dziedziczna cytadela finansjery dziedziczna cytadela finansjery
43
BLOG

Mr. Kaczynski, Mr. Tusk, Mrs. Fotyga and Mr. Kali of TVN and "G

dziedziczna cytadela finansjery dziedziczna cytadela finansjery Polityka Obserwuj notkę 3

Najważniejszym wydarzeniem w dniu podpisania jakiejś tam umowy, ze zgodą na ratyfikację której i tak Drogi Bronisław II spieszyć się nie będzie, było oczywiście to, że pewien kartofel śmiał nie zachować poważnego wyrazu twarzy, kiedy Ukochany Przywódca zwrócił się do p. Rice’owej w jej własnym języku. Już tego samego dnia w oficjalnym publikatorze rządowym (o kryptonimie TVN24) młodszy referent Rafał Poniatowski podał oficjalną wykładnię gestu Drogiego Gospodarza (że to ładnie, kiedy gospodarz zwraca się do gościa w jego języku).

Być może wtedy jeszcze nie dotarło do niego, że w Biurze Prasy zadekretowano, iż to, co na pierwszy rzut oka wydawało się życzliwym uśmiechem, wynikłym z zaskoczenia (bo przecież p. Lech Kaczyński z „Donkiem” znają się wiele lat i ten pierwszy wie doskonale, że mowa Szekspira wcale nie jest najmocniejszą stroną tego drugiego), ma być przedstawione i pryncypialnie skarcone jako „śmianie się z premiera” (link1). A tego, jak wiemy, lemingi nie wybaczają.

Lemingi, na co wszystko wskazuje, pamięć mają dobrą, ale krótką i mocno Wyborczą, zapewne więc zapomniały, jak podbechtywane przez TVN (link2) że o Gazecie Wyborczej i jej odnogach nie wspomnę (link3), śmiały się ze znającej język angielski Anny Fotygi.

Wtedy obowiązkiem wszystkich cywilizowanych mieszkańców „tego kraju” było śmiać się z Minister Fotygi – bo przecież powiedziała „hard-core negotiators”, hahahaha! (swoją drogą ciekawe ilu z tych „młodych, wyszktałconych mieszkańców wielkich miast” zrozumiało całą wypowiedź pani minister – bo w większości nie potrafili oni nie zrobić błędu przy zapisywaniu przymiotnika hard-core).

Obecnie uśmiech na ustach prezydenta, podczas gdy premier Tusk, po części kurtuazyjnie (czemu po części – o tym za chwilę), rozpoczął swą przemowę po angielsku, został jednoznacznie okrzyknięty jako naśmiewanie się z premiera. Sądząc po, zapewne spodziewanej, reakcji internetowego motłochu (link4), (link5) nawet cień podejrzenia o naśmiewanie się z Ukochanego Przywódcy jest zwalczany bezlitośnie. A swoją drogą to chyba za dobrą passę ma prezydent, a Donek za cienką, skoro trzeba takie numery ciemnemu ludowi wciskać. Ciemny lud oczywiście to kupuje bo jest ciemny, ale jeszcze trochę i zaczną Donka rozliczać nie ze strzelonych bramek i otwartych boisk, a ze skuteczności wpływu wywieranego na rzeczywistość. A z tym jest (może na szczęście) dramat.


Zakończę refleksją następującą:

Nie dlatego bronię prezydenta, że razem z nim się śmiałem z premiera. Nie śmiałem się z dwóch przyczyn: po pierwsze nie śmieję się z kiepskiej znajomości języka angielskiego wśród osób, które lata 70. i 80. spędziły w opozycji, uciekając przez ubecją, często kosztem życia osobistego – a już na pewno aspiracji i osiągnięć lingwistycznych. Zawsze wywoływało we mnie niesmak stawianie takim osobom za wzór towarzyszy, którzy wysyłani przez macierzyste jaczejki korzystali z bogatych programów stypendialnych na Zachodzie, niejednokrotnie odwdzięczając się Polsce Ludowej donosami na środowiska polonijne czy naukowe.

Po drugie zaś nie śmiałem się z Tuska dlatego, że trochę mi ta jego zagrywka pachniała chwytem z okolic gabinetu ministra Nowaka: tak jak kiedyś ponoć z sondażu przeprowadzonego w okolicach roku 2000 wynikało, że zdaniem Polaków Aleksander Kwaśniewski jest wyższy i lepiej wykształcony od dr. Mariana Krzaklewskiego, tak, jak podejrzewam, miało wyniknąć, że Donald Tusk, w przeciwieństwie do „pana Lecha Kaczyńskiego”, biegle włada językiem angielskim, co w oczywisty sposób predestynuje go do sprawowania najwyższych urzędów. Nie jest mi do śmiechu, bo jak wynika z obserwacji poczynionych przeze mnie w rzeczywistości zarówno „wirtualnej”, jak i „realnej”, ciemny lud to oczywiście kupił. Oczywistą oczywistością jest dlań fakt, że Lech Kaczyński nie potrrafi ani be ani me w żadnym języku obcym, natomiast Donald Tusk, światowiec, nie ma z tym najmniejszych trudności. Na zdrowy rozum uwierzyć w to mogliby tylko ci, którzy językiem angielskim władają równie biegle, co premier (jeśli go wczoraj słyszeli). Faktycznie jednak gotowi są w to uwierzyć nawet ci, którzy lata całe spędzali w krajach anglojęzycznych i żadnych kłopotów z wysławianiem się w tym języku nie mają. I to nie jest wcale śmieszne.

Otóż bronię prezydenta, bo widocznie jestem ślepy na jedno „szkiełko” i jakoś nie widzę w publikowanych materiałach naśmiewania się przez prezydenta z premiera. Zresztą – już na zdrowy rozum – jakże mógłby się Lech Kaczyński, nie znający ponoć angielskiego, śmiać ze szkolno-topornej angielszczyzny Donalda Tuska, skoro ten mówił po angielsku?

A co do roli tzw. wolnych mediów w udupiamiu osoby prezydenta, który, jak się okazuje, zbyt dobrze sobie ostatnio radzi, złudzeń żadnych nie mam, bo ich mieć nie można i oburzać się ma nich, że stosują filozofię Kalego to tak, jakby mieć pretensje do śniegu w lutym że pada.

Gdyby ktoś coś, to zapraszam serdecznie https://twitter.com/Cytadela_WN

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (3)

Inne tematy w dziale Polityka