blog Unuka
http://www.requetes.com/requete1.html
51 obserwujących
146 notek
226k odsłon
507 odsłon

Pisarz wyklęty

Wykop Skomentuj3

Prowizoryczny warsztacik profesora jest bardzo skromny Stanowi go otwarty baraczek, gdzie dokonywa się obdukcji zwłok na stole sklepanym z desek. Dokoła baraku lezą w niejakim nieładzie zwłoki świeżo wydobyte. W głębi na leśnej polanie dwie setki obdukowanych już ofiar, podobnych do mumii czy woskowych lalek. Numer porządkowy u głowy każdej z nich świadczy o dokładności roboty.

Przed nami ciągnie się główna mogiła która przeszywa wąwóz wykopany wzdłuż pokładu trupów, leżących zwartą i zlepioną masą jeden na drugim. Tu wychyla się ze ściany ręka bezwładna, ówdzie zwisają nogi. W miejscu, gdzie odkryta jest wierzchnia warstwa zwłok widać postać związaną sznurem. Ta zdaje się jeszcze żyć dramatem przedśmiertnej walki. Na dnie opadającej w dół mogile czernieje woda zmieszana z posoką .

Profesor prosi abyśmy ukazali na jakiekolwiek zwłoki w grobie, gdyż chce dokonać przy nas obdukcji. Przekona nas wówczas naocznie, że zwłoki będą miały przestrzeloną czaszkę.

Wynoszą ukazanego przez nas trupa. Rosły, barczysty człowiek z emblematami rotmistrza. Mundur niezniszczony Buty prześliczne, „warszawskie”. Twarz nieczytelna. Coś kurczy się w nas i drży, gdy profesor jednym ruchem noża odłącza czaszkę od tułowia i skalpuje ją, aby ukazać wlot kuli w tyle głowy i wylot jej nad czołem. A teraz nożyczki tną mundur w poszukiwaniu papierów. Są. Poklejone i nadżarte jadem, mało czytelne. Wśród nich kartka częściowo czytelna. „Drogi mężu” - odcyfrowujemy - potem jakieś słowa o zdrowiu … prośba o rychły list.

- Jeszcze kogoś? - pyta profesor.

- Nie, nie! Wystarczy!

- Generał Bohatyrowicz - słyszę głos profesora przystanąwszy nad postacią złożoną na uboczu. Nie mogę przez czas dłuższy oderwać od niej wzroku, gdyż więzi mnie szaro-niebieska wstążka „Virtuti Militari” na krawędzi płaszcza. Włosy generała posiwiałe. Biegnę myślą wstecz. Bohatyrowicz. Bohatyrowicz … skąd znam to nazwisko. Ach! … przecież to z powieści Orzeszkowej „Nad Niemnem”. Wzburzenie uderza mi do gardła. Proszę profesora aby odjął wstążkę „Virtuti”, gdyż chcę ją zabrać ze sobą do Warszawy. Zabieram jeszcze szlifę leżącego opodal gen. Smorawińskiego, kilka guzików z orłem i garść ziemi wprost z mogiły.

[ http://www.wikiwand.com/pl/Bronis%C5%82aw_Bohaterewicz

http://ipsb.nina.gov.pl/a/biografia/mieczyslaw-makary-smorawinski

https://rafzen.wordpress.com/2013/06/15/generalowie-z-polski-zamordowani-w-katynskim-mordzie-rytulanym/ ]

Myślałem wówczas o chwili, gdy relikwie te przekażę jakiemuś muzeum w wolnej Polsce. Wszystko miało spłonąć wraz z moim domem w czasie powstania.

Rozpraszamy się teraz po lesie grupami w pojedynkę. Część naszych przeprowadza rozmowy z przedstawicielami ludności miejscowej wiedzącymi to i owo o Katyniu. Nie mieszam się do rozmów, gdyż nie przypisuję wielkiego znaczenia zeznaniom dokonanym w miejscu gdzie rządzi groza i strach, a tłem, choćby i dalekim, są żandarmi.

Rozmowy transmituje radio, a operatorzy jego raz po raz podsuwają rozmawiającym mikrofony. Nagabywany wielokrotnie, aby wypowiedzieć swe wrażenia, mówię do mikrofonu jedno zdanie:

- Według wszelkiego prawdopodobieństwa w mogiłach w Kozich Górach leżą oficerowie polscy z Kozielska i Starobielska, po których w kwietniu 1940 przepadł wszelki ślad. Popełniam błąd wspominając Starobielsk. Dalsze badania miały przecież wykazać, iż w Katyniu znaleźli się jedynie jeńcy z Kozielska.

Orację patetyczną i chyba z góry przygotowaną wygłasza doradca p. Wąsowicz.

[pomyłka we wspomnieniach F. Goetla co do osoby/nazwiska. Okazjonalną mowę wygłosił uczestnik delegacji, Władysław Kawecki, wysłannik agencji prasowej „Telepress”, która była oficjalną agencją prasową Generalnego Gubernatorstwa – („Telepress” Nachrichtendienst des Generalgouvernements)]

Staję na uboczu i usiłuję ogarnąć myślą wszystko co tu spotkałem. Mogiły znajdujące się w tym lesie nie były trudne do odnalezienia. Najprostszym wskaźnikiem są przecież posadzone na nich sosenki paroletnie, niewysokie, jasnozielone, oznaczają wyraźnie obszar i granice każdej z mogił. Niekiedy biegnie równo z nimi linia grobowej wpadliny. Trupy, choć ułożone w największym porządku w grubym pokładzie, przysypane są jedynie niewielką warstwą ziemi. Robota grabarska była tu zatem wykonana dość powierzchownie, a sposób zamaskowania grobów - prymitywny i naiwny, boć musiałby minąć dziesiątek lat, aby sosny wyrosły i zmieszały się z lasem. Przypominam sobie dokumenty, oznaki, mundury pozostawione przy zabitych, i pojmuję, że oprawcom i grabarzom tutejszym przyświecać musiała pewność, że miejsce to długi, długi jeszcze czas będzie niedostępne dla nikogo prócz zaufanych ludzi. Jeśli byśmy szukali dowodu, że bolszewicy w r. 1940 nie przewidywali wojny z Niemcami, znaleźlibyśmy go właśnie tu. Jedyne co zostaje otwarte, to pytanie, czy mord ów nie został popełniony za wiedzą ówczesnych czynników niemieckich. Bezkarność jego byłaby wtedy z tej strony zabezpieczona.

Wykop Skomentuj3
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Kultura