Fakt nr 1: Jarosław Kaczyński powiedział, ze Stefan Niesiołowski "sypał" w śledztwie. Stefan Niesiołowski zaprzeczył i powiedziaa, ze to podłość
Wniosek redaktorki Kolendy-Zaleskiej: zostały przekroczone granice (w domyśle: przez Kaczyńskiego)
Fakt nr 2: Firma cypryjska powiedziała, że posłowie Karski i Zbonikowski po pijanemu popsuli hotelowy wózek golfowy. Posłowie Karski i Zbonikowski zaprzeczyli.
Wniosek redaktora Płuski: polscy posłowie różne już rzeczy robili, a teraz będą znani w świecie (w odmyśle: bo pijani popsuli hotelowy wózek golfowy).
W "Faktach" TVN, jak widać, bez zmian - jak o czymś mówi ktoś z PiS, a kotś inny zaprzecza - to rację ma ten, który zaprzecza. Jak ktoś mówi o kimś z PiS, a PiS zaprzecza - to oczywiście rację ma ten, który coś mówi o PiS.
Mam wrażenie, że oni nawet nie muszą się specjalnie wysilać, żeby to poubierać w tendencyjnne czy zmanipulowane komentarze. W końcu wychowanym przez nich i im podobne media kręgi odbiorców już na samo brzemienie słów "PiS", "Kaczyński", "Gosiewski", "TVP", jak psom Pawłowa odpowenie reakcje wstępują na twarze.
Trochę tak, jak w starej anegdocie, gdzie stare, dobrane towarzystwo znało na pamięć całą ponumerowaną listę dowcipów - i przy spotkaniach towarzyskich nie musieli wcale opowiadać tcy hdowcipów -ktośrzucał tylko numer - a towarzystwo rechotało na zawołanie. Tak samo w "Faktach" (ale i w Gazecie Wyborcfzej, Trybunie i im podobnych mediach) - starczy, że powie się "PiS" - a towarzystwo w rechot. Nieważne co ten PiS zrobił. Nawet nieważne jak redaktorzy to skomentują. W końcu wszelkie informacje o tej partii podawane są z mrugnięciem okiem: my wiem, a wy rozumiecie.
PS A dziś przez cały dzień w TVN24 pan redaktor Poniatowski latał i cieszył się, żę w książce, o której mówił Kaczyński w Sejmie wcale nie jest napisane, że Niesiołowski sypał w PIERWSZYM (podkreślał to sam redaktor) przesłuchaniu. Zupełnie tak, jakby redaktorstwo TVN nie do końca było pewne: sypał-nie sypał. No i krakowskim targiem przyzwoliło na sypanie w drugim przesłuchaniu, nakazując przyłapanie Kaczyńskiego na słówku "pierwszym". Na szczęście redaktorka Kolenda z Marszłąkiem Komorowskim i Niesiołowskim o 19 wyjaśnili ciemnemu ludowi: podłość, przekraczanie granic. I instrukcja o przyłapywaniu Kaczyńskiego na kłamstwie z "pierwszym" przesłuchaniem jakoś przestała obowiązywać.


Komentarze
Pokaż komentarze (13)