Rzeczpospolita donosi: „Profesor na uczelni zarobi minimum 4 tys zł” a dalej „najniższe stawki płac pracowników naukowych zatrudnionych na uczelniach publicznych zwiększą się o 30%”. Pomyślałem ktoś sobie zakpił czy o drogę pyta??
Czy dla prestiżowego stanowiska – profesora 4 tys to dużo??? Często taki prof. jest szefem zakładu, instytutu kształci kadry (młodych adeptów nauki), pracuje ze studentami, zdobywa pieniądze granty polskie, europejskie, recenzuje prace naukowe i robi wiele innych prac taki Wash and Go a tu propozycja nie mniej niż 4 tys.
Wiem wiem zaraz pojawia się komentarze o byle jakich profesorach, o braku szacunku do młodej kadry, do studentów, ale tak jak w przypadku „kiboli” i kibiców tych złych profesorów jest zdecydowanie mniej. Pomyślmy o młodej kadrze profesorskiej, kto się skusi, po długich i żmudnych działaniach w celu zdobywanie nowych i kolejnych stopni naukowych na 4 tys zł. Toż tyle to można zarobić na zmywaku w Londynie bez większych problemów a Ci co mają trochę oleju w głowie wyjadą robić karierę naukową na zachód.
Drugi haczyk w tych wszystkich podwyżkach – RP donosi, że żadnych regulacji płac w szkolnictwie wyższym nie było od 2007 roku i jednym tchem dodaje, że średnio najniższe płace do 2015 roku wzrosną o 30%.
Teraz policzmy sobie na spokojnie od 2007 roku do 2015 jest 8 lat, średnia inflacja kroi się na poziomie 4% rocznie kiedy pomnożymy 8 x 4 = 32%. Poziom inflacji od 2007 do 2015 wyniesie ok. 32% podwyżki wyniosą 30%, czyli kochani nauczyciele akademiccy jesteście w tył o jakieś 2%. Ciekaw jestem, który jeszcze zagłosuje na tych co nami rządzą??? Chyba samobójca albo masochista.



Komentarze
Pokaż komentarze (2)