Na zlecenie ''Rzepy'' Instytut Badań Strukturalnych (IBS) obliczył że praca dwa lata dłużej oznacza wzrost świadczeń aż o 20%. IBS nie podaje metodologi na jakiej podstawie dokonał tych wyliczeń, podaje natomiast wysokość przyszłych emerytur kształtujących się na poziomie 1870 – 3400 (wszystkie wyliczenia w cenach bieżących). Ponieważ to już nie pierwszy raz IBS raczy nas takimi ekonomicznymi andronami pragnę zwrócić uwagę na istotę sprawy.
Wysokość naszych świadczeń emerytalnych uzależniona jest od stopy zastępowalność w dniu przejścia na emeryturę. ZUS nie informuje nas o przyszłym poziomie zastępowalności pensji w stosunku do emerytury tzn. czy ona będzie wynosić 70%, 40% czy 20%. Podawanie informacji typu, że praca dwa lata dłużej oznacza 20% więcej (w stosunku do kobiet to byłoby chyba 70%) nie podając podstawy obliczeniowej jest celowym wprowadzaniem w błąd. Jeżeli przyjmiemy wariant optymistyczny, że za 15 lat emerytura będzie wypłacana na poziomie 40% średniej krajowej brutto (3 366 x 0,4) to 20% wzrost będzie wynosił 269 zł brutto czyli ok 200 zł netto. Za każdy rok dłużej przepracowany otrzymamy 100 zł więcej i nasza przyszła emerytura będzie się raczej kształtować na poziomie 1000 niż 3000 zł.
W systemie repartycyjnym na którym opart jest ZUS zasadniczy wpływ na wysokość przyszłych emerytur mają następujące czynniki:
-
okres składkowy (staż pracy)
-
liczba pracujących i płacących w pełnej wysokości składki emerytalne
-
wzrost gospodarczy.
W latach 1999 – 2010 system emerytalny funkcjonował w miarę stabilnie. Problem rozpoczął się w ubiegłym roku kiedy to nastąpił ''skok Rostowskiego na OFE'', obecnie mamy silną presję na wydłużenie wieku do 67 lat.
Co się takiego wydarzyło, że nasz system emerytalny jest w stanie agonalnym? Co chcą ukryć przed nami politycy?
Bezpośrednią przyczyna załamania jest wypłynięcie 5 mln osób (2 mln emigracja zarobkowa i 3 mln umowy śmieciowe) z naszego systemu emerytalnego – opisałem to http://czarek.salon24.pl/392367,przykra-prawda-pawlaka.
Stąd też mamy tempo Tuska, emocje Rostowskiego i prawdę Pawlaka.
Nasze poczucie bezpieczeństwa zostało zachwiane, a zaufanie do powszechnego systemu emerytalnego utracone. W najbliższej perspektywie należy się spodziewać zwiększenia liczby umów śmieciowych i z dalszym spadkiem liczby osób płacących daninę na rzecz ZUS.
Emerytalna fatamorgana trwa!
Wydłużenie obowiązku pracy do 67 roku życia przy jednoczesnym zmniejszeniu się liczby osób pracujących i płacących składkę emerytalna i zdrowotną jest zabiegiem przedłużającym agonie ZUS.



Komentarze
Pokaż komentarze (28)