dziedziczna cytadela finansjery dziedziczna cytadela finansjery
42
BLOG

"Gazeta Erewań" znowu nadaje - ale tym razem jako tło szerszej r

dziedziczna cytadela finansjery dziedziczna cytadela finansjery Polityka Obserwuj notkę 27

"Nacjonaliści rzucili się na przechodnia!" wrzeszczy strona główna internetowej ekspozytury KP..., to jest, przepraszam, oczywiście Agory. Nie ma co, larum trzeba grać, wołać na pomoc Cohn-Bentida albo nawet samego Baracka Obamę, coby przyszedł z pomocą uciskanemu przez nacjonalistów euroregionowi za Odrą i Nysą Łużycką.

Niestety, nie wszyscy wyjechali na grilla, ludność tubylcza hipermarkety ma pozamykane, więc jest groźba, że ten czy ów świstak czy leming nie zadowoli się samym tytułem i zapragnie odwinąć sreberko. Popatrzmy więc, co świstak odwinął ze sreberka - czyli przyjrzyjmy się, jak sama ekspozytura Agory opisuje wydarzenie, które zatytułowała, przypomnijmy, "nacjonaliści rzucili się na przechodnia":

 

Nacjonaliści zgromadzeni na pl. Piłsudskiego w czasie obchodów przed Grobem Nieznanego Żołnierza w czasie własnej pikiety wznosili okrzyki "Polska umiera!", "Traktat Lizboński to zdrada". W pewnym momencie podszedł do nich jeden z przechodniów i zrzucił wieko od trumny, która symbolizować miała upadek kraju. Mężczyźni rzucili się w pościg za mężczyzną, wyzywając go od zdrajców. Powstrzymała ich żandarmeria wojskowa z pomocą straży miejskiej.

Komentarza nie będzie - jest niepotrzebny. Gazeta Erewań - i wszystko jasne

Przepraszam, że być może psuję radosny nastrój świętowania - nawet aura się przyłączyła i jest piękna, ale warto czasem zastanowić się, czy niepodległość jest nam dana na zawsze. I czy sami, przechodząc nad tego typu kłamstwami, które może drobne, ale za to miliony, nie podkopujemy fundamentu, na którym zasadza się nasza wspólnota? Czy nie powinniśmy może otwierać oczu ludziom, którzy w naszym otoczeniu podniecają się tego typu "newsami", święcie w nie wierząc i, co gorsza, oburzając sę dokładnie tak, jak chce tego Wydział Propagandy z Czerskiej i okolic? To jest także refleksja pod moim własnym adresem - ile w moim otoczeniu jest egzaltowanych a głupiutkich panienek i kawalerów, których rozbawić najłatwiej wysyłając im durny dowcip o Borubarze czy Obamie, oczywiście z Kaczyńskim w tle.

Czy mamy szanę, jako wspólnota narodowa, przetrwać, jeżeli wrażliwość nasza - na prawdę, na patriotyzm, na historię, na tradycję, na to, co wspólne - zostanie w brutalny, perfidny i intencjonalny sposób zerwana? Oni może tego sobie nie uświadamiają - te panienki rechoczące nad tym, jak prezydent przekręci nazwisko Obamy (tłumaczyć im, że nazwiska Boruca nigdy nie przekręcił - jest równie celowe, jak rzucać grochem o ścianę z pustaków, ale... czy można zrezygnować?). My - którzy to widzimy na kilometr - czy nie powinniśmy trochę głosniej o tym mówić? Piszę "my", bo i ja w tym zakresie mam wiele do poprawienia. Może warto czasem narazić się na utratę opinii "fajnego kolesia" wśród egzaltowanych a głupiutkich panienek i kawalerów - i czasem nawet publicznie obronić prezydenta? A to nie tylko o takie drobiazgi chodzi - chodzi o coś więcej - chodzi o teksty w rodzaju "patriotyzm jak rasizm", chodzi o ustawiczne krytykowanie, podważanie, dezawuowanie tego, co nam jest drogie - a redaktorom np. "Gazety Wyborczej" - wręcz przeciwnie. Wspomnijmy chociaż nieustanną kampanię negującą potrzeby upamiętniania patriotów, wydarzeńz historii w nazwach ulic Warszawy. Usillne lansowanie wzorców wykorzeniających, czy wręcz odmóżdżających - w rodzaju pomnika rózowych jeleni - przy jednoczesnym jazgocie przeciwko pominkowi Romana Dmowskiego czy ofiar zbrodni na Wołyniu.

Ale to nie tylko potomstwo ideowe KPP i KPZU stosuje takie metody. Podam przykład, jak na egzaltowane a głupiutkie panienki i kawalerów działa zwykły partyjny PR. Otóż osobiście usiłowałem jedną taką przekonać, kiedy, widząc Lecha Kaczyńskiego bodaj z Sarkozym uparcie twierdziła, że "prezydentem nie powinien być ktoś, kto nie zna angielskiego", że zamyka w ten sposób drogę do prezydentury i Tuskowi i Komorowskiemu. Niby zamilkła, niby przyjęła do wiadomości. Do czasu. Do czasu, kiedy to podczas wizyty p. Condoleezy Rice pan premier Donald Tusk "przemówił" w języku angielskim. Cały mój program wychowawczo-edukacyjny wziął wtedy w łeb. "Tusk świetnie zna angielski, Kaczor - ani be ani me" - i koniec.

Ta przypowiastka też jednak odnosi się do tego, o czym napisałem wyżej: jak łatwo ludziom robić wodę z mózgu. Zwłaszcza, kiedy dysponuje się fachowcami, środkami przekazu a przede wszystkim jasno określonym celem. Kręgi związane z Agorą - cel mają chyba jasny: zetrzeć w pył resztki polskiego "nacjonalizmu", nawet jeżeli przejawia się on w gonieniu wandala, który zakłócił manifestację. Kręgi związane z Tuskiem - "tylko" prezydenturę dla tego pana - może nie jest to aż tak niebezpieczne, ale też lepiej, żeby do tego nie doszło.

A ciemny lud, które to słowa przypisywano kiedyś Jackowi Kurskiemu, wszystko kupi. Chciałbym wierzyć, że jednak wystarczy prawda, że nie będzie nigdy konieczności, dla ratowania tego, co ważne, tego co cenne, co drogie, posuwać się do chwytów rodem z "Gazety Erewań", czly platformianego PR-u. Spróchniały byłby to fundament, spróchniała by to była Rzeczpospolita. Może wierzmy, że kropla drąży skałę - i kiedyś wydrąży. ALe musimy osobiście nad tym pracować.

 

Gdyby ktoś coś, to zapraszam serdecznie https://twitter.com/Cytadela_WN

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (27)

Inne tematy w dziale Polityka