Najgłośniejszą sprawą, gdzie prawo minęło się ze sprawiedliwością, był proces O.J Simpson’a, gdy jeden sąd uniewinnił go z zarzutu morderstwa, ale inny sąd skazał go na zapłacenie odszkodowań rodzinom zamordowanych przez niego osób.
Jak się dowiedziałem z „Wprost”:
„Były szef Agencji Wywiadu Zbigniew Siemiątkowski (SLD) został uniewinniony z zarzutu ujawnienia tajemnicy państwowej przez "przeciek" do działaczki SLD tajnych informacji. Zarazem został skazany na rok więzienia w zawieszeniu za przechowywanie tajnych dokumentów.”
Wszyscy wiemy, że facet ostrzegł Markia Graczykowskiego, kolegę z mafii paliwowej, o spodziewanej kontroli, Sąd Najwyższy uznał, że niepowinniśmy tego wiedzieć, bo podsłuch dotyczył innego śedztwa, więc w tej sprawie jest „nielegalny”.Znowu mamy więc przykład na to, że prawo (a może jedynie jego interpretacja) mija się ze sprawiedliwością.
Miejscem gdzie najjaskrawiej prawo mija się ze sprawiedliwością jest Trybunał Konstytucyjny.
Dwa razy od ostatnich wyborów spadkobiercy PRLu zwrócili się do TK o pomoc.
Po raz pierwszy, gdy minister sprawiedliwości zdecydował się na rozbicie PRLowskiej sitwy „korporacji prawniczych”. W czasach sowieckiej okupacji zwanej PRL, każdy wiedział, że aby robić karierę w tej profesji, nalezy mieć poparcie, lub chćby zwykłą zgodę Urzędu Bezpieceństwa, czyli oddziału KGB na PRL. Jak więc ma się do sprawiedliwości pytanie sędziów, którzy zaszli najwyżej w tej hierarchii, czy można dopuścić do ich zawodu ludzi z rodzin niesplamionych kolaboracją z KGB?
Kolejny raz PRLczycy schronili się pod ochronę Trybynału przy okazji ustawy lustracyjnej. Po ustaleniu, że rząd ma dowody kolaboracji jedynie dwóch sędziów ze składu, „czy tylko dwóch?” upewnił się przewodniczący, uwalił ustawę.
Skoro „Konstytucja Rzeczypospolitej” daje takie szerokie pole do interpretacji, że można chronić zdrajców przy jej pomocy, to może warto zaskarżyć „Konstytucję”?
Przed Wojną zdrajców izolowano w Berezie Kartuskiej.


Komentarze
Pokaż komentarze (10)