Zadłużenie Polski szybuje w górę z prędkością 100 tys. zł na minutę, 6 mln zł na godzinę, 144 mln zł na dobę. Przyspieszenie nastąpiło z chwilą objęcia ministerialnego fotela przez pana Rostowskiego, i tak w pierwszej kadencji rządów PO w ciągu 4 lat udało mu się zwiększyć dług o kolejne 300 mld zł.
Jego poprzednicy działali dużo wolniej bo potrzebowali 7 lat by osiągnąć ten sam wynik. Kreatywność i tempo w działaniu naszego ministra od długu jest wręcz imponujące. Dług publiczny w tym roku przekroczy poziom 900 mld zł (niektórzy twierdzą, że już to nastąpiło; jak zwykle wszystko zależy od metodologi). Tajemnicą poliszynela jest to, że część naszych zobowiązań jest przez naszego dzielnego ministra skrzętnie kamuflowana. Odkryciem godnym Nobla jest dwojaki sposób liczenia zadłużenia; jedno dla Brukseli uwzględniające wszystkie zadłużenia (stosując unijną metodologię ESA95), a drugie swobodne na potrzeby krajowe, które nie uwzględnia zobowiązań w stosunku do Krajowego Funduszu Drogowego, Sektora Ubezpieczeń Społecznych, amortyzacji itd.
W latach 2010 i 2011 udało się ministrowi tak sprytnie policzyć wysokość długu publicznego by osiągnął 54,9% PKB i uniknąć restrykcji związanych z drugim progiem ostrożności. To jest oczywiście czysty przypadek (ja bym jednak twierdził, że prawdziwy cud), że otrzymujemy identyczne wartości na przestrzeni dwóch lat.
Obrońcy budżetowego deficytu twierdzą, że jak rośnie PKB to rośnie przychód i mogą rosnąć również wydatki, nie jest ważna kwota bezwzględna tylko jej wartość wyrażona w procentach w stosunku do PKB. Na szczęście mamy odpowiednie zapisy w konstytucji ograniczające dług publiczne do 3/5 wartości rocznego produktu krajowego brutto, oraz dwa progi ostrożnościowe na poziomie 50 i 55 proc. PKB. Bo aż strach się bać gdyby nasz minister od długów nie miał takich ograniczeń, bo przecież jego kreatywność nie zna granic, a potrzeby ''zielonej wyspy'' są nieskończone.
Na usprawiedliwienie można tylko dodać, że fundusze strukturalne z EU wymagały tzw. wkładu własnego, stąd też zwiększenie długu publicznego, ale czy to usprawiedliwia aż takie tempo w zadłużaniu?
Ponieważ dla każdego przeciętnego Polaka, a więc dla większości z nas, 1 mld jest w zasadzie kwotą astronomiczną, a co dopiero 900 mld. Dla lepszego zilustrowania posłużmy się typowym przykładem. Jeżeli nasz dług publiczny osiągnie 950 mld zł, co może już nastąpić w 2013 roku, to w przeliczeniu na jednego mieszkańca wyniesie 25 tys zł, a w przeliczeniu na 4-osobową rodzinę da nam to okrągłą kwotę 100 tys. zł.
Wysoki dług publiczny jest jeszcze z innego powodu bardzo niebezpieczny dla gospodarki, a mianowicie z powodu obsługi jego zadłużenia; same odsetki od długu państwa wyniosą w skali roku ok. 40 mld zł. Za tę kwotę możemy sfinansować roczny budżet następujących instytucji państwowych:
- wymiar sprawiedliwości 9,7 mld zł,
- obronę narodową 18,5 mld zł,
- szkolnictwo wyższe 11,7 mld zł
(w sumie 39,9 mld zł, GUS Rocznik Statyst. 2011, 17Finanse TABL. 28(276)).
Emisja papierów dłużnych na rynku wewnętrznym jest szkodliwa dla gospodarki jeszcze z innego powodu: banki kupując je przeznaczą mniej środków na kredyty dla Kowalskiego i firm. Przedsiębiorcy pozbawieni tych środków na nowe inwestycje nie przyczynią się do wzrostu PKB i nie będą tworzyć nowych miejsc pracy.
W życiu jednostki jak i państwa kredyt może stać się dźwignią finansową lub kulą u nogi. Łatwo pożyczyć trudniej oddać. Wszystko zależy od poziomu zadłużenia i dochodu. Na świecie mamy kryzys, PKB nam spada, jeszcze jesteśmy na plusie, ale nie jest to wynik imponujący. W pompowanie 300 mld zł w projekt pt. ''zielona wyspa'' może odbić się nam w najbliższej przyszłości czkawką.
Godfrey Bloom, europoseł z W. Brytanii w parlamencie Europejskim wszystkich przestrzegał:
''(..) jest kompletnym zaskoczeniem dla polityków jak kraje popadają w długi. To dlatego, że politycy stale wydają więcej pieniędzy, niż zbierają z podatków.
Powodem dla którego rozmawiamy o krajach, które są zrujnowane, jest to, że ich śmieszni, nieudolni, ciemni politycy stale wydają więcej pieniędzy niż mogą zebrać.
A wtedy pożyczają i pożyczają i co gorsza wówczas drukują pieniądze, bo politycy i ich banki centralne mają maszynkę, która drukuje pieniądze.
Te kraje są zrujnowane z powodu ich własnych głupich przywódców i polityków i jest to niemoralne by wymagać od zwykłych podatników by płacili rachunki za nieudacznych polityków i upadłe banki.''
Polecam obejrzeć wystąpienia Godfrey Bloom, udostępnione są na You Tube.
Dają naprawdę dużo do myślenia.



Komentarze
Pokaż komentarze (19)