dziedziczna cytadela finansjery dziedziczna cytadela finansjery
42
BLOG

Hipokryzja zawodowych aborcjonistek - dowód

dziedziczna cytadela finansjery dziedziczna cytadela finansjery Polityka Obserwuj notkę 3

Od pewnego czasu Gazeta Wyborcza i jej podobne ściskają kciuki za udaną aborcję 14-latki i wielce się oburzają, że jak dotąd nie była ona możliwa. Jednocześnie nawet w tych właśnie mediach, mimo różnych manipulacji, na których je przyłapano, da się odnaleźć informacje, które pozwalają wzbudzić w postronnych obserwatorach pewne wątpliwości: czy rzeczywiście jest tak, że dziewczynka oraz jej matka jednogłośnie i uparcie domagają się aborcji a jedynie "moherowe bojówki" pod wodzą księdza skutecznie im to uniemożliwiają.

Dotychczas we wszelkich sporach o aborcję, osoby mocno angażujące się po stronie "pro choice" (uzyjmy eufemizmu), uzywają jednego, podstawowego argumentu: oni wcale nie są za aborcją, oni aborcję uważają za zło, oni by woleli, żeby aborcji nie było, ale przecież "nie mozna zmuszać kobiety...", ale przecież "mój brzuch-moja sprawa...", ale przecież "prawa reprodukcyjne...", ale przecież "mamy prawo decydować o własnym macierzyństwie".

I teraz nadszedł moment, kiedy warto powiedzieć "sprawdzam". Skoro mamy przypadek ciąży u 14-latki, wcale nie zgwałconej ("kazać urodzić dziecko zgwałconej dziewczynce" to przecież jeden ze sztandarowych argumentów za aborcją na życzenie - i to niekoniecznie u kobiet zgwałconych). Skoro mamy przypadek, kiedy wprawdzie ciąża pochodzi z czynu zabronionego, więc prawo dopuszcza aborcję - ale przecież jej nie nakazuje. Skoro wreszcie mamy przypadek, że dziewczynka waha się, prosi o pomoc, że nie jest jasne, czy rzeczywiście aborcja jest tym, czego pragnie najbardziej - czyż owe działaczki, które zawsze zastrzegają, że aborcji nie popierają, nie powinny odetchnąć z ulgą? Odetchnąć, bo nie ma potrzeby wykonywania aborcji? Odetchnąć, bo być może dziewczynka zdecyduje się ciążę donosić - i najwyżej skorzystać z możliwości oddania dziecka do adopcji? Odetchnąć, bo znaleźli się ludzie, którzy deklarują pomoc dla dziewczynki - duchową i materialną?

Czy niewykonanie aborcji u 14-latki nie powinno być powodem do radości dla środowisk domagajacych się "prawa wyboru"? Dla tych, którzy nie mogą zrozumieć, "dlaczego zwolenników legalizacji aborcji nazywa się ciągle zwolennikami aborcji"? Skoro nie są zwolennikami aborcji, to przecież niewykonanie aborcji powinno ich cieszyć? Ale, jak widać, nie cieszy - oni stają się coraz bardziej nerwowi, coraz bardziej agresywni, starczy poczytać, co na ten temat wypisują w Newsweeku (z niezawodnym w takich przypadkach W. Maziarskim na czele). Oni domagają się, żeby, bez względu na wszytko - a najwyraźniej na pohybel księdzu Podstawce - dziecko zostało usunięte - i to szybko, póki jeszcze prawo pozwala.

Wątpliwości Agaty? Urobiona przez księdza! Odmowa dyrekcji szpitala w Warszawie? (w efecie tych samych wątpliwości)? Terror moherowych bojówek! Odmowa w Lublinie? Słabość państwa - ono ma wymusić na lekarzu - jeżeli nie chce sam wykonać aborcji - wskazanie innego lekarza, którzy jej dokona. I to szybko, szybko, szybko - bo zaraz już nie będzie można.

Czy to są dowody na to, że ci państwo są przeciwnikami aborcji? Czy może na coś odwrotnego: że osoby zaangażowane w kampanię na rzecz aborcji u 14-latki czyn ów (usunięcie ciązy) uważają za coś równego ekstracji zęba? Moim zdaniem jest to dobitne potwierdzenie, że zwolenniczki tzw. legalizacji aborcji", obrończynie i obrońcy "prawa Alicji Tysiąc do..." - no właśnie, na szczęście już tylko do odszkodowania za to, że państwo kazało jej urodzić córkę, że wszyscy ci zwolennicy "prawa wyboru" w gruncie rzeczy są jawnymi propagatorami aborcji.

Wedle ich wyobrażenia aborcja jest tym samym, czym jest pigułka antykoncepcyjna czy prezerwatywa, tylko że zastosowane z pewnym przesunięciem czasowym. Jedynie ze względu na "ustępstwa wobec kleru", zupełnie dla nich niezrozumiale, ograniczona tylko do pewnych ściśle określonych okoliczności.

Zgodnie z tą logiką, Agata miała "olbrzymie szczęście", że w ciążę nie zaszła już po piętnastych urodzinach, bo trzeba byłoby zastosować nieco inny arsenał propagandowy (być może wzywać statek aborcyjny z Holandii). A tak jest jeszcze promyk szansy, że owym "przeciwnikom aborcji" uda się rozwiać wątpliwości dziewczynki i doprowadzić do tego, czemu są ponoć przeciwni.

Ja nigdy w ich zapewnienia nie wierzyłem - być może teraz ktoś, kto wierzył też pozbył się wątpliwości. Pytanie tylko, czy zawodowe aborcjonistki z róznych organizaqcji "kobiecych" i lewackich same w to wierzą, gdy mówią, że aborcji są przeciwne.

PS. Na jednym z portali ukazał się dziś tekst o p. Januszu Świtaju - sparaliżowanym człowieku, który swego czasu domagał się prawa o legalnej eutanazji. Oczywiście zaraz ruszyły zastępy tych, co od razu gotowi byliby nie tylko dać mu taką możliwość na gruncie prawa polskiego, ale i wysłać do Szwajcarii, gdzie bez przeszkód funkcjonuje biznes eutanazyjny. Gdyby wtedy posłuchano rad wszystkich tych "zawodowych postępowców" - być może p. Świtaj już by nie żył - i nie mógłby dziś powiedzieć, że cieszy się życiem. Jestem pewien, że zawodowym propagatorkom aborcji ten przypadek nie da nic do myślenia i nijak nie odniosą go do "sprawy Agaty" - ale zawsze warto takie przypadki przytaczać, pokazywać...

Gdyby ktoś coś, to zapraszam serdecznie https://twitter.com/Cytadela_WN

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (3)

Inne tematy w dziale Polityka