dziedziczna cytadela finansjery dziedziczna cytadela finansjery
56
BLOG

Ciamciaramcia jedzie do Gruzji

dziedziczna cytadela finansjery dziedziczna cytadela finansjery Polityka Obserwuj notkę 5

Czyli zupełnie subiektywny przegląd wydarzeń ostatnich dni.

W Gruzji wybucha konflikt. Prezydent w dość ostrych słowach potępia Rosję. Skoro nawet tow. Iwiński, wszechprofesor wszech nauk nie potępia Prezydenta (a jedynie ton wypowiedzi), to Ciamciaramcia, nawet w postaci marszałka Niesiołowskiego też musi przyznać, że „prezydent i premier mówią jednym głosem.”. Palikot, na szczęście dla Platformy Obywatelskiej milczy.

W Polsce tygodnik Newsweek publikuje wywiad z ministrem Waszczykowskim. Jednocześnie Prezydent porozumiewa się z przywódcami zaprzyjaźnionych państw w celu podjęcia działań w sprawie Gruzji. Abstrahując od tego, czy minister Waszczykowski powinien takie rzeczy opowiadać tu i teraz i czy w ogóle, to to, co mówi (jeśli to prawda) jest absolutnie porażające.

Powstaje zatem niebezpieczeństwo, że część myślących obserwatorów życia politycznego uzna, że odpowiedzialnym politykiem z wizją sojuszów Polski w bliższym i dalszym otoczeniu jest Lech Kaczyński, a Donaldowi Tuskowi lepiej wychodzi otwieranie boisk do piłki nożnej.

Prezydent wraz z kilkoma innymi głowami państw zapowiada podróż do Tbilisi. Ciamciaramcia się gubi – zaczyna powtarzać stare numery – Radek Sikorski biadoli, że nic o planach prezydenta nie wie, rząd nie chce dać samolotu, udaje, że boi się o bezpieczeństwo prezydenta.

Rzepa” publikuje sondaż, którego wyniki dość wyraźnie wskazują, że, zdaniem ankietowanych, Polska powinna Gruzję wesprzeć. Prezydenta przed podróżą, jak widać, już się nie powstrzyma. Sławomir Nowak musi być przerażony. I oto z nieba spływa na KPRM genialny pomysł: wyślemy Radka Sikorskiego z prezydentem. Nie bedzie Kaczor w Tbilisi bruździł nam w sondażach. Jak misja poniesie klęskę – zwalimy na Kaczora (czyż premier Donek nie ostrzegał?). Jak się uda – to tylko dzięki przezwyciężeniu politycznych podziałów i animozji przez ministra Sikorskiego, który, na osobiste polecenie premiera Tuska, przy udziale przedstawicieli kilku państw ościennych wywiązał się z tego, czego oczekiwały miliony Polaków. Natomiast niemądry Kaczor o mały włos nie doprowadził do tragedii, wioząc pięciu prezydentów jednym samolotem.

Prezydent może się wreszcie zrewanżować za szereg drobnych uszczypliwości ze strony członków think-tanku Sławka Nowaka. Ze zdumieniem, ale i radością przyjmuje informację o udziale Radka Sikorskiego w misji.

To był przegląd faktów, a teraz komentarz:

Mimo okropieństwa i barbarzyństwa wojny w Gruzji, mimo tragedii tysięcy ludzi, mimo poczucia bezradności, jakie towarzyszy oglądaniu akcji Putina w rejonie „bliskiej zagranicy”, mimo pewnego fatalizmu, towarzyszącemu narodom, których „prawo do samostanowienia” gwarantuje Rosja – pozwolę sobie wybić na zakończenie trzy pozytywne akcenciki, jakie w moim przekonaniu z całej tej sytuacji można odnaleźć:

1. Chyba jednak coraz więcej ludzi w Polsce zacznie dostrzegać (nie bez udziału o dziwo Newsweeka), kto jest politykiem z krwi i kości, z wizją, zapleczem merytorycznym i wypracowanymi kontaktami międzynarodowymi na najwyższym szczeblu a kto jest gogusiem zapatrzonym w uśmiechy Władimira i Angeli, bez doświadczenia w polityce państwowej, za to z zapleczem merytorycznym w postaci Sławomira Nowaka. Będzie zaskoczenie – i będzie (niektórych) bolało!

No bo nawet dla mnie – chociaż nie miałem zbyt wielkich złudzeń co do PO – sporym zaskoczeniem jest może nie tyle nieporadność ekipy Tuska, bo tego akurat się spodziewałem, ale to, że premier, zamiast słuchać fachowców z różnych dziedzin, wśród których przecież nie brakuje osób życzliwych PO, całkowicie i bez reszty otoczył się osobami, które być może talenty polityczne posiadają, talenty te ograniczają się jednak do „rozprowadzania” zjazdów partyjnych i dyscyplinowania „dołów”, tudzież „pompowania” liczebności podstawowych komórek partyjnych tak aby partia zachowała „zwartość i dyscyplinę”. Nie muszę dodawać, że takie umiejętności może i pomogły dworowi Donalda „wygryźć” wszystkich potencjalnych rywali – od Zyty Gilowskiej przez Pawła Piskorskiego aż po Jana Rokitę, ale do prowadzenia kompetentnej polityki zagranicznej to trochę za mało. Brutalnie mówiąc – ani z KGB, ani z CIA nawet Schetyna nie wygra. A skoro nawet ja jestem zaskoczony, że lepszych od PO fachowców mieli komuniści, to jakże zdziwieni muszą być ci, który sądzili, że nie tylko drugą Irlandię, ale nawet trzecią i czwartą zbuduje się samym tylko uśmiechem i „zaufaniem”.

2. No i na całej tej sytuacji powinien skorzystać... John McCain. Na nieco podobnej zasadzie – w końcu większość Amerykanów, niezależnie od preferencji prezydenckich uważa, że to McCain ma przewagę w dziedzinie polityki zagranicznej. Stąd osobliwe tournee Baracka Obamy po Europie – gdzie ześwirowane od dobrobytu społeczeństwo Berlina przyjęło go niczym Jennifer Lopez, chociaż przesłanie z jakim przyjechał było równie miałkie. Za wszelką cenę chciał pokazać swoim rodakom, że i z nim na arenie międzynarodowej się liczą.

Tylko że do tego potrzeba czegoś więcej niż pseudocharyzmy i życzliwie nastawionych mediów oraz rózowych elit. I Tuskowi, i Obamie tego czegoś brakuje, nie brakuje tego McCainowi – i nawet gdyby ani on, ani jego rywal nie zareagowali w ogóle na wydarzenia w Gruzji, sądzę, że wyborcy niezdecydowani, w obliczu trudnej sytuacji międzynarodowej, postawiliby raczej na kogoś, kto przypomina Reagana niż Kennedy’ego czy Cartera (nota bene prezydentem Kennedy był raczej słabiutkim). Obama, podobnie jak Tusk klepie puste komunały, natomiast McCain może tylko konsekwentnie powtarzać swoje słowa sprzed paru miesięcy, że w „oczach Putina” dostrzega trzy litery: K-G-B i dzięki temu potwierdzać, że na polityce zagranicznej akurat się zna i wie kto z przywódców światowych jest kim.

3. Nieoczekiwanie może się też okazać, że dzięki sytuacji w Gruzji, wywiadowi w Newsweeku oraz jakiemuś zaćmieniu sztabu PR-owców premiera (w końcu kiedy prezydent Kaczyński naradzał się z przywódcami zaprzyjaźnionych państw, jak pomóc Gruzinom, jak donosiły media, Donald Tusk pomagał wybierać żonie kostium kąpielowy), będziemy już wkrótce mieli podpisaną z Amerykanami umowę o „tarczy antyrakietowej”.

Ciekawe swoją drogą, jak tę klęskę na całej linii PO (od tej pory chyba zacznę ją na serio nazywać "ciamciaramcią") będzie próbowała przekuć na swój sukces. Życzę powodzenia. I pierwszy raz od dawna jestm dobrej myśli: nie uda się! Nie uda się wmówić ludziom, że PO się w tym wszystkim nie pogubiła. I to wszystko w okolicy 88. rocznicy "cudu nad Wisłą”. Chyba nie takie „cuda” zapowiadał Tusk w kampanii wyborczej – ale jeżeli takie będzie czynił dalej, to ja jestem za!

Gdyby ktoś coś, to zapraszam serdecznie https://twitter.com/Cytadela_WN

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (5)

Inne tematy w dziale Polityka