"A to się na tym świecie porobiło, to się nawyprawiało" mawiał swego czasu Jan Pietrzak. Najpierw dziennik "Dziennik" odkrywa Amerykę w konserwach, cokolwiek jednak nieświeżych, ogłaszając ciemnemu ludowi, że Pawlak lubi pomagać kolegom i rodzinie (jeżeli do tej pory Tusk nie walnął pięścą w stół i nie pogonił Pawlaka jak niegdyś Miller albo on sam Ćwiąkalskiego, znaczy to, że to nie Schetyny sprawka). Potem "Gazeta Wyborcza" odkrywa, że taki jeden senator obrotny się okazał. Wcześniej "Polityka", czołowy tygodnik śledczy, wytropił długi ministra Czumy sprzed lat. W tzw. międzyczasie szczypnięto lekko też B.Komorowskiego (słynne 140 po ulicach Warszawy) oraz bodnięto samego Donalda Tuska za grę w piłkę.
Oczywiście można wierzyć, że wolne i niezawisłe media wykonują po prostu swoją robotę. Chcecie - wierzcie, nie chcecie - posłuchajcie mojej spiskowej teorii. Otóż, jak wiadomo, nadchodzą wybory do Parlamentu Europejskiego. Pewnie paru obserwatorów i nawet uczestników polityki jest zainteresowanych tym, kto będzie się w tym przerośniętym wrzodzie biurokratycznym potykał słownie z różnymi Cohn-Benditami i Martinami Schultzami tropiącymi wszelkie przejawy polskiej homofobii. Paru innych zainteresowanych jest dietami, tym bardziej że będą one ciut wyższe niż w tzw. "polityce krajowej".
Ale przede wszystkim wybory te mają znaczenie dla tzw. polskiej sceny politycznej - tu mogą się objawić nowe wschodzące gwiazdy - i mogą mieć miejsce spektakularne upadki. Wprawdzie poprzednie wybory nie ożywiły trupa pt. Unia Wolności, mimo pewnych podrygów, jakie trup ów przy tej okazji wykonał, ale to był rok 2004, poza tym spod noża uciekł wtedy PSL no i kolejny krok ku władzy uczyniła Liga Polskich Rodzin. Wybory do PE AD 2009 mogą mieć większe znaczenie (chociaż nie muszą) - warto więc przyjrzeć się, o kim będzie mówiło się ciepło w tym publikatorach, które w 2007 roku ciepło acz z zaciśniętymi zębami mówiły i pisały o Donaldzie Tusku.
Być może okaże się, że najbardziej europejscy z europejskich, postępowi z postępowych i nowocześni z nowoczesnych, słowem nie przynoszący wstydu Polsce ciągłym wymachiwaniem szabelką okażą się chłopcy, dziewczęta i inni od Rosatiego? Oczywiscie nie chodzi wcale o to, żeby do europejskich debat z Cohn-Benditem przystąpił Rosati zamiast Huebnerowej. Chodzi raczej o to, żeby zasiać ziarno, które wykiełkuje w 2011 roku i pozwoli odsunąć element mimo wszysko niepewny, który kiedyś malował kominy zamiast poznawać "mechanizmy" i zdobywać "obycie" oraz uczyć się języków obcych w ramach różnych stypendiów często i gęsto suflowanych przez SB.
Żeby do tego doszło - trzeba w końcu odejść od strategii "wszystkie ręce na pokład" i "wszystko lepsze od Kaczorów". Może i wszystko lepsze, ale jednak swoje, z "przełożeniem" na "resort" jeszcze lepsze. I może właśnie obserwujemy początek tej zmiany strategii? Łatwo nie będzie - ale kryzys pomoże, a jak nie kryzys, to sami delikwenci się podstawią - przecież nie może być inaczej, władza zużywa, a my tylko trochę więcej miejsca poświęcimy w gazetach porannych i w serwisach wieczornych... Na razie zaczynamy delikatnie, leciutkie szpileczki - ale na grubszą amunicję przyjdzie jeszcze czas.
Jednym słowem: czy nie mamy do czynienia z odwrotem tzw. razwiedki, która była do tej pory podejrzewana o mocne sprzyjanie PO i rozpoczęciem inwestowania w bardziej "swojskie" kadry? Czy to może początek końca oszczędzania PO jako siły, która jedyna może "powstrzymać PiS"? Przecież nie jest w ich interesie, żeby PO nadal utrzymywała poparcie pozwalające jej rządzić samodzielnie. Samodzielne rządy PiS chyba na razie osnute są mgłą niemożności. A więc jedyne wyjście dla PO – to dokooptować koalicjanta. A w tej roli oczywiście, że lepsi są "starzy, sprawdzeni fachowcy" niż równie starzy i sprawdzeni - ale jednak nie aż tak dobrzy „fachowcy” od Pawlaka?
Jeżeli tak w istocie jest, to może zacząć się robić ciekawie. Kolejne wydania "Faktów" będą przynosiły coraz to nowe bulwesrujące informacje o niegodziwościach i aferach, w jakie zaplątany jest rząd Tuska, uskrzydlona sukcesem w wyborach do PE opozycja będzie poprzez media krzyczeć wniebogłosy (oczywiście ta "słuszna" opozycja - czyli czerwona) aż w końcu okaże się, że Donald Tusk, co już kiedyś przewidywałem, skończy jak Leszek Miller - tzn. za wcześnie, natomiast Schetyna podzieli losy Janika, Drzewiecki Nikolskiego, itp.
W tej układance brakuje tylko dwóch jeszcze elementów: nowego Jana Rokity, który na punktu pokona całą Platformę Obywatelską (bo aferę z pewnością się znajdzie) - no i oczywiście tego, co najważniejsze: kto, jak w 2005 r. przejmie ten cały interes we własne ręce. Wtedy zupełnie nieoczekiwanie był to PiS. Jest to jeszcze możliwe? A może okaże się, że w buty PiS-u wejdzie "młody, zdolny, dobrze zapowiadający się" oraz przede wszystkim "oczyszczony" Paweł Piskorski?
Nadchodzą ciekawe czasy...
Komentarze
Pokaż komentarze