***
„Rzeczpospolita” wzięła w obronę naszą mowę ojczystą i przybliżając czytelnikom postać p. Magdaleny Środy, której udzieliła swych łamów, śmiała nazwać ją „filozofem i etykiem”, a w dodatku „profesorem”. Nie wiem co na to ekspertki od tzw. gender studies, które w swym dziele niszczenia tradycyjnych instytucji nie oszczędzają także języka (stąd biorą się wszelkie „socjolożki”, „fotografki”, „architektki”, „krytyczki” i inne potworki językowe), ja w każdym rzzie mam nadzieję, że redakcja „Rzepy” podpis pod artykułem rzeczonej p. filozof zamieściła w takim a nie innym rodzaju w pełni świadomie.
***
Komisja mająca pomóc towarzyszom z SLD żerować na pamięci śp. Barbary Blidy a POlszewikom z PO wbijać szpilę PiS-owi, postanowiła przerwać swoje obrady, gdy transmisję przerwała telewizja. Pomijając już wszelkie dywagacje na temat tego dla kogo korzystne są czyje zeznania i kto by skorzystał, gdyby transmisja trwała, warto zauważyć, że zastanawiająco wiele uwagi przywiązuje tow. Kalisz,. przewodniczący komisji, do odpowiedniego nagłośnienia poruszanych tematów. Okażę mnóstwo dobrej woli, zastanawiając się czy jest to spowodowane tylko chęcią pokazania opinii publicznej „kulisów rządów PiS”, czy może też chodzi o to, aby tow. Kalisz, nie od dziś będący w formacji komunistycznej ciałem na tyle obcym, na ile szorstkie stawały się na poszczególnych etapach rozwoju tej formacji relacje między millerowskim betonem a „Europejczykiem” Kwaśniewskim, zyskał popularność na miarę drugiego Rokity, czy przynajmniej Giertycha z dawnych komisji śledczych.
Nie zmuszając się zaś do okazywania dobrej woli komisyjnej koalicji SLD-PSL-PO, pozwolę sobie wyrazić opinię, że cała ta sprawa doskonale pokazuje, po co została powołana ta komisja. Wszelkie porównania z komisja ds. Rywina, która przecież też nie mogłaby działać bez relacji telewizyjnych zupełnie nie mają sensu. Trzeba przecież przypomnieć, że w tamtych czasach komisja wyjaśniała aferę, w którą zamieszany był urzędujący premier, poza wszystkim innym zwierzchnik ministra sprawiedliwości będącego równocześnie Prokuratorem Generalnym – zwierzchnikiem prokuratury. Obecnie prokuratura nie jest w rękach tych, którzy podejrzewani są o wszystko co najgorsze w tzw. sprawie Blidy – jest w rękach tych, którzy posiadają większość w komisji śledczej – spokojnie więc można było założyć, że nic nie stanie na przeszkodzie, aby całą sprawę wyjaśniła prokuratura oraz niezawisłe sądy. Ale czy wtedy tow. Kalisz i inni mogliby gromko pohukiwać o roli Ziobry i Kaczyńskiego w przyczynieniu się do śmierci śp. B. Blidy? Czy proste i bezstronne wyjaśnienie prawdy mogłoby ich zadowolić?
***
Przemknęło mi przez ekran TVP Info, że tow. Olejniczak chce dawać młodym więcej wolności, ograniczając wpływy Kościoła. Bardzo śmiała koncepcja, z pewnością sondaże wzrosną komunistom do 30 % dzięki temu – w końcu położenie młodzieży w Polsce jest dramatyczne, deficyt wolności porównywalny z czasami wiktoriańskimi, a przez wpływy Kościoła nie ma automatów z prezerwatywami i radosnej aborcji dla nastolatek, które wolności jednak postanowiły zaznać.
Jedno jednak mnie ciekawi – czy z programem wyzwalania młodzieży spod wpływów Kościoła tow. Olejniczak ruszy w pierwszej kolejności do młodzieży starszej (tow. Jaruzelski, Rakowski, Tejchma, Werblan), czy może do tej, która dopiero co wyrosła z wieku ZSMP-owskiego (tam również jest sporo młodych, zdolnych, doświadczonych na odcinku wyzwalania młodzieży i nie tylko spod wpływów Kościoła a obecnie niewykorzystanych). Na młodzież w wieku komsomolskim liczyć nie ma co – w końcu to z tego pokolenia wywodzi się pewien radny niegdyś z SLD, który zaszokował swego czasu całą Polskę ogłaszając się wraz z małżonką pierwszym małżeństwem „konkordatowym” w Polsce.
***
„Fakty” TVN pokazały starą, dobrą, komunistyczną szkołę. Z braku laku jednym z wydarzeń dnia stała się konferencja PiS na temat niemieckich roszczeń majątkowych. W warstwie wizualnej materiał charakteryzował się oprócz najmniej chyba korzystnych, jakie nagrali ujęć Jarosława Kaczyńskiego, namiętnymi przebitkami pokazującymi zasypiające starsze osoby uczestniczące w konferencji. Kolejne chamskie, pałkarskie zachowanie panów i władców przestrzeni medialnej, które zapewne pozostanie niezauważne, nieskomentowane, przemilczane – a jeżeli nawet ktoś w medium o większej od mojego skromnego bloga nośności medialnej to wypunktuje, powszechna opinia tzw. ciemnego ludu, odpowiednio podsycana przez macherów od „prasy, radia i telewizji” oraz internetu będzie jednoznaczna: dobrze tak Kaczorom, tak trzeba, należy im się a ich elektorat to zesklerowaciałe staruchy.
***
Zafrasowały się wielce media nasze tym, że większość Polaków zaczęła nieśmiało dostrzegać, to, co mniejszość doskonale wiedziała już przed wyborami w 2005 roku, czyli jakieś trzy lata temu: że rząd PO nie spełnia oczekiwań.
Gorzka to satysfakcja dla tych, którzy tak jak ja czy Jarosław Kaczyński głośno mówili o tym jeszcze zanim PO przejęła władzę. Gorzka tym bardziej, że nieudolność rządu na szczeblu centralnym prognozowały rozpoczęte rok wcześniej rządy tej formacji w Warszawie. Teraz dopiero widać jak na dłoni, że Polska powtórzy niedolę Warszawy: wiele hałasu, wiele buńczucznych zapowiedzi przez wyborami i cieniutkie efekty w praktyce rządzenia.
W Warszawie w przedszkolach brakuje miejsc, porodówki pękają w szwach, warszawianki rodzą w Radomiu, Pruszkowie czy Sochaczewie, autobusy niedługo przestaną jeździć z braku kierowców – zresztą i tak ostro pocięto im rozkłady jazdy, Straż Miejska rozpuszczona jak dziadowski bicz (za prezydentury L. Kaczyńskiego tę rozmemłaną formację zmuszono do sensownej pracy na rzecz porządku i bezpieczeństwa mieszkańców), remonty nadal ciągną się w nieskończoność, byle kładka dla pieszych nad jezdnią remontowana jest tyle czasu, ile stawia się niewielki blok mieszkalny. A pani prezydent uroczyście otwiera jeden z dwóch automatów z biletami (do tej pory stolica takich fanaberii nie posiadała – poza godzinami otwarcia kiosków w metrze nie można było kupić biletów!) oraz opowiada jak to będzie stawiała wieżowce wzdłuż ul. Emilii Plater (jakoś nie wspomina o remoncie nawierzchni tej ulicy, która wygląda jakby od lat 60-tych nie widziała remontu. O zwiększeniu przepustowości układu drogowego w ścisłym centrum już nie wspominam).
To samo, co każdy, kto chce dostrzeże w Warszawie, zaobserwować można w skali kraju. Oczywiście „front” medialny robi tu swoje – nie ma sensu porównywać atmosfery w mediach kiedy kilkanaście pielęgniarek zostało przesuniętych z jezdni na chodnik za rządu PiS-u z sytuacją za rządów PO, kiedy to wcześniaki ewakuowane są karetkami, bo akurat szpital jest zamykany, nie ma sensu zastanawiać się, ile tygodni trwałoby urągowisko, gdyby to rząd PiS-u ogłosił, że zamiast autostrad będzie się budować drogi ekspresowe.
Pozostaje tylko mieć nadzieję, że albo ludzie dostrzegą, że od samego uśmiechania się i „serdecznego” pochylania się nad losem „milionów Polaków” lepiej nikomu nie będzie, i „rządom miłości” podziękują przy najbliższych wyborach, albo – mówiąc brutalnie – elektorat bliższy PO i odporny na fakty, za to ponad miarę ufający „Faktom”, podobnie jak w 2005 r. wybory „oleje”, bo nie będzie miał straszaka w postaci „strasznych bliźniaków, których trzeba odsunąć od władzy” oraz medialnego młotkowania, które do urn nawet osoby, które w życiu by siebie nie podejrzewały o to, że kiedykolwiek pójdą głosować.
***
Coś optymistycznego na koniec: mleko potaniało! Do tej pory „regulacje unijne” powodowały, że od mleka i przetworów przez cukier, prąd po dorsze – wszystko drożało (tdo przemyślenia dla tych, którzy jako główny efekt przystąpienia do UE podają te inwestycje, które dostajemy niby za darmo). Jednakowoż ceny mleka przestały rosnąć, lekko nawet spadły
Szukam aktualnie kogoś, kto będzie w stanie wyjaśnić mi jak to możliwe, że cały ten system gospodarczy Unii Europ. jeszcze, za przeproszeniem, nie pierdyknął. Oraz czy mam rację twierdząc, że cała obecnie postępująca integracja polityczna UE, te wszystkie eurokonstytucje, te Nicee, Lizbony i inne służą tylko temu, żeby, kiedy nastąpi to, co musi nastąpić, czyli gigantyczny krach socjalistycznego tworu gospodarczego dekretującego ile mleka krowy maja prawo wyprodukować, istniały inne, pozaekonomiczne więzy spajające państwa UE i nie pozwalające im wydostać się z orbity euroszczęśliwości


Komentarze
Pokaż komentarze (4)