Tragicznie zmarły prezydent Kaczyński, tuż przed fatalnym lotem, wygrał był małą bitwę z niesłuszną RP (III-cią rzecz jasna), PO, Tuskiem, Sikorskim z Asmusem (tym ze sztabu 'pana Murzyna' , jak wyraziłby się -bo takie figury retoryczne miał zawsze na podorędziu - ludzki i ciepły z natury, brat i prezydent prezesa) oraz ze wszystkimi przeciwnikami swojego brata.
Udało mu się ściągnąć na konkurencyjną do rządowej, wyprawę całe dowództwo polskiej armii.
Z pomocą i zaangażowaniem, rosnącej z dnia na dzień swojej kancelarii, ćwiczył takie konkurencyjne imprezy, przez kilka ostatnich lat. Ściśle rzecz biorąc, od czasu objęcia władzy przez rząd PO-PSL Tuska, czyli niesłusznych i wybranych przez pomyłkę (lub nieporozumienie jak później prezydent B.Komorowski) konkurentów brata. Wytrwale i z uporem, korzystając z nie do końca precyzyjnych przepisów, potrafił zorganizować kontrpropozycję do każdej oficjalnej delegacji rządu polskiego wyjeżdżającej za granicę. Na szczęście, z uwagi, aż nazbyt widoczne braki w komunikatywności (nie tylko w dowolnym obcym języku), nie był nigdy w stanie, zrealizować swoich zamierzeń, czyli zepsuć, storpedować działań rządu. Zazwyczaj, zostawał tylko absmak 'dostawianych krzeseł' i seryjnych, popełnianych przez niego faux pas.
Ale angażował się i to jak! Wszytko dla brata! Podobnie, jak pełna oddanych bojowników i wyznawców rewolucji pisowskiej Kaczyńskich, kancelaria prezydencka. Jej urzędnicy angażowali się tak bardzo, że, po katastrofie, która zamiast zwycięstwa na froncie armijnym, pozbawiła wojsko polskie za jednym zamachem wszystkich dowódców, minister Sasin przez co najmniej kilka zauważalnych dla każdego godzin, zastanawiał się czy pozwolić marszałkowi sejmu na przejęcie konstytucyjnych obowiązków. Czuł się wszak, dużo bardziej predestynowany do objęcia schedy po prezydencie pisu.
Och, gdybyż wtedy można było oddać wszystko w ręce jakiejś pisowskiej komisji.... Najlepiej kierowanej przez Maciarewicza!......
A tak, teraz, w znoju, musi się on dobijać o publiczne uznanie. Więcej.... on co dzień walczy o to by którykolwiek ze znanych tytułów - wyłączywszy oczywiście niszowe w rodzaju Naszego Dziennika, Gazety Polskiej – i by którakolwiek licząca się stacja czy rozgłośnie (znowu wyłączywszy skrajnie niszowe, np. RM) zauważyła, jak zwykle krańcowo absurdalne, produkty 'made by Maciarewicz'. Nie pomogło nawet, ku zaskoczeniu samego szefa komisji, wierzącego w święta moc konserwatystów spod znaku 'stars and stripes' - zaangażowanie trzeciorzędnego polityka z paszportem amerykańskim. Z dobrego serca podpowiem Maciarewiczowi, że to zapewne dlatego, że wybrał człowieka, który zna lub nie zna Rona Asmusa ;-). Jednym słowem, jest podejrzany o kontakty z R.Asmusem.
Na pierwszy rzut oka, lepszym rozwiązaniem wydaje się pomysł wprowadzenia do komisji B.Święczkowskiego. To, wszak, istotnie zwiększy jej wagę.
Ale.... – znowu z dobrego serca – nie mogę nie zauważyć, że łączna waga szarej masy, w komisji, pozostanie w zasadzie bez zmian, czyli na nieistotnym poziomie. Chyba z powodu chronicznego (nieuleczalnego?) schorzenia, które szerzy się wśród wyznawców 4tej rp, a które w tutejszym salonie zostało nazwane, przez samych dotkniętych tą przypadłością, 'oko-ucho-mózg'. Z naciskiem na 'mózg' oczywiście (niekoniecznie od potylicy).
W każdym razie jest szansa, ze ten ruch coś da komisji. Wnioski końcowe, znane są już i tak, od początku jej trwania.
A z drugiej strony z lornetką by szukać równie znaczącej postaci. Nawet (a może szczególnie?) w cebea-cba Kamińskiego.




Komentarze
Pokaż komentarze (4)