dziedziczna cytadela finansjery dziedziczna cytadela finansjery
59
BLOG

Precz z Traktatem! Jestem za Kaczorami! Razem zniszczymy Europę!

dziedziczna cytadela finansjery dziedziczna cytadela finansjery Polityka Obserwuj notkę 13

No dobra, miliony Polaków o niczym innym nie mówią, jak tylko o „parambule”, to i ja się wypowiem. Otóż – jestem w tej sprawie za Kaczorami, jakkolwiek pretensjonalnie, prowokacyjnie czy wręcz przekomicznie by to nie brzmiało. Jestem za Kaczorami – ale nie bezrefleksyjnie. Odwrotnie, refleksję poczyniłem. Nie oznacza to bynajmniej, że przeczytałem ów Traktat Lizboński. Tak się składa, że akurat bardziej odpowiada mi twórczość Eustachego Rylskiego niż Eurokraty Brukselskiego i tego pierwszego zbiór opowiadań przeczytam (dokończę czytać) najpierw. Ale oczywiście to, że nie zapoznałem się z tekstem traktatu wcale nie upoważnia mnie do taktownego milczenia. Przeciwnie. Będę uzasadniać, dlaczego jestem w tym temacie za Kaczorami.

Grupy przyczyn są z grubsza trzy: ze względu na argumentację zwolenników szybkiej ratyfikacji oraz ze względu na ich osoby. A także z przyczyn, rzekłbym rozrywkowych – ale o tym na koniec :)

1. Argumentacja zwolenników

a) "traktat należy przyjąć, bo skompromitujemy się w Europie". Czy czegoś to Państwu nie przypomina? Mniej więcej od października 2005 roku do mniej więcej października 2007 roku słyszeliśmy to co kilka dni. Wybitni politycy ówczesnej opozycji szermowali tym argumentem jak cepem w ręcznych omłotach. Nie było też tygodnia, żeby nasze czołowe publikatory nie przytaczały „ech ze światowej prasy”. I teraz mamy jakby deja vu. Człowiek otwiera gazetę, załącza radio i już wie, co na to wszystko „Süddeutsche Zeitung”. A „Süddeutsche Zeitung” ma zdanie takie samo jak Donald Tusk, Bronisław Komorowski, Stefan Niesiołowski, Aleksander Kwaśniewski, Wojciech Olejniczak... I jak tu być za traktatem? No nie można. A więc – popieram Kaczory

b) "traktat należy przyjąć, bo bez tego zagrożona będzie dalsza integracja europejska". A ja na takie dictum mogę tylko uradowany krzyknąć: „i o to chodzi!”. Na obecnym etapie integracji europejskiej Unia funduje nam autostrady, kanalizacje, linie tramwajowe, złomowanie kutrów oraz rezolucje o homofobii i perspektywę przyjęcia wspólnej waluty. Czy efektem dalszego „pogłębienia” integracji będzie zbudowanie jeszcze większej liczby autostrad, kanalizacji itp.? Wątpię. Raczej będziemy mieli do czynienia z coraz większymi naciskami na dopasowanie się do „wspólnych europejskich wartości”, czyli tego, co akurat eurokraci uznają za stosowne nam podsunąć do poparcia – nawet wbrew swoim narodom (patrz „dzień przeciwko karze śmierci”). Mnie tam wystarczy taki stopień integracji, jaki mamy obecnie – za więcej dziękuję, jak również dziękuję za wypowiedzi w rodzaju „Unia to nie zagranica” naszego Ukochanego Przywódcy Premiera Tuska. I za twórcze rozwijanie ducha takich wypowiedzi, z jakim mamy do czynienia w przypadku. M. Dowgielewicza, który będąc na urlopie w Komisji Europejskiej akurat wpadł do Warszawy popracować sobie w polskim Komitecie Integracji Europejskiej. Dlatego – popieram Kaczory.

2. Osoby popierające

Cały czas mam przed oczami i w uszach wypowiedzi tow. tow. Borowskiego, Iwińskiego i innych PZPR-owców, którzy z dojrzale rewolucyjnym zapałem oburzali się i stawali w obronie KPP (słabość jakąś widać do tych KPP mają). Drodzy Państwo! Jeżeli tow. Iwiński z błyskiem w oku krzyczy, że coś leży w interesie Polski, to można być pewnym, że jest dokładnie odwrotnie. To jest najzupełniej oczywiste. O premierze Tusku i jego zapale argumentacyjnym oraz opanowaniu i pewności siebie w ratowaniu Polski przed kompromitacją na całym świecie (rozumiem, że odcinek jamajski zabezpiecza marszałek Komorowski) – już nawet nie będę wspominał, bo jest w tym równie przekonywający, jak we wszystkim co robi i mówi. A więc – nolens volens – popieram Kaczory.

3. Element rozrywkowy

Otóż, całkiem nieoczekiwanie, kolejnego argumentu za poparciem Kaczorów dostarczyła mi p. Anna Radwan-Röhrenschef, szefowa polskiej Fundacji Schumana. W ostatnich słowach swojego apelu, o którego podpisanie apeluje wiadomy organ, pani Anna pisze tak: „Słowem, [jeżeli polscy politycy uniemożliwią ratyfikację traktatu-dcf] zniszczymy coś, o co tak długo walczyliśmy - o wolną i demokratyczną Europę, wspólnotę silnych i świadomych swoich celów państw i narodów.”.

I tutaj, dosyć egoistycznie, to przyznaję, zapragnąłem bardzo zobaczyć, jak to „bracia Kaczyńscy” niszczą wolną i demokratyczną Europę. Wyznaję, że bardzo mnie taka perspektywa pociąga. Bardzo jestem ciekaw, jak wygląda niszczenie wolnej Europy i równie ciekaw jestem, co Europa na to. To znaczy jakie środki przedsięweźmie niszczona Europa w obronie przed „braćmi Kaczyńskimi”. No i jestem równie ciekaw, czy p. Radwan-Röhrenschef z podobną przemową do chńskiego ludu wystąpi przed Irlandczykami, którzy w referendum będą mieli, tak samo jak my obecnie, szansę „zniszczyć wolną i demokratyczną Europę”. Bardzo jestem tego wszystkiego ciekaw i w wolnej chwili, kiedy będę potrzebował oddechu i odprężenia i rozrywki, zamiast czytać klejny felieton profesorki Środy, chętnie popatrzę jak Kaczory niszczą Europę. Dlatego – jestem za Kaczorami!

Konieczna uwaga na koniec: na swoją obronę mam jedno – od samego początku jakoś nie byłem przekonany do owego ”sukcesu” osiągniętego podczas negocjowania traktatu – chociaż przyłączenie się do protokołu brytyjskiego było tym jaśniejszym punktem. Dlatego teraz proszę nie zarzucać mi, że bezrozumnie powtarzam wszystko za Kaczorami, bo jeżeli nawet powtarzam, to, jak udowodniłem powyżej, po pogłębionej refleksji!

Gdyby ktoś coś, to zapraszam serdecznie https://twitter.com/Cytadela_WN

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (13)

Inne tematy w dziale Polityka