Co najmniej od 2005 r., kiedy to niespodziewana decyzja wyborców ukształtowała aktualny podział sceny politycznej w Polsce, przeważa nowy model dyskursu politycznego. Otóż normą stało się demonizowanie przeciwnika politycznego. Z definicji przypisuje mu się złą wolę, możliwie najniższe pobudki działania i kryminalny charakter wszystkich zachowań. Nierzadko ocenia się jego zachowania w sprymityzowanych kategoriach psychologicznych lub wręcz jako rezultat choroby psychicznej. Odmawia się sensu wszelkim jego pomysłom i z góry przyjmuje się za słuszne jedynie pomysły pochodzące z własnego obozu politycznego.
Co ciekawe, wśród polityków przypadłość ta prawie nie występuje w czystej postaci. Owszem, jest kilka przykładów klinicznych, jednak nie jest to norma. Politycy raczej dbają, żeby przekaz ten trafiał do ich elektoratów, niż sami go wyznają. Dość często postawa ta występuje natomiast wśród wszelkiej maści publicystów i komentatorów.
Najbardziej postawa ta rozpowszechniona jest jednak w elektoratach. Spotyka się tu przypadki skrajne. Ludzi, którzy całą swoją aktywność podporządkowują wyszukiwaniu faktów, plotek, czy wypowiedzi, które mają oczernić politycznego przeciwnika. Dogmat o imperium zła ulokowanym w przeciwnym obozie politycznym, wyznają niemal religijnie. Ludzie tacy są krańcowym produktem sprawnego politycznego piaru. Jakakolwiek dyskusja z taką osobą pozbawiona jest głębszego sensu. Jedyne co można na takiej dyskusji zyskać, to przypomnienie sobie jakieś dawnej, niepotwierdzonej insynuacji lub zapoznanie się z jakimś starym, niszowym, pieczołowicie przechowywanym cytatem mającym być koronnym dowodem nędzy moralnej przeciwnika politycznego. Ludzie tacy są jednocześnie wymarzonym elektoratem każdej partii, bowiem zawsze zajmują się wyłącznie przeciwnikiem, nie dostrzegając zaniedbań i błędów swoich ulubieńców.
***
Piątkowa „Rzeczpospolita” doniosła o negocjacjach francusko – rosyjskich dotyczących przystąpienia Francuzów do projektów Nord Stream i South Stream. Cytowana jest ekspert Francuskiego Instytutu Stosunków Międzynarodowych i Strategicznych Laure Delcour. Jej zdaniem oba projekty utrudniają wprawdzie powstanie wspólnej polityki energetycznej UE, ale są korzystne dla Francji. Jej wypowiedź dedykuję wszystkim tym, którzy uważają, że wraz z wejściem do NATO i UE skończył się nasz problem z Rosją.
Wbrew pozorom oba poruszone przeze mnie dziś tematy mają ze sobą wiele wspólnego.


Komentarze
Pokaż komentarze (2)