dziedziczna cytadela finansjery dziedziczna cytadela finansjery
64
BLOG

Dlaczego Maleszka jeszcze żyje?

dziedziczna cytadela finansjery dziedziczna cytadela finansjery Polityka Obserwuj notkę 25

Też oglądałem ów przygnębiający dokument. I też naszło mnie kilka refleksji - napiszę o dwóch, na które przeglądając internet nie natknąłem się, możliwe więc, że wniosą coś nowego.

Otóż po pierwsze - zastanowiło mnie, jeżeli rzeczywiście było tak, że Maleszka "wystawił" Pyjasa siepaczom, to dlaczego nie skończył tak samo jak osoby, które o sprawie wiedziały, a były osobami z "zewnątrz" - czyli ów bokser alkoholik, prawdopodobny bezpośredni morderca i Stanisław Pietraszko - przyjaciel Pyjasa. Obaj zginęli w dziwnych okolicznościach.

Może aż tak bezpośredniego związku z zabójstwem Maleszka nie miał? A może był tak cennym i wartościowym agentem, że przewidziany był do dalszej owocnej współpracy? W końcu esbecy, którzy działali "z ramienia" firmy żyją i mają się nie najgorzej, zginęli ludzie z zewnątrz. Ale skąd wtedy, w 1977 r. esbecja mogła mieć pewność, że Maleszka, w końcu człowiek "stamtąd", zwerbowany a nie zatrudniony w "firmie", nie zmieni frontu i nie powie, jak było? A może mieli pewność, że nie zmieni - i to nawet po tym, jak szereg funkcjonariuszy zamieniło "firmę" na agencje ochrony i rady nadzorcze banków (o czym przekonuje nas w filmie jeden z nich)?

 

A druga refleksja - nie wiem, na ile jest to wynikem takiego a nie innego scenariusza filmu (czyli na ile jest efektem zamierzonym), na ile efektem "profesjonalizmu" występujących w nim ubeków, a na ile moim subiektywnym a błędnym odczuciem, ale po obejrzeniu filmu, na tle jego głównego bohatera cała ta plejada funkcjonariuszy (no, może poza p. Billem) a nawet ci pokazani dwaj donosiciele, wydali mi się sympatycznymi, szczerymi ludźmi, którzy z całego serca chcieli pomóc autorce filmu w dojściu do prawdy, w pokazaniu rzeczywistości, w naświetleniu spraw z lat 70.

Tylko główny protagonista budzi autentyczną odrazę - chociaż w zasadzie ani nie przeklina, ani nie chce obić kamerzysty (chciaż takowego tam nie było), ani nie chełpi się swoimi "dokonaniami", czasem coś kręci (ale oglądajac rozmowę z autorką, wydaje się, że umiarkowanie), jąka się, co też poniekąd może budzić współczucie - i na nic to wszystko, nijak sympatii wykrzesać do niego się nie da. A esbecy - i owszem. Ludzie inteligentni, oczytani, nawet nawróceni, profesjonaliści, którzy skrupuły "zostawiali w przedpokoju" (co nawet dzisiaj się ceni, zwłaszcza w kręgach rządowych) ale gdyby spytać jednego z drugim, czy by dzisiaj robili to samo, to z pewnością by nie robili, bo widzą, jakie to było bagno - słowem mili faceci, którzy może kiedyś pobłądzili, ale już nie błądzą i nawet mogą nam opowiedzieć co nieco.

 

Oczywiście nie są to jedyne refleksje - ale więszkosc z nich powtarza się w znacznej części notek, wobec czego tylko o nich napomknę: Oczywiście zastanawiające jest dlaczego puszczono taki film, dlaczego puszczono go w TVN, dlaczego własnie teraz, dlaczego nawet pokazanie red. Kolendy-Zaleskiej, która w tym samym kanale w audycji informacyjnej para się działalnością o zupenie przeciwstawnym niż autorka dokumentu wektorze.

Za to ani trochę nie jest dla mnie zastanawiający fakt, że przed paroma dniami p. Lesław Maleszka "postanowił wystąpić o rozwiązanie stosunku pracy" z redakcją "Gazety Wyborczej".

Gdyby ktoś coś, to zapraszam serdecznie https://twitter.com/Cytadela_WN

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (25)

Inne tematy w dziale Polityka