Warto więc rozwinąć to hasło:
“ Nie mieszać polityki z Olimpiadą, nie wysyłać tam polityków”. To doprawdy przekracza granice zdrowego rozsądku, gdy przeciwnicy bojkotu chińskich igrzysk nawołują do odzielenia polityki od sportu. Jak sięgnę pamięcią sport zawsze był związany z politką. Wystarczy przypomnieć czasy gdy polskim bokserom nie wolno było bić bokserów radzieckich. Mecz piłki nożnej dał sygnał do wybuchu „Wojny futbolowej” między Hondurasem a Salwadorem w 1969. Popisem propagandowego stosowania igrzysk olimpijskich była Olimpiada w Berlinie w 1936, gdy rosnąca w siłę III Rzesza skorzystała z okazji by zaprezentować się Światu w całej swej glorii. Z podobną sytuacją mamy doczynienia obecnie w Chinach. Dosyć skuteczne były bojkoty kolejnych olimpiad: 1980 w Moskwie i 1984 w Los Angeles. Powodem bojkotu olimpiady moskiewskiej była agresja sowiecka w Afganistanie, skutkiem tego bojkotu mieliśmy Igrzyska Armii Zaprzyjaźnionych. W odwecie kolejne igrzyska w USA zostały zbojkotowane przez państwa radzieckie (jeszcze jeden kamyczek do ogródka tych półgłówków, którzy do dzisiaj bredzą o PRLowskiej niepodległości). Mamy dzisiaj zamiast Igrzysk olimpijskich, zawody gladiatorów. Mamy sztaby trenerów, medyków, ciężki kapitał – wszystko zaangażowane w tworzenie sukcesu olimpijskiego jednego zawodnika. Ma on swoim zwycięztwem przynieść później zwrot kosztów i często wcale niemały dochód. Od czasu gdy zrezygnowano z idei sportu amatorskiego, jest to cały przemysł sportowy, ale co to ma wspólnego z Olimpiadą? Osobiście nie widzę nic zdrożnego w bojkocie Olimpiady. Nie widzę powodu by podziwiać gladiatorów walczących w imieniu, firm farmaceutycznych ku chwale rodzącej się na naszych oczach potęgi Ludowego Państwa Środka. A może dla odmiany, odwrócimy sytuację?Poślijmy samych polityków, niech się ścigają, walczą na szpady czy okładają pięściami. Myślę, że „oglądalność” byłaby nawet wyższa.



Komentarze
Pokaż komentarze (5)