Marcin Bienkowski 1 Marcin Bienkowski 1
54
BLOG

Australia jakoś wytrzyma rządy lewicy

Marcin Bienkowski 1 Marcin Bienkowski 1 Polityka Obserwuj notkę 4

bo jest to państwo zamożne, a lewica nauczyła się już, że nie chodzi o idee, ale o władzę, więc demolka nie będzie rewolucyjna. Po prostu spokojnie będziemy dryfować w kierunku narastających problemow natury "obiektywnej" i każdy myślący wyborca będzie wiedział, że obniżenie jego osobistej sytuacji nie jest wynikiem kiepskiej polityki rządu, ale: 1 gradobicia, 2 suszy, 3 powodzi, 4 kryzysu w USA, 5 niewolniczej gospodarki Chin, etc.

Jedyny kłopot z tego typu propagandą w państwie, gdzie jedynie połowa dziennikarzy jest lewicowymi idiotami, jest to, że poprzedni rząd miał dokładnie wszystkie powyższe problemy, a mimo tego Australia tego nie odczuwała, a ludziom żyło się coraz dostatniej. Jedyni nędzarze w Australii to tacy, którzy chcą nimi być, bo piją lub "biorą". Teraz się to zmieni. Staniemy się państwem, jak oni to mówią: "compassionate", czyli w praktyce, będziemy importować wyborców Labour Party, ale co to ma wspólnego z podniesieniem jakości życia Australijczyków?

Podobnie jak w Polsce wyborcy czekają na obiecane tuskowe cuda i Irlandię 2, tak australijscy wyborcy nie mogą się doczekać poprawy warunków życia. No bo jeśli to nie nastąpi to po co było zmieniać zupełnie dobry rząd?

Jest spore podobieństwo do polskich wyborów. Decydującą rolę odegrały media. Lenin nazywał intelektualistów z początku XX wieku, zachwyconych Rewolucją sowiecką, pożytecznymi idiotami. Spełnili oni swoje zadanie na pięć z plusem. Do dzisiaj stosuje się inną miarę w ocenie zbrodni faszyzmu i komunizmu. Okazuje się, że "wykształcuich" to pojęcie uniwersalne. Naszym australijskim też nie podobało się, że jest po prostu dobrze. Dobrze ale nie postępowo mówili, pora na zmianę.

Kto to jest "wykształciuch"? To po prostu ćwierć lub pół inteligent, Osoba z dyplomem, ale bez tradycji.

Taki daje się nabierać na zgrabne slogany, a gdy poparte "autorytetem" to idą jak w dym. Po co myśleć samodzielnie, można się wygłupić.

Nasza lewica wygoniła już "hołotę" z bardziej zamożnych dzielnic. Wprowadzili podatek od ziemi wartej więcej niż 1milion dollarów, a to w Sydney normalka, są całe dzielnice, gdzie cena działki nie spada poniżej tej ceny. Tak więc inżynier, czy nauczyciel, którego dziadek kiedyś miał szczęście kupić domek w ładnej dzielnicy, musi teraz płacić podatek od tej nieruchomości większy niż jego pensja. Innymi słowy lewica uważa, że nie dla "pospolitej hołoty" ekskluzywne dzielnice. Nie wiem jak to się ma do "sprawiedliwości społecznej" ale jest to generalna zasada dziłania sił postępu - równać w dół.

Podobnie będzie z prywatnymi szkołami, gdy nowy, postępowy rząd wycofa wszelką pomoc dla rodzin posyłających tam dzieci, ponieważ uważa, że są to szkoły elitarne, a więc nie dla hołoty, której na to nie stać.

Jeszcze raz potwierdza się, że lewica kreuje własnych wyborców czyniąc ich biednymi.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (4)

Inne tematy w dziale Polityka