blog Unuka
http://www.requetes.com/requete1.html
51 obserwujących
146 notek
220k odsłon
428 odsłon

Pisarz wyklęty

Wykop Skomentuj3

W PRL-u wyklęci byli nie tylko żołnierze walczący z komunistami za pomocą karabinów, ale także ci, którzy walczyli piórem. Jednak kadry pedagogiczne, wykształcone na peerelowskim kanonie programowym, wciąż klonują kolejne roczniki absolwentów wg wdrukowanej sobie kliszy mentalnej, starannie omijając twórczość owych wyklętych. Z kolei ich uczniowie nauczają następne ofiary edukacji. Błędne koło furkocze i nie widać nikogo, kto miałby chęć wepchnąć kij w te szprychy. 

Przedstawiam tekst jednego z najbardziej wyklętych pisarzy, czyli Ferdynanda Goetla.

Ferdynand Goetel „Wizja lokalna” („Wiadomości” Nr 188, 6 listopada 1949 r.)

http://muzhp.pl/pl/c/1351/ferdynand-goetel--pisarz-wyklty

Poza F. Goetlem, na indeksie wyklętych zostali umieszczeni w PRL-u także inni przedstawiciele kultury polskiej, którzy wchodzili w skład misji do Katynia w 1943 r., a mianowicie Józef Mackiewicz i Jan Emil Skiwski.

https://instytutpileckiego.pl/pl/aktualnosci/goetel-i-mackiewicz-naleza-do-najwazniejszych-swiadkow-polskiego-losu-rozmowa-z-prof-wlodzimierzem-boleckim/

Tekst oryginalny uzupełniłem własnymi przypisami, które umieściłem w nawiasach: […] oraz krótkim Appendixem na końcu tekstu.

„(... )

Lądujemy na lotnisku w Smoleńsku w godzinach już popołudniowych. W chwili gdy wysiadamy myśliwce niemieckie wracają z bitwy powietrznej. Z szybkich i zwrotnych maszyn wyskakują młode i śmiałe chłopaki. Potyczka była udana - informuje nas dyżurny oficer - kilka rosyjskich maszyn zestrzelonych. W powietrzu rechoce jeszcze karabin maszynowy spóźnionego lotnika. Był to jedyny epizod w Smoleńsku, gdy twarze Niemców przypominały wojsko, które się wdarło do Polski. Zresztą bowiem widać było, że nad stacjonowaną tu armią niemiecką ciąży troska myśli o niepewnym jutrze. Jedynym przedstawicielem butnego optymizmu był przybyły z nami Ohlenbusch.

[Wilhelm Ohlenbusch (1899-1997), kierownik wydziału propagandy w urzędzie dystryktu warszawskiego w ramach Generalnego Gubernatorstwa]

Umieszczeni w hotelu dla urzędników sowieckich ze wspaniałą klatką schodową z balustradą z drzewa, pomalowaną na marmur, prymitywnymi pokoikami i więcej niż prymitywną zbiorową umywalnią, o zmierzchu już idziemy na kolację do kasyna oficerskiego. Przypadek chce, że u wejścia a napotykamy się na grupę przywiezionych tu również dziennikarzy różnych państw, którzy właśnie zakończyli wizytację Katynia. Towarzyszący im i nam Niemcy manewrują jednakże tak, że zetknięcie i wymiana zdań staje się niemożliwa. Wątpię, aby jakieś szczególne zarządzenie spowodowało tę niepotrzebną ostrożność.

- Niech pan się nie dziwi - przekłada mi towarzyszący nam Niemiec, który widocznie zauważył grymas niechęci w mej twarzy - to są Kriegsmassnahmen [środki stosowane w czasie wojny]. Linia frontu przebiega dziesięć kilometrów stąd. Kriegsmassnahmen? Chyba raczej duch policyjny zrosły szczelnie z duszą Niemców hitlerowskich.

Kolacja w kasynie nie jest wystawna. Talerz kartofli polanych gulaszowym sosem. Siadamy przy jednym stole z trzema oficerami propagandy miejscowej armii i którym przydzielono sprawę Katynia. Wszyscy są oficerami rezerwy. Jeden, w randze kapitana, jest artystą rzeźbiarzem i pochodzi z Innsbrucka. Drugi, prawnik, bodaj z Berlina. Informatorem głównym jest por. Slovencik, dziennikarz z Wiednia, wdrożony dobrze w dialektykę narodowego socjalizmu.

[Porucznik Gregor Slovenzik reprezentował służbę propagandową w Heeresgruppe Mitte [Grupa Armii „Środek”].

Rozmowie naszej przysłuchuje się, raz po raz krążący po pokoju, por. Voss z „Geheime Feldpolizei”.

[GFP - Geheime Feldpolizei (Tajna Policja Polowa); Najprawdopodobniej był to podporucznik Ludvig Voss z GFP Gruppe 570. Przy każdej grupie armii niemieckiej działała komórka GFP, w tym wypadku komórka o nr 570 była „przypisana” do 4 Armii Wehrmachtu, która wchodziła w skład grupy armii „Środek”],

Kantyna jest zresztą pełna oficerów różnej rangi. Alarmy lotnicze powodują raz po raz wyłączenie światła. Z wieczoru tego trzy elementy utkwiły mi w głowie. Jeden to wiadomość, że pierwszego odkopania jednej z mogił dokonali robotnicy polscy pracujący w rejonie Smoleńska przy oczyszczaniu torów kolejowych. Przywiezieni z Polski stali w wagonach dość daleko od Katynia. O grobach musiała im donieść ludność miejscowa. Świadectwem ich bytności w Kozich Górach jest krzyż wzniesiony na jednej z mogił. Spoglądam na fotografię. Tak! To jest polska mogiła. Krzyż z białej brzozy, takie samo ogrodzenie. Czy znane są, pytam, nazwiska tych ludzi ? Nie, było to kilka miesięcy temu. Skończyli roboty, odjechali. Szkoda. Jakżeż chciałbym zobaczyć bezimiennych rodaków, którzy w tajemnicy, po nocy chyba, znaleźli czas, aby przybyć tu i wznieść krzyż, zmówić słowa modlitwy, wszystko na co ich było stać. Czy żyją jeszcze? Czy ich nie pochłonął obóz, nie sprzątnęła skrytobójcza kula, tym razem z ręki niemieckiej?

Wykop Skomentuj3
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Kultura