Rządzenie to musi być ciężka praca. Człowiek codziennie podejmuje masę decyzji. Wiele z nich przy niedostatecznie rozpoznanym stanie rzeczy. Trzeba przy tym pamiętać o ambicjach ludzi, złożonych obietnicach, bieżących sondażach i przyszłych wyborach, wizerunku, interesach koalicjanta i deptaniu przeciwników, aktualnych przemówieniach i udzielanych wywiadach. A doba ma tylko 24 godziny i nie zawsze rządzący może być równie skupiony. To nie jest łatwe. A wszystkie decyzje wykonują ludzie. Dobrze gdy pochodzą oni z własnej partii. Wówczas działają całkiem dobrze. Czasem się trochę znarowią, czegoś chcą, z kimś się pokłócą, kogoś chcą zgnębić i wtedy działają na własną rękę i coś mogą w tych decyzjach pozmieniać. Ale generalnie można im zaufać. W końcu wszyscy zależą od rządzącego. Gorzej gdy decyzje wykonują urzędnicy. Ta masa kiepsko opłacanych ludzi, dbających głównie o własne stołki i zabezpieczenie tyłków przed odpowiedzialnością. Czasem decyzje po wykonaniu przez urzędników przestają przypominać to, co miał na myśli rządzący.
W takich sytuacjach nietrudno o błędy. Czasem banalne, a czasem poważniejsze. Dobrze gdy rządzącym się je wybacza. Nie wyolbrzymia, przemilcza i bagatelizuje. Wtedy jest trochę łatwiej. Poprzednicy to mieli przerąbane. Błąd, czy nie, ich każde działanie i zaniechanie było zbrodnią przeciw demokracji, zamachem na państwo i wolność słowa. W takich warunkach każdy rządzący musiałby upaść.
Przeważnie błąd popełnia się zupełnie nieoczekiwanie. Na przykład taka zwykła rozmowa w najbardziej zaufanym gronie: „Wiecie co ten p…y Kamiński wymyślił? On łazi za Wami i podsłuchuje! No, przylazł tu i twierdzi, że Wy coś z jakimś Sobiesiakiem kręcicie przy hazardzie. Całkiem mu odbiło! Ja go wywalę, ale nie róbcie jaj! Nie dawajcie pisiorom pretekstów do ataków.” To przecież trzeba było powiedzieć. To przecież od lat najbliżsi współpracownicy, no przyjaciele prawie. Niejedno wiedzą. Nic takiego, zwykła polityka. Trochę kreatywnej księgowości przy rozliczaniu kampanii. Jakieś obietnice za poparcie w wyborach: tym stadion, tamtym IPN, jeszcze innym służby. Wszyscy tak robią. Poza tym i tak trzeba było posprzątać ten bałagan, który zrobili poprzednicy.
I skąd taki rządzący miał wiedzieć, że jeden poleci z tym prosto do Sobiesiaka. Wydawało się przecież, że to rozsądni ludzie. Ale chyba był na tyle umoczony, że musiał to zatrzymać. A Sobiesiak zaczął o tym gadać przez telefon! No przecież ludzi nie da się tak zupełnie kontrolować. Nawet jak się rządzi.
I teraz trzeba utrzymać się przy rządzeniu. Tu już nie ma miejsca na polityczną emeryturę. Żadnych ciepłych posadek w Brukseli , czy Nowym Jorku. Tu czeka niesława, a może nawet kratki. Potrzebna jest ucieczka do przodu i ukręcenie łba sprawie.
Trzeba działać ostro i zdecydowanie. Na rympał. Nie ma już czasu na strategię i planowanie na pięć ruchów do przodu. Trzeba gasić pożary tam, gdzie się pokazują. Trzeba niszczyć tych, którzy coś wiedzą. Najgorsze jest to, że trzeba posługiwać się ludźmi, a nie wszystkim można powiedzieć o co chodzi. Ci uczciwi i tak już patrzą podejrzliwie. Jak zaczną odchodzić, to wszystko się posypie. Trzeba też obserwować, kto przestaje popierać. Kto chce coś na tej sytuacji ugrać i dlaczego. Trzeba zacząć wiele obiecywać i spełniać wszystkie obietnice.
Rządzenie to ciężka praca.
Komentarze
Pokaż komentarze