie. 5. Prawo zrzeszania się nie obejmowałoby organizacji, których członkowie charakteryzują się skrzywieniem empatii ("adwokaci psów", rzecznicy obrony przed zagryzieniem za pomocą telefonu itp.). Napisałem co napisałem, zaznaczając, że osobiście bardzo lubię psy – i proszę o możliwie niski wymiar kary (na ułaskawienie nie liczę).


Komentarze
Pokaż komentarze