Zatrzęsły się publikatory oraz klasa polityczna z oburzenia na wieść o tym, że poseł Kurski jechał "z gangsterami z Pomorza", jak podała pewna stacja tv, ta, gdzie rosną stokrotki, na swej stronie internetowej (ale zaraz poprawiła "z" na "za"), łamiąc przy okazji szereg przepisów dotyczących ruchu drogowego.
Nie ma to tamto, Kurskiego nie bronię - i gdybym go spotkał na drodze w jednej z powyższych sytuacji, zapewne obrzuciłbym go taką samą porcją "kwiatków", jak każdego drogowego bandytę. O co więc mi chodzi? Ano o to, że szperajac uparcie w pamięci jakoś nie umiem wyszperać podobnych medialnych surm oburzenia na dwóch innych obywateli Trójmiasta, Donalda Tuska i Sławomira Nowaka, którzy pewnego listopadowego dnia zeszłego roku, kiedy to samolot z Gdańska do Warszawy został odwołany, wsiedli w pożyczone subaru i w cztery godziny przyjechali do Warszawy.
Tak opisywał tę podróż, w dzienniku Polska-The Times, Sławomir Nowak:
-Prowadziliśmy na zmianę. Muszę powiedzieć, że Donald Tusk jest wytrawnym kierowcą i jeździ bardzo bezpiecznie - komplementuje swojego partyjnego szefa poseł Nowak. Dodaje, że musieli ostro naciskać na pedał gazu, żeby zdążyć na czas. A jak było z przepisami ruchu drogowego? - Różnie to bywało, choćstaraliśmy się nie przekraczać przepisów za bardzo i uważaliśmy, żeby jechać bezpiecznie - mówi Nowak. ("Pożyczonym subaru dojechali do Sejmu", Polska-The Times z 6.11.2007)
Oczywiście wtedy media pełne były zachwytów nad odcięciem łba kaczystowskiej hydrze - a brawurowa jazda, niezgodna z przepisami (w cztery godziny z Gdańska do Warszawy nie da się dotrzeć w dzień trasą nr 7, jadąc bezpiecznie) była jeszce jednym powodem do zachwytów nad "wytrawnym kierowcą" Donaldem Tuskiem, zachwytów tym większych, że, jak pamiętamy, ciemny lud długo rechotał nad brakiem tego dokumentu w portfelu Jarosława Kaczyńskiego.
Byłbym nieco naiwny, gdybym zapytał czemu teraz detalicznie media wyliczają przepisy, które złamał Jacek Kurski, łącznie z podsumowaniem mandatu, jaki by mu się należał, gdyby nie immunitet - a rok temu nie przeprowadzili eksperymentu, który by polegał na tym, że dzienikarz próbuje w biały dzień dotrzeć z Gdańska do Warszawy w cztery godziny, jadąc bezpiecznie. Spytam więc tylko, czy, zdaniem państwa dziennikarzy, Jacek Kurski wiózł w swoim bagażniku belkę, a Donald Tusk ze Sławomirem Nowakiem tylko źdźbło? W końcu samochód Kurskiego poruszał się za konwojem na sygnale, więc inni kierowcy widzieli ten konwój z daleka. A Tusk z Nowakiem bezpiecznie jechali jak setki czy tysiące innych kierowców - chciałbym wierzyć, że bez np. wyprzedzania na trzeciego czy jazdy ponad 100 km/h w terenie zabudowanym.


Komentarze
Pokaż komentarze (13)