Ćwiczenie na wyobraźnię.
Wyobraźmy sobie, że właśnie skończyła się dziwna jak zwykle zima 2006 roku. W księgarniach ukazuje się książka młodego (25-letniego) pracownika Państwowej Agencji Rozwiązywania Problemów Alkoholowych Piotra Abaka o dzieciństwie i młodości Jarosława Kaczyńskego. Autor na podstawie częściowo anonimowych relacji buduje obraz łobuza rzucającego kamieniami w kolegów, lenia, inteligentnego gbura i nieuka w dodatku chowajacego się pod parasolem dobrze „ustawionych” rodziców. Książkę, której podstawą byłą praca magisterska autora obroniona na Wydziale Psychologii Uniwersytetu Warszawskiego, wydało prywatne wydawnictwo promotora.
Reakcja jest natychmiastowa. Jarosław Kaczyński oświadcza, że złoży mandat poselski i wyemigruje. Odmawia udziału w wydarzeniach publicznych. O. Tadeusz Rydzyk i Przemysław Gosiewski na kolanach i z trudem namawiają go, żeby wziął udział w pielgrzymce słuchaczy Radia Maryja – Jarosław Kaczyński zgodził się i powitany burzą oklasków uronił łzę wzruszenia. Podczas spotkania Jerzy Robert Nowak, w imieniu „gildii historyków” przerasza Jarosława Kaczyńskiego. „Rzeczpospolita” następnego dnia, piórem Bronisława Wildsteina, wzywa premiera Marcinkiewicza do zakończenia dywagacji o PARPA, wzywając go do podjęcia działań.
Premier Kazimierz Marcinkiewicz ostrzega PARPA, że jeżeli będzie źle wydatkowała środki publiczne, to zostanie rozwiązana. Posłowie SLD składają do Marszałka Sejmu wniosek o odwołanie prezesa PARPA Wojciecha Pipsztyckiego. Andrzj Gwiazda i Anna Walentynowicz zgodnie mówią o świństwie, jakie uczyniono Jarosławowi Kaczyńskiemu.
Prezes PARPA wydaje oświadczanie, że agencja nie ma nic wspólnego z książką Abaka, który zatrudniony jest na zastępstwo za urlopowanego pracownika. Mimo to w programie „Warto rozmawiać” uparcie powraca żądanie rozwiązania agencji, która „po raz kolejny przekroczyła granice przyzwoitości” po tym jak jeden z jej szefów nie potępił posła Palikota oskarżającego prezydenta o alkoholizm.
Koło poselskie SDPL składa doniesienie do prokuratury o popełnieniu przestępstwa przez prezesa PARPA, który nazwał Annę Walentynowicz pieniaczką.
Marszałek Marek Jurek odwołuje spotkanie finalistów olimpiady wiedzy o parlamentaryzmie z politykami sejmowymi, ponieważ Jarosław Kaczyński zapowiedział swą nieobecność. „Nie możemy zgodzić się na szarganie autorytetów” napisał marszałek w liście skierowanym do prasy.
Minister Nauki i Szkolnictwa Wyższego ogłasza natychmiastową kontrolę w trybie pilnym prawidłowości przeprowadzania procesu nadawania tytułu zawodowego magistra na Wydziale Psychologii UW. Donald Tusk, lider opozycji, nazywa to skandalem i grzmi o naruszaniu wolności słowa i badań naukowych.
W programie o. Króla w TV Trwam poseł Jacek Kurski nazywa PARPA postkomunistyczną, nikczemną, plugawą, obrzydliwą instytucją, której prezes nie doczeka końca kadencji.
Adwokat rzeszowski Maciek Niezgódka pozywa autora książki o narusznenie dóbr osobistych. Twierdzi, że dla niego autorytetem jest Jarosław Kaczyński, stąd poniewieranie go obraża pana mecenasa osobiście. Powód domaga się wpłaty 50 tys. złotych na rzecz Fundacji Prasowej „Solidarności”.
Jarosław Kaczyński stwierdza, że autor książki, „jakiś Babrak” jest gówniarzem, z którym się nie spotka.
Zagadka dla Państwa:
Jaka byłaby reakcja prasy na Jamajce, gdyby taka sekwencja zdarzeń miała rzeczywiście miejsce,?
PS Drogi Pawle! Może i ta książka nie do końca Ci wyszła. Może faktycznie popełniłeś jakieś błędy warsztatowe. Może rzeczywiście można to było zrobić lepiej. Nie wiem, bo nie czytałem. Ale jestem z Tobą, bo dzisiaj wszyscy, którym droga jest wolność słowa, wolność badań naukowych – zakładająca także prawo do błędu, jeśli nie było w tym złej woli – powinni być z Tobą. I powinni głośno powiedzieć, że to, co dzieje się wokół książki Pawła Zyzaka jest szalenie niepokojące. Pachnie już nie tylko cenzurą, ale wręcz zmusza kolejnych badaczy do autocenzury. Premier, Marszałek Sejmu, minister szkolnictwa wyższego, największe gazety, mówią dzisiaj wszystkim badaczom – starym i młodym, doświadczonym i początkującym: „Jeżeli chcesz zajmować się Lechem Wałęsą, musisz najpierw złożyć wyznanie wiary: „wierzę w autorytet Lecha Wałęsy, nie będę go szargać ani niszczyć, to on obalił komunizm”.
Drodzy Państwo. Ja zaczynam się bać. Nie bałem się, kiedy zapity menel był postawiony przed sądem za plugawe słowa pod adresem głowy państwa. Ani nawet wtedy, kiedy dziennikarz i satyryk musiał płacić grzywnę za obrazę głowy poprzedniej. Ani nawet wtedy, kiedy dopiero po paru dniach powiedziano, że urzedujący prezydent zachowywał się niegodnie w Charkowie. Ale teraz, kiedy po tym jak magister – debiutant „krzywo spojrzał” na p. Wałęsę rozpętała się nagonka iście kimirsenowska, po raz pierwszy od dawna zaczynam się bać o wolność słowa. I ani trochę nie przesadzam.


Komentarze
Pokaż komentarze (10)