Rys historyczny:
Oto niecałe 10 lat temu Kościół w Warszawie uzyskał w zamian za zabrane niegdyś grunty działkę budowlaną przy ulicy Koński Jar na warszawskim Ursynowie. Działka ta – to kawałek trawnika o powierzchni ok 6 tys m kwadratowych – i przylega do sporego kompleksu trawników i placów zabaw rozciągających się wokół tzw. kopy Cwila – czyli sztucznego wzniesienia zbudowanego z ziemi wydobytej z miejsc, w których powstały bloki mieszkalne Ursynowa. Miejsce to służy okolicznym mieszkańcom do spacerów, ich psom do wypróżniania się, natomiast okolicznej młodzieży, oprócz powyższych celów do nocnych libacji latem i zjeżdżania na sankach zimą. Ponadto dwa-trzy razy do roku odbywają się tam imprezy masowe.
W związku z powyższym pewnego razu postawiono tam słupki z napisem „park im. Kozłowskiego”, dzięki czemu osiedlowy trawnik stał się – głównie z nazwy – parkiem. Natomiast trawnik przylegający do parku, jak zresztą sam park, ani trochę nie nabrał dzięki temu elegancji czy też w ogóle lepszego wyglądu.
Racje Kościoła
Natomiast od strony kościelnej sprawa wygląda w ten sposób, że tamtejsza parafia, pw. Wniebowstąpienia Pańskiego, licząca ponad 30 tys. mieszkańców, a liczba nadal rośnie, bo ciągle buduje się nowe budynki – zwyczajnie się „dusi” – dość powiedzieć, że tzw. kolęda odbywa się tam rotacyjnie – co drugi rok. Więc naturalną koleją rzeczy powstała myśl o budowie w okolicy ośrodka duszpasterskiego, a za tą myślą poszły pewne przygotowania.
Kampania Gazety Wyborczej
I w takich okolicznościach przyrody, kiedy „gruchnęła” wieść o planach kurii, sprawę zaczęła „pilotować” Gazeta Wyborcza. Od samego początku tak ustawiła dyskusję, żeby ludzie nie znający tematu, nie mieszkający na Ursynowie czy też nie interesujący się bliżej sprawą mieli okazję jednoznacznie opowiedzieć się przeciw kościołowi (a iKościołowi przy okazji – dwie pieczenie na jednym ogniu). Jak pokazały kolejne odsłony „dyskusji” na forum internetowym gazeta.pl, udało się to całkiem nieźle – pod każdym z tekstów zaczęły się wylewać tony jadu, nienawiści i zwykłych bredni („drugi Iran”, „kościół na każdym skrzyżowaniu” itp.). Nawet okazało się, że powstały głównie do walki z budową kościoła komitet wyborczy, skupiający różne odcienie koloru różowego – od eseldowskich wyrzutków po działaczki feministyczne – za to ani cienia programu, osiągnął przyzwoity wynik wyborczy i wprowadził do rady dzielnicy kilkoro radnych.
Na czym opierała się kampania Gazety Wyborczej (a ściślej jej warszawskiej wkładki)?
Celów było kilka (do nich przejdę za chwilę), realizowano je następującymi środkami:
1. Wmawianie ludziom, że budowa kościoła jest jednoznaczna z niepowstaniem (czy wręcz likwidacją) parku. Temu miały służyć tytułu w rodzaju „Chcą parku, będzie kościół”, czy też tytuł z linkowanego artykułu. Jak niosła stugębna plotka, do mnie docięrajaca z różnych źródeł, ponoć planowana była... likwidacja samej kopy Cwila.
2. Chyba ani razu (w każdym razie ja sobie nie przypominam) nie zamieszczono dokładnej mapki pokazującej, jaką część terenu będzie zajmowała budowla kościelna – raz dano mapkę... działki kościelnej – oczywiście wypełniła ona całą ramkę – natomiast czytelnicy już się nie dowiedzieli, że gdyby narysowano także cały teren parku – który leży przecież, przypomnijmy, obok działki kościelnej – to taka mapka zajęłaby dziesięć razy więcej miejsca.
3. Artykuły pisane na ten temat opatrywano zdjęciami, które nie pokazywały spornego terenu, tylko teren pod zabudowę nie przeznaczony albo panoramę całej okolicy, na której działka kościelna stanowiła niewielki ułamek powierzchni zdjęcia (przykład – w linkowanym artykule). Jest tam zdjęcie kopy Cwila, oczywiście nijak się ona na do planów budowy, bo kościół miałby powstać za plecami fotografa.
4. Bardzo chętnie podawano za to odległość od najbliższego kościoła – z tym że kościół ów najwyraźniej kroczył, i to, nie wiedzieć czemu, w przód a nie wstecz (jak to Kościół...). Najpierw był w odległości 800 metrów, potem zdarzało się przeczytać nawet o 300 metrach. O gęstości zabudowy, która w miastach jest w podobnych sprawach lepszym wyznacznikiem niż odległość, nagminnie „zapominano”. Wyliczano też skrupulatnie wszystkie ursynowskie kościoły, nawet te położone kilometry od osiedli, na terenach objętych niską zabudową.
5. Ponieważ okoliczni mieszkańcy jednak zbyt dobrze się orientowali, że z tą likwidacją czy zabudową parku to lipa, straszono ich... dzwonnicą. Też odniosło to jakiś skutek, ponieważ spółdzielnia administrująca okolicznymi blokami robiła Kościołowi pewne przeszkody. Tutaj jednak można przypuszczać, że mieszkańcy niechętnie widzieliby pod oknami jakąkolwiek budowę – więc również deweloper chcący postawić blok mieszkalny spotkałby się z głosami sprzeciwu. Jestem jednak dziwnie spokojny o to, że wówczas sprzeciw ów zaginałby pośród wielu podobnych, nie miałby bowiem wsparcia ani ze strony Gazety Wyborczej, ani ze strony dziesiątków „forumowiczów”, których cała wiedza o sprawie ograniczała się do jednego” „dokopać czarnym”.
6. Cały czas sugerowano, że większość, czy wręcz zdecydowana większość mieszkańców, jeśli nie wszyscy („chcą parku, będzie kościół” – a więc kościoła nikt nie chce, skoro chcą parku) mają w tej sprawie zdanie tożsame z Gazetą Wyborczą. Nie powołano się jednak na żadne wyniki badań przeprowadzanych w sposób profesjonalny (czyli nie polegające na opieraniu się na liczbie protestów, bo jak wiadomo, tendencję do zabierania głosu mają raczej ci, co są „przeciw”, niż „za” ). Być może dlatego tego nie zrobiono, że kiedy ks. abp Nycz odwiedził parafię na początku swojej posługi w Archidiecezji Warszawskiej i wspomniał o tym, że widzi potrzebę budowy kościoła, otrzymał od wiernych gromkie oklaski. Być może dlatego woleli redaktorzy nie ryzykować i za bardzo parafian o zdanie nie pytać, skupiając się raczej na opiniach dobrze słyszalnych i zorganizowanych przeciwników.
Cele tej kampanii były, jak myślę, trzy:
Po pierwsze – wmówić ludziom, że jeżeli będzie kościół, to nie będzie parku. Jak pokazują wypowiedzi lżej i mocniej nawiedzonych bojowników o „neutralność światopoglądową” osiąganą poprzez „ochronę terenów zielonych” zarejestrowane na forum internetowym – udało się to znakomicie.
Po drugie – stworzyć (czy raczej, w pewnych kręgach, o których charakterze świadczy nick jednego z najaktywniejszych i najbardziej zajadłych dyskutantów: „ogolone_jajka” pogłębić) obraz Kościoła jako wszechpazernej instytucji, która powołana jest do „dojenia owieczek” i rozrastania się bez potrzeby. Oczywiście zdjęć wykonanych np. podczas sumy nie zamieszczono – nie dano więc dowodu na to, że kościół jest pusty. No bo gdyby fotograf się tam pofatygował, to musiałby mocno się starać, żeby uchwycić „pusty kościół” w czasie niedzielnej Mszy św., chyba że o 6:30, no ale aż do tego się nie posunęli – może dlatego, że nie musieli. Nie musze dodawać, że najwięcej o „puystych kościołach” krzyczeli w tych dyskusjach ci, którzy kościoły oglądają tylko z zewnątrz.
Po trzecie – i chyba najważniejsze – zablokować budowę kościoła wszelkimi dostępnymi środkami. Tutaj jak ulał pasuje teoria o „organizatorskiej roli prasy” (organ, który jedną ze swoich odnóg internetowych nazwał „politbiuro” chyba jest „w temacie”)– mobilizacja społeczna, formowanie komitetów „sąsiedzkich”.
Efekt jest taki, jak w artykule. Kuria z pomysłu budowy kościoła się wycofuje, działka może zmienić charakter na budowlany – a owieczki, które zamiast za swoimi pasterzami poszły za wilkami z Gazety Wyborczej mogą się teraz obudzić nie z hipotetyczną dzwonnicą, a z całkiem realnym apartamentowcem za oknem. I miejsc do parkowania, o które tak strasznie się obawiali, nie będą mieli nie tylko w niedziele, ale od poniedziałku do soboty również.
A mnie pozostaje tylko mieć nadzieję, że ks. abp Nycz, nie pozwoli aby w tej sprawie zwyciężyła nienawiść, jad, nietolerancja – a wszystko oparte na prasowych manipulacjach.


Komentarze
Pokaż komentarze (3)