Zaczepiają mnie ostatno na ulicy aktywiści Greepeac'u, pytając czy obchodzi mnie ochrona środowiska i ile wyniesie mój datek na ich organizację. Pytam się wtedy tylko, czy wyglądam na ekologa? Bo jeśli tak muszę inaczej się ubierać.
O tym, że prognozy na których opierają się aktywiści pokroju Gore'a są ostro naciągane pisano już wielokrotnie. Raz po raz wychodzą na jaw fałszerstwa z tym związane, sam Gore płacił karę za kłamstwa w swoim słynnym filmie "Niewygodna prawda". Ma to długą tradycje, bo przecież według raportu klubu Rzymskiego z 1972 roku, dawno już powinniśmy żyć w jaskiniach bez pradu, gazu i ogrzewania.
Ja chciałbym się skupić na czymś innym. Studiuję prawo i zetknąłem się z przedmiotem "prawo ochrony środowiska", wykładanym tylko dlatego, że musi być wykładany. Bardzo trudno było znaleźć wykładowcę, bo nikt na poważnie nie chciał się tym zajmować, ale wreszcie znaleziono i obecnie ten przedmiot jest nawet całkiem nieźle puntkowany.
Już na pierwszym wykładzie zostałem poinformowany, że globalne ocieplenie to świeta, nietykalna prawda. A jeśli mam jakieś zastrzerzenia to przecież obowiązuje zasada "co by było gdyby". Rozumiecie państwo tą argumentację? "Nie wiemy, czy mamy rację, czy nie, Jak nie będziemy mieli trudno, ale co by było jakbyśmy mieli!"
Postuluję spalenie na stosie wszystkich femenistek! Oczywiście istnieje prawdopobieństwo, że nie są wiedźmami żywiącymi się ludzką krwią, ale co by było gdyby!
Ale do rzeczy! Podstawowa zasada prawa ochrony środowiska: zrównoważony rozwój.
Wedlug ustawy to:
"taki rozwój społeczno-gospodarczy, w którym następuje proces integrowania działań politycznych, gospodarczych i społecznych, z zachowaniem równowagi przyrodniczej oraz trwałości podstawowych procesów przyrodniczych, w celu zagwarantowania możliwości zaspokajania podstawowych potrzeb poszczególnych społeczności lub obywateli zarówno współczesnego pokolenia, jak i przyszłych pokoleń."
Przyszłe pokolenia - ok, wspólne działania - ok, procesy przyrodnicze - ok, ale zapytacie co to rownoga przyrodnicza? Ustawa wyjaśnia;
"stan, w którym na określonym obszarze istnieje równowaga we wzajemnym oddziaływaniu: człowieka, składników przyrody żywej i układu warunków siedliskowych tworzonych przez składniki przyrody nieożywionej,"
Rozumiecie państwo? Człowiek na równi z resztą przyrody i siedliskami żyjątek.
To tak naprawdę największy mit ekologii. Cudowna nieistniejąca nigdy utopia, w której człowiek życie w harmoni z sarenkami i hasa boso na zielonej trawce. Przyroda zawsze była i zawsze będzie naszym wrogiem. Potężnym żywiołem, który trzeba ujarzmić, bo gdy tylko odwrócisz się plecami zada Ci cios w plecy. Prosze popatrzeć co dzieje się na Haiti. Rozwój inteligencji człowieka, wszelkie wynalazki i dążenia prowadziły do coraz lepszego panowania nad przyrodą. Nie pozwólmy bandzie płytko myślałcych wariatów stawiać nas niżej. Przyroda poradzi sobie sama, my zajmijmy się swoimi sprawami.
Na deser filmik pokazujący jak to wszystko funkcjonuje


Komentarze
Pokaż komentarze (2)