Na marginesie jednej z bardziej idiotycznych debat ostatniego dwudziestolecia (tej z samolotami do Brukseli dla premiera, prezydenta, klęczącym Sikorskim itp.) pozwolę sobie zauważyć, że chór wspomagający Donalda Tuska, Sławomira Nowaka i innych męzów stanu powinien nieco zmodyfikować repertuar.
Jeszcze wczoraj bowiem wypadało dworować sobie z tych nielicznych wypowiedzi, które jednoznacznie komentowały najgłupszy chyba wątek "debaty" - czyli chorobę pilota rządowego samolotu, podniesioną przez ministra obrony narodowej B. Klicha. I tak np., w zredagowanych jeszcze przed dniem dzisiejszym wiadomościach, jakie ciemny lud Warszawy może czytać zabijając nudę podróży metrem, a które to wiadomości sewruje mu serwis gazeta.pl ze wszelikimi przybudówkami w rodzaju politbiuro.pl, sport.pl itp., wypowiedź marszałka Putry krytykująca wypowiedź Klicha została przez redaktorów opatrzona wielce jednoznacznym czasownikiem "grzmiał". A że i z PiS-u, i "grzmiał", to wiadomo, że racji nie miał.
Tymczasem dziś... Najpierw premier Schetyna, potem zaś sam drugi premier Tusk obsobaczyli z lekka ministra Klicha za głupawą wypowiedź. No i teraz trochę, jak mawia młodzieź, nieteges, no bo najpierw wszyscyśmy, media, z nalezytą powagą i zrozumieniem a bez głębszej refleksji i oczywiście cienia krytyki przyjmowali komunikaty o chorobie pilota samolotu - czego ślady przecież widoczne są do dzisiaj - a tu nagle sami Jaśnie Państwo zmieniają tonację i trochę burzą ten prosty i przyjemny schemacik: dobry premier i awanturny prezydent, wszystko co od pierwszego - pochodzi o dobrego, wszystko od drugiego - pochodzi ode złego.
Czasem jednak warto pomyśleć, nawet jeśli pracuje się w gazecie czy telewizji. Bo głupota barw partyjnych nie ma.


Komentarze
Pokaż komentarze (2)