Ze zdziwieniem zauważyłem, że moja pisanina znajduje czytelników. Nie jest ich wielu, ale niektórzy są na tyle aktywni, że zostawiają nawet komentarze. Niestety żadna z tych kilku osób nie zadeklarowała się jako zwolennik Platformy Obywatelskiej. A im właśnie chciałbym zadedykować swój dzisiejszy wpis.
Zabawiłem się otóż w politycznego archeologa i postanowiłem przyjrzeć się programowi wyborczemu PO z pamiętnego roku 2005. Niestety nie odnalazłem tego dokumentu w internecie. Wierny zasadzie, że nie istnieje informacja, której w sieci nie ma, nie udałem do biblioteki. Przejrzałem za to inny dokument, który jak gdyby nigdy nic wisi sobie od 2005 roku na stronie Platformy Obywatelskiej: „Państwo dla Obywateli. Plan rządzenia 2005 – 2009”.
Jest to naprawdę imponująca praca zbiorowa wykonana pod kierownictwem Jana Rokity i Stefana Kawalca , firmowana przez Instytut Państwa i Administracji. Praca ta, jak wynika z jej treści, była przygotowywana od 2003 r. Nosi ona datę „grudzień 2005 r.” Została więc opublikowana niedługo po przegranych przez PO wyborach parlamentarnych i prezydenckich oraz po fiasku rozmów koalicyjnych z PiS. Nie mniej można uznać ją za aktualną deklarację programową, skoro nadal jest prezentowana przez PO na oficjalnej stronie internetowej tej partii.
Dokument jest bardzo obszerny (bez załączników liczy 263 stron, załączniki to dalszych ok. 600 stron). Ograniczę się zatem do omówienia najciekawszych fragmentów. Pomijam przy tym zupełnie postulaty gospodarcze w rodzaju księżycowego 3 X 16 (a nie 3x15 jak PO głosiła w kampanii wyborczej). Przyjmuję bowiem, że w roku 2005 nie można było przewidzieć kryzysu gospodarczego, a zatem brak realizacji tych postulatów może być w jakiejś mierze uzasadniony.
Ciekawe są już same nazwiska ekspertów, którzy wzięli udział w przygotowaniu dokumentu. Znajdziemy tam bez trudu postaci odsądzane dziś w PO od czci i wiary: na przykład Grażynę Gęsicką, Janusza Kochanowskiego, Dariusz Karłowicza i Andrzej Rzeplińskiego. Zresztą sam Jan Rokita też nie jest dziś w Platformie gwiazdą pierwszej wielkości.
Pierwszy rozdział pracy omawia projektowane zmiany w Konstytucji. Postuluje się między innymi zobowiązanie wyższych funkcjonariuszy publicznych do zachowania najwyższej staranności przy wykonywaniu obowiązków, zdefiniowanie i sankcjonowanie konfliktu interesów, wybory większościowe w jednomandatowych okręgach wyborczych, radykalne ograniczenie immunitetu sędziowskiego i poselskiego, wzmocnienie roli Trybunału Stanu, zniesienie senatu i ograniczenie liczby posłów do połowy, a także likwidacja instytucji Rzecznika Praw Dziecka, Rady Bezpieczeństwa Narodowego i Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji, wprowadzenie współpłacenia przez pacjentów w publicznej służbie zdrowia, odpłatności za studia wyższe i wieloletniego planowania budżetowego oraz budżetu zadaniowego. Nietrudno zauważyć, iż w ciągu dwóch lat rządów Platforma Obywatelska nie podjęła nawet próby wprowadzenia w życie żadnego z tych postulatów. A szkoda, bo realizacja niektórych z nich mogłaby przyczynić się do usprawnienia państwa.
Humorystycznie w zderzeniu z dzisiejszą praktyką władzy brzmią treści zawarte w rozdziale „Sanacja życia publicznego”: ograniczenie korzystania przez urzędników z telefonów komórkowych i sprzętu elektronicznego, likwidacja samochodów służbowych, zniesienie bezpłatnych biletów dla posłów i innych funkcjonariuszy, czy zaostrzenie odpowiedzialności karnej funkcjonariuszy publicznych.
Po dojściu do władzy Platforma bez żalu porzuciła również postulat „odpolitycznienia” wojewodów, wprowadzenia bonu oświatowego, czy planowaną reformę sądownictwa.
Ciekawie brzmią fragmenty dotyczące polityki zagranicznej. Dowiadujemy się, że Platforma opowiada się za „nicejskim systemem głosów ważonych” oraz za unia przejrzystą i zrozumiałą dla obywateli. Skąd więc taka presja na prezydenta w sprawie podpisania traktatu lizbońskiego?
Uczciwość wymaga przyznania, że niektóre postulaty rząd PO realizuje: obniżenie wieku szkolnego i reformę prokuratury (jednak w mocno zmienionym i okrojonym zakresie). Deklaratywnie realizowana jest także profesjonalizacja armii, choć w praktyce polega to raczej na jej likwidacji. Jak na tak ambitne zamiary to jednak niewiele.
Co ciekawe niektóre postulaty zostały zrealizowane już w latach 2005 – 2007 przez PiS (lustracja majątkowa, obniżenie kosztów pracy, polityka dotycząca wykorzystania funduszy europejskich, czy sądy 48 - godzinne). Często zresztą przy dużej krytyce ze strony PO.
Jak widać Platforma nie jest zainteresowana realizowaniem swojego programu, nawet jeżeli został on sporządzony z tak imponującym wysiłkiem. I między bajki należy złożyć obciążanie za to winą prezydenta. Znaczna część postulatów, zwłaszcza tych zmierzających do usprawnienia państwa, spotkałaby się najprawdopodobniej z aprobatą Lecha Kaczyńskiego. Przyjąć raczej należy, że PO porzuciła swój program, żeby nie stracić poparcia wpływowych środowisk, które poparły ją w celu odsunięcia PiS od władzy. Wzmocnienie państwa byłyby wbrew interesom tych środowisk.
Kiedy nie doszło do powstania POPiSu, myślałem sobie że ma to również dobre skutki. Że po rządach PiS w naturalny sposób dojdzie do władzy PO , a więc – jak wtedy sądziłem – inna posolidarnościowa partia prawicowa. Bardzo się wtedy myliłem. PO nie jest w rzeczywistości partią prawicową. Jest to partia władzy, która nie waha się dla koniunkturalnych celów zmieniać całkowicie swoje oblicze ideowe. I bardzo chciałbym żeby jej wyborcy mieli tego świadomość.
Komentarze
Pokaż komentarze (5)