1975 lat temu odbył się sąd i wyrok na facecie, którego winą było to, że zchęcał ludzi aby żyli godziwie. Okazało się, że to przesłanie straszliwie dolegało tym, którzy woleli raczej pić, p....dolić i tańcować, a przy okazji kraść i oszukiwać. Skazano Jezusa na straszliwą śmierć na krzyżu. Ale i to było zbyt mało, więc dodano do tego tortury i plugawe obelgi.To jest fakt historyczny, to nie jest przedmiot wiary, tak było.Wiara pojawia się dopiero przy zmartwychwstaniu.Faktem jest, że zniknęły zwłoki Jezusa z dobrze strzeżonego grobu. Ale czy możemy wierzyć świadkom zmartwychwstania? W Las Vegas pokazują dzisiaj takie sztuki, że świadkowie widząc i dotykając własnoręcznie nie mogą się nadziwić że znikają żywi ludzie, przenikają przez szybę, unoszą się w powietrzu. Cuda? Oczywiście, że nie, czysta manipulacja. Może więc Jezus był takim Davidem Copperfieldem swoich czasów? Rodzi się jednak pytanie, czemu zamiast zabawiać możnych i żyć w dostatku, wolał narazić się establoshmentowi swoim bardzo, jak się okazało niewygodnym przesłaniem? Głupi jakiś, albo zbyt ambitny. Prawdą jest, że bardziej religijni są ludzie starsi. Są tacy, którzy zajmowali się w młodości walką z tym „głupim zabobonem” jakim jest Kościół i wiara, a pod koniec życia odkryli, że być może jest jednak ziarno prawdy w przesłaniu jezusowym. Moim pierwszym samochodem był Fiat 126p, który kupiłem od teściowej. Miał on wtedy 3 lata i wszystko było w dobrym stanie. Samochodzik ochoczo śmigał po polskich drogach, czy to zima czy lato. Pozbyłem się go po kilku latach kiedy przerdzewiały ledwo zipał. Stary rzęch przestawał działać. Gdyby tak spojrzeć na mnie w tym samochodzie, to stanowiliśmy całość. To do mnie , nie do mojego Fiatka pokrzykiwali „coś słabo ciągniesz kolego”,ale do mnie, a przecież ja chciałem, śmigać tak jak wcześniej, to samochód, w którym siedziałem nie dawał rady. Podobne wrażenie mam obecnie, kiedy gram w piłkę z moim synem. To ja uczyłem go grać od czasu kiedy był sześcioletnim chłopcem. Dzisiaj on jest kapitanem szkolnej drużyny, a ja dostaję zadyszki po kilku minutach gry. Ciało odmaiwa mi posłuszeństwa. „Nieżle się trzymasz jak na swój wiek” mówią znajomi, ale ja wiem, że „trzymam się” znacznie gorzej niż powinienem. Zdałem sobie wyraźnie sprawę, że moje ciało i ja to dwa odrębne jestestwa. Ja ciągle jestem biegaczem, piłkarzem, lepszym niż kiedykolwiek, bo lepiej wiem jak to robić, ale moje ciało jest jak ten stary samochodzik. Ja mógłbym latać, ale siedzę uwięziony w używanej karoserii. Kiedy spoglądam wstecz, wybiórcza pamięć przywołuje jedynie te wydarzenia, które miały w jakiś sposób znaczenie, były bardziej dramatyczne, lub te, których nigdy nie przestanę się wstydzić. Reszta to mgła bez znaczenia. Niepamiętam większości dziwczyn, z którymi chodziłem na randki, pamiętam tylko te, które kochałem. Pamiętam momenty, w których ratowałem innych, ale znacznie lepiej te kiedy tchórzyłem. Pamięć jakoś nie chce wymazać tych szczegółów mojego życia, które najbardziej chciałbym zapomnieć. Jedno co cieszy, to fakt że nie jest ich tak wiele. To pamiętam, to co rozumiem, to w co wierzę to moja świadomość. Moja świadomość się nie starzeje, ale się rozwija i dojrzewa.Mój stary mały Fiacik już dawno przetopiony jest na złom, moje ciało prędzej czy później zamieni się w proch, ale Ja pozostanę.pozostanę. Kiedy myślę o męczeńskiej śmierci Jezusa Chrystusa , zaczynam rozumieć cel jego poświęcenia i z tego powodu żal mi tych, którzy tego nie rozumieją i uporczywie szukają Jego szczątków, aby tryumfalnie ogłośić: „hulaj dusza, piekła nie ma”, tak jakby kawałek znalezionej kości zmieniał cokolwiek. Żal mi również siebie, że tak późno do tego doszedłem.
74
BLOG
Wielkanocne rozważania o duszy i ciele
Tekst zainspirowany notką „Co robią polscy niekatolicy w Wielkanoc? Idą do klubów się bawić.” http://rasfufu.salon24.pl/66938,index.html ale nie tylko.



Komentarze
Pokaż komentarze (1)