Co wypisuje na swych łamach Gazeta Wyborcza powinno w zasadzie po mnie spływać jak po gęsi. Jednak jeszcze do tej pory się trzęsę po lekturze tekścidła redaktora Jarosława Osowskiego pt. "Będzie ulica Żołnierzy Wyklętych. Czyli kogo?", jaki dzisiaj zamieściła warszawska wkładka do tego organu.
Redaktor Osowski znany jest z wytrwałego zwalczania wszelkich "odchyleń nacjonalistyczno-kombatanckich" w zakresie nazewnictwa warszawskich ulic. Zazwyczaj zwalcza piórem grupki, coraz mniej już liczbne, kombatantów, AK-owców, Powstańców Warszawy, chcacych upamiętnić swój oddział, batalion, zgrupowanie, dowódcę.
Tym razem na celowniku niezłomnego redaktora znaleźli się "Żołnierze Wyklęci". Żeby jeszcze napisał to, co zwykle - że starczy martyrologii, że dość ulegania roszczeniom kombatanów itp. - to byłoby pół biedy. Ale to nie wystarczy - trzeba jeszcze wyszydzić, trzeba jeszcze zgnoić, trzeba jeszcze ośmieszyć:
To może być najbardziej zagadkowa nazwa w Warszawie - "Żołnierzy Wyklętych" zamiast fragmentu Wrocławskiej na Bemowie. Co za jedni, nie wie nawet wiceburmistrz dzielnicy, który w środę brał udział w dyskusji.
- zaczyna się tekst. "co to za jedni", zauważcie Państwo.
Następnie rdaktor uderza w nutę tę samą co zwykle - protesty mieszkańców, konieczność zmiany adresów itp. Ale potem ciąnie dalej pomysł udawania, że nie wie o co chodzi z tymi "Wykętymi". Wypytuje burmistrza, wypytuje "znanych językoznawców" - w osobie profesora Markowskiego i doktor Kłosińskiej. Oboje popisują się żenującą u ludzi, którzy osiągneli przynajmniej maturę, niewiedzą (o ile nie przekręcił tu czegoś pan redaktor - bo to na jego słowach tym razem polegamy, kiedy twierdzi, że zapytani państwo o żołnierzach nie słyszeli) - z tym że pan profesor jest chyba raczej przeciw a pani doktor jest za ("bo wielu patronów ulic nie znamy"). I na koniec dopiero oddaje głos radnej Oldze Johann (z PiS - a więc, w tej gazecie juz samo to jest epitetem), która redaktorowi, skarżącemu się, że "mało kto zna żołnierzy wyklętych", wyjaśni kim byli.
Kuriozalny tekst, a przede wszystkim kuriozalna postawa redaktora wkładki warszawskiej do Gazety Wyborczej. Nie wierzę, że naprawdę nie wie on, kim byli "żołnierze wyklęci". Być może to tylko taka osobliwa licencia poetica.Nie chcę być złośliwy, ale środowiska bliskie ideowo czy wręcz rodzinnie kierownictwu "Gazety Wyborczej" coś na temat "Żołnierzy Wykętych" wiedzą. Ich wiedza częstokroć zawarta jest na piśmie, niejednokrotnie w postaci aktów oskarżenia czy wyroków wydawanych na owych "żołnierzy wyklętych" Nie twierdzę, że z tego powodu nie wolno Gazecie Wyborczej szydzić sobie z tych ludzi (tego nie wolno na przykład Trybunie czy Nie) - ale z całą pewnością zwłaszcza ta gazeta, jakkolwiek by to niesprawiedliwie zabrzmiało, powinna zachować szczególny dystans i takt pisząc o tych sprawach, zwłaszcza że niejeden, doprawdy niejeden autorytet Gazety Wyborczej, kiedy Żołnierze Wyklęci oddawali życie za Polskę wolną, pluł na nich, wspierając piórem Polskę sowiecką.
A jeżeli naprawdę pan redaktor Osowski nie wie, kim byli Żołnierze Wyklęci, to uprzejmie proszę Salonowiczów aby mu udzielili korepetycji, najlepiejk w komentarzach pod zalinkowanym wyżej tekstem.


Komentarze
Pokaż komentarze (9)