J. Piłsudski zdjęty z cokołu
NIE MA JEDNEGO PIŁSUDSKIEGO. JEST DWÓCH PILSUDSKICH: JEDEN PRZED- I DRUGI PO-MAJOWY.
0 obserwujących
14 notek
2616 odsłon
  114   2

U Ziuka na imieninach

Na 19 marca przypadają imieniny Józefa. Dla wyznawców kultu Marszałka Piłsudskiego, których, pomimo że minęo już 87 lat od jego śmierci, jest wciąż wielu, to okazja do mniej lub bardziej uroczystych obchodów.

Na 19 marca przypadają imieniny Józefa.  Dla wyznawców kultu Marszałka Piłsudskiego, których, pomimo że minęo już 87 lat od jego śmierci, jest wciąż wielu, to okazja do mniej lub bardziej uroczystych obchodów. W tym roku biuro programu “Niepodległa” zorganizowało naukową debatę pt. Pomnik ze spiżu, porcelany , czy… pikseli? – poświęconą współczesnym upamiętnieniom osoby Marszałka. Odbyła się ona w 18 marca o godz. 18:00 w Muzeum Józefa Pisudskiego w Sulejówku i była dostępna w Internecie. Jak podano –Punktem wyjścia do dyskusji będzie instalacja rzeźbiarska “Ściana Wolności” autorstwa prof. Stanisława Bracha. Składa się ona ze stu porcelanowych, stylizowanych głów Piłsudskiego, wykonanych w fabryce porcelany w Ćmielowie na stulecie odzyskania niepodległości w 2018 roku. […] Uczestnicy debaty zastanowią się, jak materialne upamiętnienia  mają wpływ na sposób, w jaki pamiętamy o postaciach historycznych – jak je postrzegamy? Czy nawiązujemy przez to relację z bohaterem?

image
Instalacja rzeźbiarska, jak ją określono, jako żywo przypomina współczesną, karykaturalną wersję kasetonowego sufitu z Zamku Wawelskiego, ustawioną w pionie. A może lepiej było uruchomić wirujący stolik i nawiązać bardziej bezpośredni kontakt? Marszałek pewnie chętnie by się zjawił, jako że sam parał się okultyzmem. (Więcej o tym w tekście “Kazał pan, musiał sam”)

Uroczyste celebrowanie imienin Józefa Piłsudskiego sięga roku 1914. Jak wspomina jego nadworny biograf, Wacław Jędrzejewicz, odbyło się ono we Lwowie, w sali restauracji "Nawtuły", a zorganizowane zostało przez członków Związku Strzeleckiego. Na prośbę solenizanta Kazimierz Sosnkowski, zwany Szefem, przygrywał uczestnikom przyjęcia na pianinie.         

Rok później, podczas zajmowania przez I Brygadę Legionów Polskich pozycji bojowych nad Nidą, zorganizowano przyjęcie imieninowe w dworku w Grudzynach. Wówczas wierni żołnierze podarowali swemu Brygadierowi w prezencie złoty zegarek z napisem:  „Kochanemu Komendantowi Józefowi  Piłsudskiemu w dniu imienin – korpus oficerski”. Generał Tadeusz Tarczyński tak zapamiętał ten dzień:

Staliśmy ciasno w niewielkiej izbie dworku grudzynowskiego, gdy wszedł Komendant. Dziś już nie sposób sobie przypomnieć, kto przemawiał. Zdaje mi się, że mjr Śmigły-Rydz. Pamiętam tylko, że Komendant podchodził do każdego z nas i uściskiem ręki dziękował za życzenia. Na tym skończyła się oficjalna część uroczystości. Wyszliśmy wszyscy na dwór z Komendantem na naszych ramionach. Przed dworkiem grała orkiestra I pułku, wraz z kapelmistrzem, grajkami i instrumentami zarekwirowanymi z kieleckiej straży pożarnej. Porucznik Nałęcz-Korzeniowski roznosił kubki z wódką i kanapkami… Wkoło Komendanta tłoczyła się nasza rozgadana gromada. Każdy cisnął się, bo każdy chciał mu coś powiedzieć, coś od niego usłyszszeć.

W 1916 r. Piłsudski był już tak popularny, że uroczystości imieninowe organizowano w całej Polsce.  Odbywały się akademie ku czci i liczne spotkania . W Krakowie odczyt o Komendancie wygłosił Andrzej Strug, a solenizant został obdarowany przez żołnierzy szablą i ryngrafem z Matką Boską Ostrobramską, zaś od 5 pułku piechoty otrzymał statuetkę legionisty autorstwa Włodzimierza Koniecznego. Zaczęto wydawać okolicznościowe pocztówki i różne publikacje z przemówieniami, czy rozkazami Komendanta. Od 1917 r. do obchodów  dołączały coraz szersze masy społeczeństwa, spotykając się na herbatkach i podwieczorkach.

Smutne były imieniny w 1918 roku, bowiem J. Piłsuski przebywał jako więzień w twierdzy magdeburskiej. Pomimo izolacji otrzymał sporo kartek z życzeniami, które – początkowo zatrzymane – zostały mu zwrócone po zwolnieniu z więzienia.  W kraju Polska Organizacja Wojskowa (POW) zorganizowała specjalne uroczystości.

Sam solenizant nie miał wielkich wymagań i tak pisał do swojej przyszłej żony, Aleksandry Szczerbińskiej: Jutro moje imieniny, jeśli chcesz mi zrobić imieninowy prezent, przyślij mi dwie talie kart do pasjansa. Te, które mam, już bardzo się zniszczyły. Jak wiadomo, Piłsudski pasjami lubił stawiać pasjanse.

Rok 1919 był przełomowy dla tradycji celebrowania imienin J. Piłsudskiego, bowiem uroczystości odbyły się już w wolnej Polsce.  Miały one charakter wojskowy, jako że solenizant piastował urząd Wodza Naczelnego. Życzenia złożyli mu między innymi Ignacy Paderewski z żoną, marszałek Sejmu Wojciech Trąmpczyński i szefowie misji zagranicznych.  Na Placu Saskim odbyła się parada wojsk, a później w Belwederze “Wszystkiego Najlepszego”  życzyły delegacje pułków.  Od oficerów adiutantury Naczelnik Państwa otrzymał papierośnicę, a od I Pułku Szwoleżerów konia o imieniu Gri-Gri.
                                                            

Najwspanialszy prezent imieninowy otrzymał Józef Piłsudski od samego siebie 19 marca 1920 roku, kiedy to przedstawiciele złożonej z wojskowych Ogólnej Komisji Weryfikacyjnej zwrócili się do niego z prośbą o przyjęcie stopnia Pierwszego Marszałka Polski. Prośba została przyjęta i jeszcze tego samego dnia Naczelny Wódz wydał dekret następującej treści: Stopień Pierwszego Marszałka Polski przyjmuję i zatwierdzam.  W tymże roku powołano też Komitet Obchodów Imienin Naczelnika Państwa, który zajmował się propagowaniem i organizacją wszelkich uroczystości z tym dniem związanych na terenie całego kraju.

W maju 1923 roku Piłsudski, obrażony na cały świat, udał się na dobrowolne wygnanie do Sulejówka, gdzie zamieszkał w willi „Milusin„.  I tam przez następne trzy lata obchodził imieniny.  Honorowym “gościem” bywała tu jego ulubiona klacz Kasztanka, którą przywożono z Mińska Mazowieckego, gdzie na co dzień rezydowała w koszarach 7 Pułku Ułanów.  Te odwiedziny swojego pana przypłaciła w końcu życiem, kiedy w drodze powrotnej z parady z okazji Święta Niepodległości, w 1927 roku, nieprawidłowo zabezpieczona w wagonie, doznała złamania kręgosłupa i zmarła. (więcej o tym w tekscie Epitafium dla Kasztanki).

W roku 1924 uroczystości związane z obchodami imienin poprzedził bankiet zorganizowany 18 marca przez profesorów warszawskich uczelni w hotelu  Bristol. Następnego dnia tłumy warszawiaków i mieszkańców okolic Warszawy przybyły do Kwatery Milusin. A. Piłsudska w swoich Wspomnieniach tak opisywała ten "(nie ostatni) zajazd w Sulejówku“: Imieniny męża nieodmiennie przewracały normalny tryb życia w Sulejówku. Od wczesnego rana przygrywały w ogródku orkiestry 7. pułku i I. pułku szwoleżerów. Goście zatłaczali pokoje od rana do wieczora. Krewni, przyjaciele, bliscy znajomi, reprezentacje wojskowe, POW, legioniści, przedstawiciele najrozmaitszych organizacji i wiele, wiele innych osób przybywało nawet z krańców Polski, aby zapewnić męża o swej lojalności, przywiązaniu i miłości. Każdego trzeba było przyjąć osobiście. Wieczorem salon był pełen kwiatów, owoców, słodyczy i prezentów różnego rodzaju. Największą przyjemność sprawiali mężowi ludzie prości, dawni szeregowi z Legionów, chłopi i robotnicy, z których niejeden szedł pieszo przez cały dzień do Sulejówka. Chłopi przynosili ze sobą jaja, masło, ser, domowe wino, a czasem nawet żywe ptactwo i zwierzęta. Pamiętam, że na jedne imieniny mąż dostał dwa psy, przeszło dziesięć królików, jedną owcę, sarenkę, lisa, gęś i wojowniczego koguta. Rozbrojony tymi prezentami, mąż stanowczo odmówił pozbycia się tego zwierzyńca, no i przez parę tygodni patrzyłam bezsilnie, jak owca zjada sałatę, sarna kwiaty wiosenne w ogrodzie, a kogut skacze do oczu każdemu, kto tylko wejdzie do nas. Lis, w poszukiwaniu legowiska, przeorał grządki tak dokładnie, że musiałam siać wszystko po raz drugi. W końcu jednak udało mi się rozmieścić to towarzystwo po znajomych, z wyjątkiem barana i gęsi, między którymi powstała idealna przyjaźń. Zabawny to był widok, kiedy baran starał się iść krok w krok z gęsią, lub gdy spali razem na słońcu, gęś z głową na piersiach barana. Był to najdziwaczniejszy wypadek przyjaźni między zwierzętami, jaki znałam.

A Wacław Jędrzejewicz wspominał:  Tysiące ludzi, zwłaszcza młodzieży, udały się do Sulejówka. Pociągi były przepełnione. Na miejscu tłumy oblegały domek Piłsudskich, wznosząc okrzyki i śpiewając. Przybyło wielu przyjaciół i znajomych Marszałka.   Solenizant otrzymał w prezencie od Polonii amerykańskiej pióro z wizerunkiem orła legionowego z wygrawerowaną inskrypcją:   „Komendantowi – 19 III 1924-Komitet im. J.P. w Ameryce”.

Następnego roku powołano specjalny komitet organizacyjny, w skład którego weszli m. in. przedstawiciele Centralnego Związku Kółek  Rolniczych, Centralnego Związku Młodzieży Wiejskiej, Klubu Politycznego Kobiet Postępowych, Polskiej Organizacji Wolności, Towarzystwa Popierania Przemysłu Ludowego, Związku Legionistów Polskich, Związku Strzeleckiego, Polskiej Akademickiej Młodzieży Ludowej, Akademickiej Organizacji Wolności, Akademickiej Młodzieży Postępowej… i innych cudacznych organizacji. Brakowało tylko Towarzystwa Wywoływania Duchów i Komitetu Do Spraw Komunikacji z Zaświatami… Dodatkowo Związek Legionistów przygotował w teatrze „Splendid” akademię ku czci Marszałka, a w prasie pod hasłem „Drogowskaz Narodu” prowadzono kampanie propagandowe. W „Kurierze Porannym” Antoni Anusz opublikował artykuł:  Dobry lekarz niemocy narodu – gromiciel podłości i prawdy. (chyba kłamstwa?). Niestety, tego dnia solenizant sam zaniemógł. No cóż, szewc bez butów chodzi… Do księgi wyłożonej przez panią Marszałkową w przedpokoju wpisało się 1646 gości.

image

W roku 1926 obchody miały charakter sportowy. Komenda Okręgu Warszawskiego Związku Strzeleckiego  zorganizowała zawody nazwane Marszem Strzeleckim w Dniu Imienin Pierwszego Marszałka Józefa Piłsudskiego.  13-osobowe drużyny, w pełnym umundurowaniu i uzbrojeniu, musiały pokonać dystans 27 kilometrów z Alei Jerozolimskich do bramy dworku w Sulejówku . Na starcie stanęło ponad czterystu strzelców. Nagrodą dla najlepszej drużyny była napisana w Magdeburgu książka autorstwa J. Piłsudskiego, Moje pierwsze boje. Dodatkowo, dla najlepszego strzelca Warszawskie Dowództwo Okręgu ufundowało pięciostrzałowy karabinek, a Komenda Miasta Warszawy – brązową figurkę grenadiera. Dystans pokonano w ciągu 3 godzin, 5 minut i 22 sekund. Po zakończonych zawodach odegrano hymn narodowy, po czym odbyła się uroczysta defilada strzelców.  Nazajutrz „Expres Poranny” poinformował, że trzy kuchnie polowe, rozmieszczone w ogrodzie, nakarmiły ponad trzy tysiące ludzi. Manewry przed zamachem stanu?

Po przejęciu władzy przez Sanację dzień 19 marca stawał się powoli  świętem narodowym. Zaczęły się swoiste polskie Idy Marcowe*. Hucznie obchodzono imieniny Józefa w 1927 roku. MSW nakazało wojewodom przesyłanie raportów z podległych im powiatów, a dla zachowania pozorów akademie i zabawy przygotowywały Komitety Obywatelskie, tworzone przez działaczy Bezpartyjnego Bloku Wspierania Reform (BBWR).  Prasa zamieszczała setki ogłoszeń z życzeniami dla Marszałka.

image
W 1928 roku przygotowania imieninowe objęły również urzędy, fabryki i szkoły. Wszystkie te instytucje miały obowiązek wysyłać kartki z życzeniami. Dzieci robiły okolicznościowe laurki, domorośli poeci pisali wierszyki sławiące Wodza Narodu.

image
Proceder ten osiągnął  formę wręcz kuriozalną, kiedy 19 marca 1931 roku do urzędu pocztowego na małej portugalskiej wysepce Maderze, gdzie właśnie wypoczywał Marszałek, napłynęło ponad milion (!) pocztówek i depesz, doprowadzając urzędników małej poczty na skraj załamania nerwowego. Ta swoista lawina ważyła ponad 2.5 tony. Po kilku dniach przybył na Maderę kontrtorpedowiec „Wicher”  i zabrał nieszczęsne kartki – razem z ich adresatem – do Gdyni. Pomysłodawcą całej tej akcji był ówczesny premier Walery Sławek, notabene niedoszły zięć Pisudskiego (był narzeczonym jego pasierbicy z małżeństwa z  Marią Juszkiewiczową). Nie wiadomo dokładnie, jaki był los owych pocztówek; pewnie zostały z honorami spalone, a dym ofiarny uniósł się wysoko w niebo, ku chwale polskiego Boga Wojny…

Ów “maderski” milion był tylko czubkiem góry lodowej, bowiem liczba wydrukowanych kartek wynosiła 5 milionów. W końcu zaczęto je traktować jak papiery wartościowe i w urzędach oraz kasach kolejowych wydawano w nich resztę, nie pytając klienta o zgodę. Wartość nominalna 1 kartki równała się 15 groszom. Nie wiadomo, czy można też było nimi płacić (15 gr. kosztowało pół kg chleba). Antoni Położyński w swojej książce Marszałek Józef Piłsudski odbrązowiony słusznie zauważył, że z pieniędzy wydanych na ich wydrukowanie i opłaty pocztowe można było wybudować kilka szkół na wsi, gdzie analfabetyzm sięgał 70%.

Ostatnie lata życia spędzał Marszałek w Wilnie, a uroczystości imieninowe odbywały się z mniejszą pompą.  Natomiast w 1935 roku zaplanowano je na znacznie większą skalę niż zwykle. Komitet Propagandy Czynu Polskiego, w porozumieniu z Biurem Podróży ORBIS zorganizował Wielki Zjazd z całej Polski do Warszawy.  Z tej okazji uczestnicy otrzymywali specjalne karty uprawniające do 70% zniżki na pociągi osobowe II i III klasy, bez względu na odległość, a na pospieszne przy odległości większej niż 200 kilometrów.

W przeddzień 18 marca, olbrzymi pochód przeszedł z Placu Marszałka Józefa Piłsudskiego (dawniej Placu Saskiego) do Belwederu.  Wieczorem w Teatrze Wielkim odbyła się uroczysta akademia z udziałem prezydenta Mościckiego, gdzie przemowę wygłosił prezydent Warszawy- Stefan Starzyński. W sam dzień imienin na lotnisku wojskowym na Okęciu odsłonięto pomnik Marszałka ufundowany przez 1 Pułk Lotniczy, a w kinie wyświetlono film Ryszarda Ordyńskiego o życiu Piłsudskiego, gdzie również był obecny prezydent Mościcki, członkowie rządu i korpus dyplomatyczny. Sam solenizant był nieobecny – przebywał w tym czasie w Wilnie; był już bardzo schorowany.  Po śmierci J. Piłsudskiego – 12 maja 1935 roku -  nadal świętowano jego imieniny, aż do wybuchu wojny w 1939 roku.

Po transformacji ustrojowej w 1989 r. powrócono do tej tradycji i kultywuje się ją w niektórych kręgach do dnia dzisiejszego. Miłośników X Muzy zapraszam na seans filmowy z 1935 r. o obchodach imienin Marszałka na przestrzeni lat.  A skoro już jestem przy X Muzie, to pozwolę sobie wspomnieć słowa pewnego znanego polskiego aktora (notabene grającego postać Marszałka) , który  powiedział przy jakiejś okazji, że “był wychowywany w kulcie Marszałka”. Cokolwiek to znaczy, kojarzy mi się z Koreą Północną...


*Idy Marcowe to święto rzymskiego boga wojny- Marsa, obchodzone hucznie w starożytnym Rzymie w połowie marca. Odbywały się wtedy parady wojskowe i przeglądy wojsk.

*******
PS.  W związku z obecną sytuacją w Ukrainie proponuję, aby różne propiłsudczykowskie organizacje zamiast trwonić pieniądze na bezsensowne debaty i akademie ku czci Marszałka, założyły fundację na rzecz pomocy ukraińskim uchodźcom, którzy znaleźli się w naszym kraju. Na ten sam cel można też przeznaczyć dochód z biletów wstępu do Muzeum J. Piłsudskiego w Sulejówku. Marszałek jest winien Ukraińcom zadośćuczynienie za to, że zostawił ich na lodzie, podpisując 15 maja 1921 roku tzw. pokój ryski po nieudanej akcji z wyrąbywaniem samostiejnej Ukrainy, którą zresztą chciał sfederalizować z Polską w tzw. Międzymorzu. Z deszczu pod rynnę... Wtedy zdobył się tylko na słowa: Ja Was przepraszam Panowie, ja Was bardzo przepraszam, tak nie miało być. Teraz jest okazja  do rehabilitacji…



Lubię to! Skomentuj Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale