41 obserwujących
105 notek
116k odsłon
  1147   0

Tbilisi 2008 – Smoleńsk 2010; wojna i mgła

Jak pisało tu już wiele osób, m.in. pani Bochwic, w kontekście postaw pilotów i ich możliwej oceny przez pasażerów dokonuje się na naszych oczach manipulacja, którą wcześniej ilustrowała sprawa zreferowania angielskiego artykułu w polskiej gazecie, opisana przez  blogerkę Styx.

Istotą manipulacji było tam pominięcie wątku, który obejmuje hasło "lękliwość pilota". Dziś dochodzą kolejne wysiłki, aby połączyć Gruzję 2008 i Smoleńsk 2010 - dwie absolutnie nieporównywalne sprawy: zachowanie w czasie wojny i w czasie złej pogody.

 

Pomijam ubolewania godną okoliczność, że musimy rozmawiać o uwłaczających oskarżeniach pod adresem Prezydenta, opartych jedynie na fałszywce, jakoby pilot w Smoleńsku "cztery razy podchodził do lądowania" przymuszany przez Prezydenta.  Niestety ta fałszywka krąży wciąż po najpoważniejszych gazetach Europy i nie sposób jej ignorować. Tak nieracjonalne zachowanie i sprawstwo katastrofy jest w konsekwencji przypisywane "naciskowi politycznemu", który, oczywiście, "już kiedyś miał miejsce".

 

Gruzińska misja grupy prezydentów i premierów latem 2008 polegała na tym, że samą swoją obecnością chcieli wspomóc prezydenta Gruzji uniemożliwiając atak Rosji na stolicę. Jak pamiętamy, miłujący pokój Władimir Putin zwierzył się wówczas Sarkozy’emu: Powieszę Saakaszwilego za jaja , zaś prezydent Francji bohaterską  perswazją udaremnił ten niecny czyn.

Być może Sarkozy jest bohaterem, ale dziwnym trafem to Lech Kaczyński został właśnie uhonorowany przez Gruzję za tamte zasługi, za tamtą misję. Jej istotą było znalezienie się jak najszybciej w Tbilisi, u Prezydenta Gruzji zagrożonego rosyjskim napadem.

Natomiast polskie służby zadecydowały, żeby nie lecieć do Tbilisi, aby uniknąć możliwości rosyjskiego ostrzału.

Oczywiście jest to skrótowe wymodelowanie tamtej sytuacji o wiele bardziej złożonej, bo wiele osób i instancji brało udział w planowaniu tej podróży i w próbach realizacji zmiany pierwotnego planu polegającej na przedłużeniu lotu aż do Tbilisi.

 

Pomijam to wszystko, również to, że jak wyjaśnił potem

minister Klich w Sejmie, wobec tego że dowództwo Pułku Lotnictwa i polska dyplomacja nie potrafiły uzyskać niezbędnych zgód na przeloty - Prezydent odstąpił od planu lotu aż do Tbilisi:

 

W konsekwencji, po akceptacji przez pana prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej, przekazanej dowódcy załogi za pośrednictwem oficera BOR, lot został zrealizowany zgodnie z pierwotnym planem, tzn. do Ganji.

 

Tak więc  Prezydent Kaczyński zachował się racjonalnie, i to on  podjął ostateczną decyzję, którą zrealizowano.

 

Jednak taka sytuacja – być może nieuchronna wobec wojennej zawieruchy, a może wynikająca z nieudolności lub niechęci polskich służb – mogła ośmieszyć misję, czyniąc z jej uczestników tchórzy, co niby chcą własną piersią osłonić Gruzję, a boją się wylądować na stołecznym lotnisku. Niedługo potem Sarkozy nie miał kłopotów ze skorzystaniem z tego lotniska, słychać że inni wtedy lądowali, a wręcz podejrzewają że powstrzymanie Kaczyńskiego służyło zapewnieniu pierwszeństwa misji Sarkozy’ego.

 

Rezygnacja z lotu do Tbilisi groziła udaremnieniem solidarnościowej misji Prezydentów i ją znacznie opóźniła, niczego nie zmieniając w sprawie fizycznej ochrony prezydentów, bo oni   i tak tam pojechali a ich podróż furmankami przez pół Gruzji była dla ich bezpieczeństwa stokroć większym zagrożeniemniż dalszy lot i wylądowanie na stołecznym lotnisku, które przecież nie było wciąż bombardowane. Być może naprawdę nie dało się tego lotu formalnie uzgodnić, ale konsekwencją tego   biurokratycznego zachowania w sytuacji wojennej    było  odbycie przez Prezydentów  niebezpiecznej wyprawy konwojem drogowym(na co się dzielnie zdecydowali).  To druga strona medalu tamtego "uchronienia Prezydentów przed niebezpieczeństwem", które pilotowi przyniosło odznaczenie za – NOTA BENE „ męstwo lub odwagę w bezpośrednim działaniu związanym z obronnością kraju”.

 

Mieliśmy więc w 2008 roku rozumiały brak podziwu Prezydenta Kaczyńskiego wobec tego biurokratycznego „męstwa lub odwagi”, które według pewnych źródeł – nie wiemy czy pewnych - nazwał „lękliwością pilota”. Skąpe są potwierdzenia tych słów, ale nawet wypowiedź min. Klicha nie sugeruje, jakoby rzekome naciski polegały na interwencji podczas lotui wydawaniu rozkazów pilotom gdzie mają za chwilę wylądować. Temu zaprzeczył Bielan, równieżPrez. Adamkus nie słyszał żadnych komentarzy Kaczyńskiego pod adresem pilota.

 

Jednak nawet jeśli owe słowa krytyki wobec pilota nie padły, to Prezydent miał prawo dokonać po fakcie takiej krytycznej oceny, a nawet zrobić to w trakcie negocjacji z dowództwem (nie z pilotem) nad zmianą planów w Symferopolu, gdy do misji dołączył prezydent Ukrainy.

Miał prawo, gdyż Prezydent nie jest specjalnym ładunkiem, nie jest pasażerem, ale głową państwa realizującą zamiar polityczny w sytuacji nadzwyczajnej, wręcz w celu zapobieżenia wojennemu atakowi na zaprzyjaźnioną stolicę. Jeśli w  warunkach palącej potrzeby nie może on liczyć na dowództwo wojskowe i pilotów, to trudno aby ich za to wychwalał.

 

Natomiast autorzy określający tamtą sytuację z Gruzji 2008 jako "błąd Kaczyńskiego" zdradzają płytkość rozumienia tamtych wydarzeń, lub celowo deformują ich obraz tak, aby były dowodem kapryśnego i nieobliczalnego charakteru Kaczyńskiego. Tego który wdziera się do kokpitu i łapie za stery; tego, który "zgrywał zucha biegając po Kaukazie", za co głupi Gruzini przyznają mu nie wiedzieć czemu tytuł bohatera. Ten wymowny „ukłon Sikorskiego” wobec prezydenta Gruzji obrazuje wartość polityki zagranicznej urzędującego ministra a byłego już kandydata na kandydata. Nic dziwnego przy takim patronie, że widzimy tę metodę oskarżania Prezydenta w zastosowaniu do ostatniej tragedii.  Tu karykaturalne przeinaczenie gruzińskiej misji  czysto politycznej  staje się podłością po odniesieniu do kwestii  czysto technicznej, kiedy to zła pogoda mogłapogorszyć bezpieczeństwo lądowania.

Lubię to! Skomentuj60 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale