Dam Zuchowski Dam Zuchowski
54
BLOG

Stan demokracji bezpośredniej w Polsce (2026) – część 1

Dam Zuchowski Dam Zuchowski Polityka Obserwuj notkę 2

Transformacja lub zmiana ustroju politycznego w kierunku Demokracji Bezpośredniej jest jedyną ścieżką umożliwiającą upodmiotowienie ludu, nie tylko na łonie małych społeczeństw, ale także we współczesnych warunkach społeczeństwa masowego, o ile tylko ta zasada polityczna będzie realizowała się na łonie istniejących już wspólnot tożsamościowo-politycznych. Kształt takiego ustroju zarysowałem w pracy „Narzędzia i Homeostaza Demokracji Bezpośredniej”.

image

Przekonanie te zakorzeniło się we mnie jeszcze przed 2007 rokiem po przeanalizowaniu kilkudziesięciu książek i prac naukowych poświęconych Rewolucji Francuskiej. Jest to wycinek historyczny i nieprzypadkowy. W latach 1789-1801 na łonie tej samej wspólnoty politycznej, uformowały się rzeczywiście, bądź zarysowały programowo, kształty różnych ustrojów politycznych i socjoekonomicznych. Towarzyszące im procesy, debaty i argumenty po raz pierwszy tak dobrze spisano i udokumentowano. Wiele z nich ujawniło swoje wady na samym wstępie; powracać będą one w przyszłości, w innych rzeczywistościach oraz innych miejscach.

Demokracja Bezpośrednia wspomniana wtedy „tylko trzykrotnie” [1] i nigdy nie urzeczywistniona (w przeciwieństwie do różnych form monarchizmu i republikanizmu), uformuje się w rzeczywistości nowożytnej dopiero w latach 1848-1905 i pojawi jako realnie działająca machina ustrojowa w Szwajcarii po krótkim konflikcie, jaki wstrząsnął tym krajem w 1847 roku.

W Polsce realne hasła wprowadzenia i realizacji w życiu społeczno-politycznym ustroju demokracji bezpośredniej były od samego początku odrzucane w okresie transformacji ustrojowej, po 1989 roku przez wszystkie partie głównego nurtu, które posiadały realny wpływ na funkcjonowanie III Rzeczpospolitej Polskiej. Unia Demokratyczna, Unia Wolności, Kongres Liberalno-Demokratyczny, Polskie Stronnictwo Ludowe, Sojusz Lewicy Demokratycznej, Zjednoczenie Chrześcijańsko-Narodowe, Porozumienie Centrum, a także ich dalsze kontynuacje w postaci chociażby Platformy Obywatelskiej, Prawa i Sprawiedliwości oraz Nowej Lewicy, opowiadały się zawsze za podtrzymaniem ustroju przedstawicielskiego i pośredniego, w których wszelkie uprawnienia ustawodawcze i wykonawcze znajdywały by się w rękach mandatariuszy dysponujących wolnym mandatem. Jeżeli którakolwiek z tych formacji eksponowała wolę udemokratycznienia systemu przedstawicielskiego, robiła to zawsze jedynie koniunkturalnie i manifestacyjnie, znajdując się w opozycji. Gdy tylko zyskiwała uprawnienia formacji rządzącej, na podobieństwo poprzedników wykorzystywała wszystkie narzędzia establishmentowej władzy, sekując możliwość przeprowadzania oddolnych referendów merytorycznych.

W Polsce świadomość alternatywy demokracji bezpośredniej i ruchów je krzewiących zaczęła wzrastać na przełomie pierwszej i drugiej dekady XXI wieku. Jednym z pierwszych środowisk dyskutujących i tworzących zręby zmian w tym kierunku było Stowarzyszenie „Więcej Demokracji”, znane także jako Stowarzyszenie Demokracji Bezpośredniej. Doświadczenie dominacji przedstawicielskich koterii politycznych przyczyniło się do powstawania ruchów, stawiających sobie za cel wprowadzenie elementów demokracji bezpośredniej do istniejącej Konstytucji, lub powołania nowej Konstytucji, w której instytucje demokracji bezpośredniej byłyby fundamentem filozoficzno-praktycznym ustawy zasadniczej. Pierwszą partią zbudowaną wokół tej myśli w Polsce była Partia Demokracja Bezpośrednia – powstała jako reakcja na próbę przeforsowania przez ówczesny rząd Umowy ACTA, ponad wolą dziesiątek tysięcy osób protestujących na ulicach polskich miast i miasteczek.

Partia Demokracja Bezpośrednia wraz ze swoim programem „Turkusowa Rewolucja” nie mogąc przebić się przez kognitywną kwadraturę koła „władza – media – pieniądze – zauważalność”, podupadła po trzech wyborach, ale hasła demokracji bezpośredniej powracały w innych ruchach politycznych po 2014 roku. Największe poparcie wśród środowisk politycznych nawiązujących do haseł Demokracji Bezpośredniej zdobyło ugrupowanie Kukiz’15, ale była to formacja amalgamatowa – w rzeczywistości zaledwie kilku posłów spośród jej szeregów utożsamiało się na jakimkolwiek etapie z DB. W latach dwudziestych XXI wieku w Polsce powstają inne inicjatywy dążące do zmiany ustroju w kierunku demokracji bezpośredniej; angażują się w nie zarówno osoby dopiero co zdobyte dla tej idei, jak i krzewiące ją od kilkunastu lat. Konsekwentne działania w tym kierunku, wciąż ograniczonej liczby osób, chociaż mają swe istotne konsekwencje edukacyjne dotykające obszaru świadomości, to nie przynoszą wciąż wymiernych skutków w postaci przeniesienia zagadnień ustrojowo-politycznych na płaszczyznę głównego nurtu społeczno-politycznego w Polsce.

W XIX wieku europejskie państwa ustrojowe, zarówno te oparte na porządku monarchicznym, jak i zachowawczo-republikańskim, zmagały się z presją obywatelsko-polityczną dotyczącą nie tylko ustanowieniu rządów parlamentarnych, ale także wprowadzenia powszechnego prawa wyborczego, najpierw dotyczącego dorosłych mężczyzn, a w późniejszej odsłonie również kobiet. Każdy indywidualny byt ludzki tworzący dane społeczeństwo , będąc jednym z atomów organizmu społecznonarodowego, obdarzony jednakową godnością pospołu ze wszystkimi i przekroczywszy odpowiedni próg dojrzałości, według tej logiki, powinien posiadać równoważną siłę głosu, podczas obierania przedstawicieli narodu i wyłonionych spośród nich władz wykonawczych.

Głównym zadaniem tej pierwszej fali demokratyzacji było zniesienie wszystkich ograniczeń elitarystycznych lub pośrednio-elektoralnych, które rezerwowały prawo głosowania dla wybranej, najczęściej wąskiej grupy obywateli. Ograniczenia te jeśli nie wynikały wciąż z pnia arystokratycznego, a więc z urodzenia bądź nadania, oparte były najczęściej na cenzusie majątkowym, bądź jego manifestacji jaką mógł być cenzus podatkowy. Masowe wiece na rzecz poszerzenia lub upowszechnienia prawa wyborczego wstrząsały ustrojami kolejnych krajów: od rewolucyjnej Francji po monarchię lipcową we Francji, w trakcie Wiosny Ludów, a także w ramach ruchu czartystów w Anglii. Wystarczy wspomnieć, że ideowi sojusznicy Wellingtona, pogromcy Napoleona spod Waterloo, stoczył na ulicy angielskiego miasta swoje małe Peterloo, podczas którego żołnierze cieli szablami mieszkańców domagających się na ulicy powszechnych praw wyborczych [2].

Wykładnia historii europejskich XIX wieku potwierdza, że najwyższy poziom sporów wewnątrzkrajowych, decydujących o tym kto ma jakie prawa i kto podejmuje decyzje, dotyczył formuł polityczno-ustrojowych, w ramach których decydowały się również inne zasadnicze konflikty i rozbieżności polityczne. Okresowy triumf niemonarchicznych ustrojów niedemokratycznych, autorytarnych, a nawet totalitarnych w XX wieku przypomniał, że współczesne społeczeństwa nie muszą znajdować się koniecznie na trajektorii dalszej demokratyzacji. Ścieżka dedemokratyzacji, bądź odejścia od jakiejkolwiek demokracji, pozostaje aktualną alternatywą. Wraz ze wzrostem znaczenia wielkich, niedemokratycznych struktur międzynarodowych, bądź prywatnych – w postaci instytucji ponadnarodowych bądź spotęgowanej akumulacji prywatnego kapitału – wzrasta ich wpływ na rzeczywistość, na wybory obywateli, na ich bierność, a czasami czystą bezmoc.

Tymczasem doświadczenie rządów parlamentarnych, bądź demokratyczno-przedstawicielskich, w zależności od przypadku – ostatnich kilkudziesięciu lat, a nawet kilku pokoleń – utrwaliło przekonanie w wielu krajach, że obywatele tracą stery nad nawą państwową w krótkim czasie po wyłonieniu swych mandatariuszy w wyborach powszechnych. Establishment wielkich partii politycznych, poprzez swe wodzowskie komitety sterujące dominuje nad percepcją obywateli i pojawia się za każdym razem jako samonarzucająca się alternatywa na którą ceduje się prawo do decydowania. Współcześni obywatele społeczeństw demokratycznych stają się pionkami, służącymi do rozgrywki politycznej i nie upominają się o swoją podmiotową suwerenność, której wyrazem byłoby odzyskanie kontroli nad ustrojowymi ramami i organizacji państw. Podejmowanie merytorycznych decyzji, w jaki sposób i jakimi środkami powinien być rozwiązany dany dylemat, i czy w ogóle cokolwiek w danej materii należy zmieniać, byłoby godnym zajęciem miejsca przy stole gwarantującym obywatelską kontrolę nad regułami procesów politycznych. Byłoby też szansą powstrzymania wzrostu bądź realizacji w przyszłości niedemokratycznej alternatywy.

W 2026 roku obywatele i mieszkańcy Rzeczpospolitej Polskiej pozostają wciąż dalecy nie tylko od urzeczywistnienia haseł własnego upodmiotowienia poprzez wdrożenie elementów demokracji bezpośredniej, ale tkwiąc w malignie labiryntowych ograniczeń egzystencjalnych, nie dostrzegają fundamentalnego wyzwania ustrojowo-politycznego….

Jak zatem wygląda obecnie twoje położenie w zakresie współdecydowania i podejmowania merytorycznych decyzji? Pozwalają Tobie podejść do urny raz na cztery lub pięć lat. Mówią, że właśnie wtedy jesteś suwerenem. Na krótką chwilę otrzymujesz prawo wyboru człowieka, który ma przemawiać w twoim imieniu. Zachęcają cię, abyś oddał swój głos, swoją wolę i swoją odpowiedzialność komuś innemu. Wrzucasz kartę do urny, a wraz z nią przekazujesz część własnej podmiotowości, delegując prawo głosu na przedstawiciela.

Od tej chwili zaczyna się cisza.

Zapadasz w sen niedzielnego obywatela, który z uczestnika życia publicznego staje się jego widzem. Możesz komentować, oburzać się, chwalić lub krytykować. Możesz oglądać debaty, śledzić sondaże i kolejne kampanie. Możesz zmieniać politycznych idoli. Nie możesz jednak współdecydować o większości spraw, które kształtują twoje codzienne życie. Twoja rola sprowadza się do obserwowania tych, którym wcześniej przekazałeś mandat.

Za kilka lat ktoś ponownie zapuka do twoich drzwi. Przypomni sobie o twoim istnieniu. Znów usłyszysz, że twój głos jest najważniejszy. Znów na chwilę staniesz się suwerenem – tylko po to, by kolejny raz przekazać swoją wolę przedstawicielowi i wrócić do politycznej codzienności biernego obserwatora.

Tak działa demokracja przedstawicielska. Obywatel jest w niej potrzebny przede wszystkim jako źródło legitymacji władzy. Między jednymi a drugimi wyborami jego wpływ na życie polityczne państwa pozostaje ograniczony, a jeśli przedstawiciele odrzucą włączenie narzędzi deliberatywnych lub partycypacyjnych, to zanika on całkowicie.

W XIX wieku setki tysięcy ludzi wychodziły na ulice Londynu, Manchesteru, Paryża, Berlina, Wiednia, Mediolanu, Krakowa, Poznania, Leuven, Liège czy Budapesztu, domagając się prawa do współdecydowania o losach swoich państw. W wielu krajach Europy walka o prawa wyborcze, konstytucję i reprezentację pochłonęła ofiary, ale doprowadziła do stopniowej demokratyzacji ustrojów. Dzisiejsza debata o demokracji bezpośredniej wpisuje się w tę samą, wielowiekową tradycję poszerzania zakresu obywatelskiej suwerenności. Prawo wyboru przedstawiciela nie jest jedyną możliwą formą sprawowania demokracji. Może być początkiem, a nie końcem demokratycznego rozwoju, praktyki i prosperowania.

Współczesny obywatel coraz częściej zadaje pytanie, dlaczego ma prawo wybierać ludzi, lecz nie ma prawa decydować o najważniejszych sprawach państwa. Dlaczego może zmieniać polityków, ale nie reguły, według których politycy sprawują władzę? Dlaczego jego suwerenność uruchamia się jedynie na chwilę, a później zostaje zawieszona na kolejne lata? Demokracja bezpośrednia proponuje inną odpowiedź. Nie odbiera przedstawicielom ich funkcji tam, gdzie są potrzebni, lecz przywraca obywatelowi realny udział w podejmowaniu decyzji. Referendum obywatelskie, inicjatywa ludowa, weto ludowe czy możliwość uchylania obowiązujących ustaw sprawiają, że społeczeństwo nie jest jedynie publicznością obserwującą polityczny spektakl. Staje się współautorem państwa.

Dojrzała wspólnota polityczna nie polega na tym, że raz na kilka lat wybieramy swoich opiekunów. Polega na tym, że potrafi wziąć odpowiedzialność za własne decyzje. Suwerenność nie jest jednorazowym aktem przy urnie wyborczej. Jest trwałym prawem do współdecydowania. Dopóki obywatel może jedynie wybierać swoich przedstawicieli, lecz nie posiada skutecznych narzędzi wpływania na stanowione prawo, jego rola pozostaje niepełna. Demokracja kończy się tam, gdzie kończy się udział obywatela w podejmowaniu decyzji. Demokracja bezpośrednia próbuje tę granicę przesunąć.



DLACZEGO W POLSCE PROBLEM ZMIANY USTROJU W KIERUNKU DEMOKRACJI BEZPOŚREDNIEJ WCIĄŻ POZOSTAJE POZA GŁÓWNĄ LINIĄ SPORU?

Odpowiedź na to pytanie nie sprowadza się do stwierdzenia, że społeczeństwo nie dostrzega znaczenia zagadnień ustrojowych, ponieważ gdy tylko zapytamy obywateli czy dostrzegają konieczność wprowadzenia narzędzi demokracji bezpośredniej, w postaci chociażby referendum rozpisywanego na wniosek obywateli bez zgody parlamentu, w zależności od kontekstu, od 52% do 75% odpowiadających okaże się zwolennikami takiego rozwiązania.

Znacznie częściej mamy do czynienia z sytuacją, w której zdecydowana większość obywateli nie postrzega ustroju jako zmiennej politycznej. Traktuje go jako element zastany, podobny do ukształtowania terenu, klimatu czy położenia geograficznego państwa. W świadomości społecznej wybiera się rząd, parlament, prezydenta lub partię polityczną, natomiast sam sposób funkcjonowania państwa pozostaje poza obszarem refleksji. Mechanizm ten jest rezultatem wieloletniej socjalizacji politycznej. Kilka pokoleń obywateli wychowało się w przekonaniu, że demokracja oznacza wyłącznie cykliczne wybory przedstawicieli. Edukacja szkolna, przekaz medialny oraz dominująca literatura politologiczna utrwalały utożsamienie demokracji z demokracją przedstawicielską. W konsekwencji większość obywateli nie rozróżnia demokracji jako zasady suwerenności narodu od konkretnego modelu jej wykonywania.

Na tej płaszczyźnie ujawnia się również zjawisko określane w psychologii mianem efektu status quo. Ludzie znacznie łatwiej akceptują rozwiązania już istniejące niż rozwiązania nowe, nawet wtedy, gdy te drugie mogłyby przynieść większe korzyści. Zmiana ustroju państwa jawi się jako przedsięwzięcie ryzykowne, wymagające wysiłku poznawczego i wyobraźni politycznej. Znacznie prostsze wydaje się poszukiwanie nowych elit politycznych niż zmiana samych reguł gry. Istotnym czynnikiem pozostaje także sposób funkcjonowania współczesnych mediów. Logika medialna premiuje konflikty personalne, bieżące spory parlamentarne, afery, kampanie wyborcze oraz wydarzenia wywołujące silne emocje. Problematyka ustrojowa jest natomiast abstrakcyjna, wymaga czasu, cierpliwości i pogłębionej refleksji. W rezultacie dyskusje o modelu państwa przegrywają z codziennym widowiskiem politycznym, mimo że to właśnie ustrój wyznacza granice działania wszystkich kolejnych rządów.

image

Nie bez znaczenia pozostaje również interes samych elit politycznych. Partie funkcjonujące w ramach demokracji przedstawicielskiej są naturalnymi beneficjentami istniejącego modelu. Nie należy spodziewać się, aby ugrupowania, których pozycja zależy od monopolu na sprawowanie władzy ustawodawczej, z własnej inicjatywy dążyły do przekazania części kompetencji obywatelom. Niezależnie od deklarowanej ideologii, ugrupowania lewicowe, liberalne, konserwatywne czy narodowe wykazują w tej kwestii podobną skłonność do zachowania status quo. Różnią się przede wszystkim wizją prowadzenia polityki, natomiast sam mechanizm jej wykonywania pozostaje dla nich wspólny. Z tego punktu widzenia tworzą one Sojusz Przeciwko Demokracji Bezpośredniej.

Problem pogłębia również brak doświadczenia praktycznego. Społeczeństwa najłatwiej akceptują rozwiązania, które znają z własnego otoczenia. W państwach, gdzie instytucje demokracji bezpośredniej funkcjonują od pokoleń, nie są one postrzegane jako eksperyment, lecz jako zwyczajny element życia publicznego. Tam natomiast, gdzie nigdy nie dopuszczono obywateli do realnego współdecydowania, demokracja bezpośrednia wydaje się konstrukcją teoretyczną lub utopijną, choć w rzeczywistości jest rozwiązaniem sprawdzonym.

Nie można pominąć również zjawiska rozproszenia niezadowolenia społecznego. Obywatele dostrzegają liczne problemy państwa: wysokość podatków, funkcjonowanie służby zdrowia, wymiaru sprawiedliwości, edukacji, bezpieczeństwa czy polityki zagranicznej. Rzadziej jednak dostrzegają wspólne źródło tych zjawisk. Koncentrują się na skutkach, podczas gdy przyczyna może tkwić w samym mechanizmie podejmowania decyzji publicznych. Jeżeli dyskusja polityczna nie obejmuje poziomu ustrojowego, niezadowolenie społeczne rozprasza się pomiędzy dziesiątki pojedynczych sporów, które są doskonale rozgrywane przez medialnych kameleonów z partii politycznych, toczących wokół nich małe wojenki i dyskontujących w ich rezultacie szersze poparcie.

Paradoks demokracji przedstawicielskiej polega zatem na tym, że pozwala ona obywatelom wybierać uczestników gry politycznej, bardziej lub mniej swobodnie w zależności od ordynacji wyborczej, jednocześnie bardzo skutecznie ograniczając debatę nad samymi regułami tej gry. W rezultacie kolejne wybory zmieniają aktorów, lecz prawie nigdy nie prowadzą do zmiany mechanizmu sprawowania władzy.

Dlatego też ruchy opowiadające się za demokracją bezpośrednią stają przed zadaniem znacznie trudniejszym niż zwykłe zdobycie poparcia wyborczego. Muszą najpierw doprowadzić do zmiany sposobu myślenia o polityce. Ich przeciwnikiem nie jest wyłącznie konkretna partia czy określony rząd, lecz utrwalony przez dziesięciolecia paradygmat polityczny, zgodnie z którym demokracja przedstawicielska uchodzi za jedyną „nieautorytarną”, możliwą formę organizacji nowoczesnego państwa. Dopiero zakwestionowanie tego założenia otwiera przestrzeń do rzeczywistej debaty nad alternatywnym modelem ustrojowym. Paradygmat demokracji przedstawicielskiej, jako jedynej formuły demokracji, propagowany przez takich historycznych teoretyków jak Max Weber, Schumpeter, czy Giovanni Sartori, został tak naprawdę skutecznie zakwestionowany. Niedostrzeżenie tego faktu i stojących za nimi argumentów, wynika z rozproszenia uwagi społecznej uniemożliwiającej dostrzeżenie prawdziwych szyn życia polityczno-społecznego, którymi porusza się cała machina społeczeństw ludzkich.

image


STAN NIEDOJRZAŁOŚCI SPOŁECZNEJ PROWADZĄCY DO MITYZACJI POLITYKA JAKO PROFESJONALISTY FUNKCJONUJĄCEGO POZA SPOŁECZEŃSTWEM

W procesie adaptacji, socjalizacji, uspołecznienia oraz edukacji bardzo często spotykamy się z mechanizmem relacji mistrz–uczeń. Dotyczy on zależności rodzic–dziecko, nauczyciel–uczeń, mistrz–czeladnik, kapłan–wierny, lekarz–pacjent czy przedsiębiorca–pracownik. Niektóre z tych relacji hierarchicznych stanowią konieczny etap rozwoju jednostki, związany z nauką, naśladownictwem, zdobywaniem kompetencji, adaptacją do życia społecznego i kulturowego oraz kształtowaniem własnej tożsamości. Inne mogą mieć charakter trwalszy jako element organizacji produkcji, podziału pracy lub utrwalonej tradycji. W takich przypadkach hierarchia jest funkcjonalna i racjonalnie uzasadniona.

Niedojrzałość społeczna pojawia się jednak wówczas, gdy mechanizm ten zostaje bezrefleksyjnie przeniesiony na obszary życia, w których nie jest już konieczny. Człowiek, który osiągnął dojrzałość intelektualną i obywatelską, nadal odtwarza wzorzec podporządkowania właściwy dla okresu dzieciństwa lub nauki zawodu. Zamiast postrzegać siebie jako równorzędnego współgospodarza państwa, posiadającego pełne prawo współdecydowania o sprawach publicznych, pozostaje w roli podwładnego oczekującego instrukcji od osób uznawanych w sposób nieuzasadniony za bardziej kompetentne na każdej płaszczyźnie życia.

W życiu politycznym przejawem tej niedojrzałości staje się przeniesienie relacji mistrz–uczeń na relację obywatel–polityk. W ramach nieświadomego mechanizmu psychologicznego polityk zostaje obsadzony w roli autorytetu, mistrza lub opiekuna, natomiast obywatel lokuje samego siebie w pozycji poddanego lub widza. Zamiast traktować polityka jako czasowego wykonawcę społecznego mandatu, zaczyna postrzegać go jako osobę powołaną do podejmowania decyzji w jego imieniu niemal we wszystkich sprawach. W konsekwencji działalność polityczna zostaje uznana za domenę profesjonalistów, podczas gdy większość obywateli ogranicza swoją aktywność do obserwowania, komentowania lub okresowego wybierania nowych przedstawicieli.

Mechanizm ten wzmacnia również naturalna skłonność psychiki do redukowania niepewności. Samodzielne analizowanie problemów publicznych wymaga czasu, wiedzy i odpowiedzialności za własne decyzje. Znacznie łatwiejsze okazuje się przekazanie tej odpowiedzialności osobom postrzeganym jako bardziej kompetentne. W psychologii społecznej zjawisko to wiąże się z delegowaniem odpowiedzialności oraz heurystyką autorytetu, zgodnie z którą ludzie chętniej akceptują poglądy osób uznawanych za ekspertów lub liderów, nawet wtedy, gdy nie dokonują samodzielnej oceny przedstawianych argumentów. Powoduje to stopniowe ograniczanie poczucia sprawstwa obywatelskiego.


MEDIATYZACJA ŻYCIA PUBLICZNEGO

Rozwojowi opisanych mechanizmów sprzyja współczesna mediatyzacja życia społecznego. Ogromna liczba alternatywnych form rozrywki, informacji i aktywności powoduje, że uwaga człowieka staje się dobrem deficytowym. Aktorzy, sportowcy, muzycy, influencerzy czy twórcy internetowi rywalizują o uwagę odbiorców, budując wokół siebie społeczności wiernych sympatyków – coraz częściej w ramach „internetu uwagi”. W podobny sposób funkcjonują współcześni politycy. Korzystając z tych samych narzędzi marketingowych – krótkich filmów, memów, płatnych kampanii reklamowych, mediów społecznościowych czy starannie kreowanego wizerunku – stają się celebrytami życia publicznego.

W rezultacie polityka ulega personalizacji. Coraz rzadziej przedmiotem zainteresowania są instytucje, procedury czy modele ustrojowe, natomiast coraz częściej uwagę skupiają konkretni politycy, ich emocje, konflikty, wypowiedzi i cechy osobowości. Mechanizm ten prowadzi do utożsamienia jakości państwa z popularnością jego przywódców, podczas gdy rzeczywiste reguły funkcjonowania systemu politycznego pozostają poza głównym nurtem debaty publicznej.

Współczesna polityka coraz częściej przypomina widowisko sportowe. Partie polityczne tworzą trwałe obozy identyfikacyjne, których zwolennicy koncentrują się przede wszystkim na zwycięstwie własnej drużyny. Analiza konkretnych rozwiązań ustępuje miejsca emocjom związanym z rywalizacją liderów. W takim modelu wyborca staje się bardziej kibicem niż współtwórcą życia publicznego. Liczy się skuteczność polityczna, medialna atrakcyjność oraz sukces wyborczy, a nie jakość samych mechanizmów ustrojowych.

Z cybernetycznego punktu widzenia oznacza to przesunięcie przepływu informacji z poziomu systemowego na poziom personalny. Obywatel przestaje analizować mechanizmy sterowania państwem, koncentrując się na osobach chwilowo zajmujących określone stanowiska. Informacje dotyczące ustroju, procedur i kompetencji instytucji zostają wyparte przez przekazy o charakterze emocjonalnym, które znacznie skuteczniej przyciągają uwagę i łatwiej rozprzestrzeniają się w środowisku medialnym.

image


IDOLIZM I LIDERYZM – WZROST ZNACZENIA WŁADZY WYKONAWCZEJ I JEDNOSTEK KOSZTEM ZBIOROWYCH DECYZJI MERYTORYCZNYCH

Zauważalnemu trendowi wzrastającego po 2016 roku do wybierania twardych polityków wyróżniających się wizerunkiem, towarzyszy osłabienie i spadek szacunku do działalności grupowej. Zrzekając się własnego prawa do współdecydowania zwolennicy władzy silnej jednostki poszukują kogoś o wyraźnej sile witalnej, przytłaczającej ich osobowościom. Przekłada się to na wzmacniania władzy wykonawczej, kosztem prerogatyw ustawodawczych.

Coraz większa część społeczeństwa poszukuje nie tyle sprawnych instytucji, ile silnych przywódców, którzy mają rozwiązać większość problemów społecznych własną determinacją, charyzmą lub stanowczością. W konsekwencji wzmacnia się pozycja władzy wykonawczej kosztem instytucji kolegialnych oraz mechanizmów obywatelskiej kontroli. Obywatel coraz częściej utożsamia skuteczność państwa z wrażeniem siły konkretnego lidera, a nie z jakością procedur umożliwiających społeczeństwu współdecydowanie o sprawach publicznych. Demokracja zaczyna być postrzegana jako wybór osoby rządzącej, a nie jako ciągły proces współuczestnictwa obywateli w podejmowaniu decyzji.

Z perspektywy demokracji bezpośredniej stanowi to zjawisko szczególnie niekorzystne. Model ten opiera się bowiem nie na kulcie jednostki, lecz na przekonaniu, że odpowiedzialność za państwo powinna być rozłożona możliwie szeroko pomiędzy wszystkich obywateli. Zamiast przekazywania własnego głosu silnej władzy zakłada rozwój kompetencji obywatelskich, debatę publiczną, zbiorowy namysł nad problemami oraz podejmowanie decyzji poprzez referendum i inne mechanizmy bezpośredniego współdecydowania.

Ostatecznie największą przeszkodą dla rozwoju demokracji bezpośredniej okazuje się nie tylko brak odpowiednich instrumentów prawnych, lecz utrwalony model myślenia o polityce, który uniemożliwia walkę o ich wprowadzenie. Dopóki większość obywateli będzie postrzegała siebie przede wszystkim jako wyborców i obserwatorów działań metafizycznych polityków, a nie jako współgospodarzy państwa, dopóty dominującym wzorcem władzy pozostanie przekazywanie odpowiedzialności nielicznym, zamiast jej świadomego współdzielenia przez całe społeczeństwo. To właśnie ta utrwalona kultura polityczna stanowi jedno z najważniejszych „więzień percepcyjnych”.

image


CYBERNETYCZNE SPRZĘŻENIE ZWROTNE SYSTEMU PRZEDSTAWICIELSKIEGO

Każdy system społeczny posiada mechanizmy umożliwiające jego stabilizację i reprodukcję. Cybernetyka, rozumiana jako nauka o sterowaniu i komunikacji w systemach, zwraca uwagę na rolę sprzężeń zwrotnych, czyli procesów, w których skutki działania systemu wpływają na jego dalsze funkcjonowanie. Sprzężenia mogą mieć charakter ujemny, stabilizujący system poprzez przeciwdziałanie odchyleniom, lub dodatni, wzmacniający określone tendencje i prowadzący do ich samonapędzania. Demokrację przedstawicielską można analizować właśnie jako system wyposażony w liczne dodatnie sprzężenia zwrotne, które sprzyjają utrwalaniu istniejącego modelu sprawowania władzy.

Jednym z najbardziej widocznych mechanizmów jest sprzężenie pomiędzy rozpoznawalnością polityczną a sukcesem wyborczym. Im większą rozpoznawalność posiada dana partia lub polityk, tym częściej pojawia się w mediach. Im częściej pojawia się w mediach, tym bardziej wzrasta jego rozpoznawalność. Wysoka rozpoznawalność zwiększa prawdopodobieństwo uzyskania dobrego wyniku wyborczego, a sukces wyborczy ponownie przekłada się na większą obecność medialną. Powstaje zamknięta pętla samowzmacniająca, która utrudnia pojawienie się nowych uczestników życia politycznego, w tym tych którzy mogliby skutecznie zanegować podstawy aktualnego systemu.

Podobny mechanizm występuje w obszarze finansowania partii politycznych. W wielu państwach wysokość subwencji budżetowych uzależniona jest od wyników poprzednich wyborów. Partie, które już zdobyły znaczące poparcie, dysponują większymi środkami finansowymi, pozwalającymi prowadzić bardziej profesjonalne kampanie, zatrudniać ekspertów, kupować reklamę oraz budować rozbudowane struktury organizacyjne. Zwiększa to ich szanse na ponowne zwycięstwo, które z kolei zapewnia kolejne środki finansowe. Powstaje efekt kumulacji zasobów przypominający zjawisko określane w socjologii jako efekt Mateusza – „temu, kto ma, będzie dodane” (inaczej efekt zakumulowanej przewagi – to mechanizm społeczny, w którym osoby lub podmioty posiadające większe zasoby – kapitał, sławę, wiedzę – zyskują kolejne w sposób nieproporcjonalnie łatwiejszy).

image


Autor: Damian Żuchowski

Źródła: WolneMedia.net, Demokracja Bezpośrednia – Wir – Referendum, Weto Ludowe, Inicjatywa


PRZYPISY

[1] Wbrew niektórym obiegowym interpretacjom Rewolucja Francuska nie miała nic wspólnego z Demokracją Bezpośrednią. Posłowie Konstytuanty (1789-1791) byli przedstawicielami wybranymi w wyborach elektoralnych jeszcze wobec przynależności stanowej. Posłowie Zgromadzenia Prawodawczego (1791-1793) byli przedstawicielami wybranymi na zasadzie cenzusu majątkowego; 3) Posłowie Konwentu wybranymi elektoralnie pozostali nadal przedstawicielami. Gdy mówię o trzech wspomnieniach „demokracji bezpośredniej” w trakcie Rewolucji Francuskiej, to nawiązuje do wypowiedzi Jerome’a Petiona, posła Konstytuanty, potem mera Paryża; Jean-François Varlet – jeden pozaparlamentarnych liderów „Wściekłych” ((les enragés) żądał wprowadzenia demokracji bezpośredniej i natychmiastowego powstrzymania spekulacji żywnością; a także do praktyk obrad w 48 sekcjach Paryża, gdzie w ramach lokalnych jednostek administracyjnych mieszkańcy sekcji zbierali się regularnie na otwartych spotkaniach, aby debatować i głosować nad dekretami. Sekcje tworzyły petycje i wysyłały swoich przedstawicieli do władz centralnych (Komuny Paryża), dyktując im, jak mają głosować w parlamencie. Demokracja bezpośrednia w sekcjach została stłumiona przez jakobinów i Robespierre’a pod koniec 1793 roku, gdy zgromadzenia ograniczono do dwóch spotkań w tygodniu, a komitety podporządkowano władzy centralnej.


[2] Masakro Peterloo – brutalna pacyfikacja pokojowej manifestacji prodemokratycznej, do której doszło 16 sierpnia 1819 roku na placu St. Peter’s Field w Manchesterze w Angli. Na placu St. Peter’s Field zgromadził się gigantyczny, bezbronny tłum liczący około 60 000–80 000 ludzi (w tym kobiety i dzieci). Głównym mówcą był znany reformator Henry Hunt, domagający się powszechnego prawa głosu. Przerażeni wielkością manifestacji lokalni sędziowie spanikowali i nakazali wojsku aresztowanie liderów oraz rozgromienie tłumu. Lokalna ochotnicza kawaleria (Yeomanry) oraz regularne wojsko wjechały w gęsty tłum na koniach, tnąc ludzi szablami.

Publikacje z zakresu: praw człowieka, etyki, praw ludności tubylczej, historii, filozofii, społeczeństwa, przyrody, enwironmentalizmu, polityki, astronomii, demokracji, komentarze do wydarzeń. Artykuły mojego autorstwa ukazywały się między innymi na: wolnemedia.net; krewpapuasow.wordpress.com, amazonicas.wordpress.com i ithink.pl

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (2)

Inne tematy w dziale Polityka