6 obserwujących
160 notek
78k odsłon
  4857   2

Obajtek kontra PRL

Czasami trzeba czytać gadzinówki, żeby zobaczyć jak układają się strefy wpływów bogatych ludzi, chętnych zmieniać Polskę i świat według swoich najskrytszych upodobań, niekoniecznie by zadbać o państwo, niekoniecznie by zadbać o ludzi je tworzących. Tak po prostu, namieszać, wyciągnąć wątpliwości, oczernić, bo zagraża jakiś konkretny człowiek grupie interesów, bo jest za uczciwy. Przy okazji zarobić, często nieuczciwie.

Czytam z opóźnieniem Wyborczą, magazyn 6-7 lutego 2021 roku. Na stronie pierwszej bije po oczach na tle rysunkowego portretu Daniela Obajtka tytuł: Licencja na zarabianie. W środku odrębnej części Wolna Sobota tytuł zmienia się na Obajtek Wszystko Mogę napisany przez Agatę Kondzińską i Iwonę Szpalę. Z późnieniem czytam tę gazetę, bo wypożyczam ją z biblioteki, bowiem na niektóre jej wydania szkoda wydawać ciężko zarobione pieniądze. Artykuł nie jest pochlebny, poddaje w wątpliwość uczciwość prezesa Orlenu – Daniela Obajtka. Uważam, że p.Obajtek jest uczciwy, ale w zbiegu różnych okoliczności nie do końca, wodzony za nos przez grupę przestępczą, mógł tę uczciwość udowodnić. Przypomina mi to czasy PRL-u i sytuacji mojego śp. ojca.

Mój nieżyjący od lat ojciec miał na imię Marian, urodził się w Niemczech, bo dziadkowie byli w czasie wojny wywiezieni na przymusowe roboty do Niemiec. Spali w stodole, ciężko pracowali od świtu do późnego wieczora, zwykli niewolnicy, kiedyś majętni Polacy. Gdy dziadkowie wrócili po wojnie do Polski bez przysłowiowego grosza, złapała ich w Polsce reforma rolna i z majątku w centralnej części zostali znowu przymusowo przewiezieni w okolice P. na zachodzie, na 5 ha przydziałowej ziemi z reformy rolnej. Biedowali. Ojciec skończył technikum rolnicze, dostał się na studia do Akademii Rolniczej. W międzyczasie podjął pracę jako zootechnik, a później zastępca kierownika w jednym z Państwowych Gospodarstw Rolnych – zakładem będącym jednym z dziesięciu w Kombinacie Wdrożeniowo-Nasiennym.

Ojciec uwierzył władzy, że sukces można osiągnąć w socjalistycznym państwie wytężoną pracą. Zdobywał nagrody państwowe za największe plony pszenicy z hektara, stosował nowoczesne jak na tamte czasy nawozy, miał w zakładzie najlepiej mleczne krowy w całym kraju karmione na specjalnych, naturalnych składnikach komponowanych przez niego samego. Sukces gonił sukces, ojciec wyjeżdżał do pracy najczęściej już o 04.00 rano, bo musiał wszystkiego przypilnować. Opowiadał oczywiście o tym, co mu w osiąganiu jeszcze większych sukcesów przeszkadzało. Były to blokady stawiane na zebraniach przez innych kierowników, czy zootechników w kombinacie, bo mieli swoje wizje prowadzenia gospodarstw. U mojego ojca w zakładzie ciągniki przed wyjazdem w pole musiały być czyste, krowy i owce w oborach zadbane ze świeżą słomą pod racicami, ludzie na polach nie mogli opierać się o dziabki, czy grabie, gdy nie było przerwy. I kiedy ta idylla pracy na tym odcinku PRL dla ojca się skończyła? Dokładnie po 10 latach od rozpoczęcia przez niego pracy w PGR. Ojciec, z już ustaloną renomą, w żniwa 1977 roku zobaczył, że magazynier Henryk G. wpisuje na kwitach magazyn przyjmie, po zjeździe ciągników z przyczepami wypełnionymi pszenicą, ciężar zboża mniejszy na każdym kwicie o 2 tony niż te przyczepy ważyły w rzeczywistości. Zatrzymał więc kolejny ciągnik z przyczepami usypanymi z dużą górką, zawrócił ciągnik, który z przyczepami zjechał, by ponownie wjechał na wagę. Butny magazynier podobno skomentował to, że i tak będzie wpisywał tonaż jak do tej pory. Ojciec przez ponowne zważenie przyczep udowodnił magazynierowi przy innych ludziach i brygadziście, że z każdej przyczepy do tej pory „zdejmował” do swoich celów 2 tony zboża. Pszenica w skupie była droga, jeszcze droższa stawała się, gdy magazynier zawoził ją do młyna, a potem zabierał mąkę. Ojciec wyliczył, że z jednego hektara magazynier kradł przy akcji żniwa w tym roku 5 ton. Hektarów w zakładzie było 300, łatwo było przeliczyć, że z jednego zakładu, za sprawą Henryka G. uciekało z państwowej kasy 1,5tysiąca ton zboża. Majątek. Ojciec wyrzucił magazyniera, ale ten się odgrażał, że i tak jutro wróci do pracy. Uczciwy, pełny wizji dobrobytu, ojciec pojechał do dyrektora kombinatu Janusza P. zgłosić malwersacje magazyniera. Jakież zdziwienie go ogarnęło, gdy dyrektor kombinatu powiedział mu jedno zdanie na dzień dobry: - Albo się przyłączasz do nas, albo to ja cię wywalę z roboty. - Potem jeszcze długo przekonywał ojca jakie profity na niego spadną, gdy przyłączy się do kradzieży, że może go dyrektor awansuje, zwiększy deputat węglowy, paszowy i inne apanaże. Ojciec miał się zastanowić przez weekend. Struty i niewyspany pojechał po weekendzie ponownie do dyrektora zakomunikować mu, że do kradzieży przyłączać się nie będzie, woli zgłosić to komu trzeba, czyli milicji.

Lubię to! Skomentuj74 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Polityka