W Australii jest taki zwyczaj, że w wigilię wesela kumple pana młodego organizują, tak zwane „Bucks Party”, czyli taką prywatkę, na której pan młody i jego koledzy piją na umór. Niemal obowiązującą zasadą jest zapraszanie na tą wieczorynkę streptiserek, żeby „młody” wiedział co traci. Takie imprezki organizowane są często w lokalach spescjalizujących się w organizowaniu takich półprywatnych spotkań - śluby, stypy, bucks partys, zakładowa choinka, etc.
Dosyć sławny stał się wypadek, gdy pewna striptiserka spóżniła się o jeden dzień na takie właśnie bucks party i zamiast w piątek przybyła w sobotę. Jak zwykle przyszła przez kuchnię, zeby zachować element niespodzianki. Przed wejściem przebrała się w prawie nic, ustawiła jakąś grającą dyrdymałkę, włączyła jakąś odpowiednio głośną muzyczkę i tanecznym krokiem wbiegła na salę.
Tak jak zwykle rozpoczęła wykonywanie całej rutyny. Kiedy była już prawie całkiem rozebrana i zaczęła siadać panom na kolanach i zapytała: „który to pan młody?” ktoś z gości okrył ją zerwanym ze stołu obrusem i wyprowadził z Sali.
Trafiła na stypę.
Przypomniała mi się ta historyjka kiedy na pierwszej stronie „Rzepy” zobaczyłem zdjęcie premiera Tuska pod nagłówkiem : „Tusk: mogę pojechać na kongres PiS”.
Kiedy po wyborach w 2005 przeżywałem euforię spowodowaną druzgocącym zwycięztwem szerzoko pojmowanej prawicy, spodziewałem się władzy (a ze mną wielu innych naiwniaków), w której PIS zajmie się dekomunizacją PRL-bis, a PO poprowadzi kraj do świetności gospodarczej.
Niestety jego wysokość Tusk urażony porażką w wyborach prezydenckich pogrzebał na wiele lat nadzieje Polaków na Polskę niepodległą, zamożną i generalnie rzecz biorąc normalną.
Dzisiejszy premier nie miał wówczas ochoty na rozmowy. Prowadził dialog z kierownictwem PIS za pomocą mediów, a były to głównie żądania typu „my bierzemy MSWiA”.
Kolejną okazją do rozmów była afera Leppera i rozpad tamtej przypadkowej koalicji. PO miała okazję do kontynuacji procesu wyciągania Polski z jej PRLowskiego grzęzawiska, wolała wybory. Sądząc po skutkach dla PO było to politycznie słuszne posunięcie.
Jednak wybory znowu nie dały tej „gotowej do przejęcia władzy partii” całej puli. Mamy więc koalicję z PSL, co w moim odczuciu jest znacznie bardziej kompromitująca niż koalicja PIS z Samoobroną. Samoobrona to szeregowe sieroty po PRL, ale PSL to również sieroty, ale na poziomie zupaków, kaprali i sierżantów. Różnią się jedynie skalą umoczenia w aferę zwaną PRL, czyli (PZPR i UB). Okazało się również, że owa „gotowość” do rządzenia była jedynie trickiem reklamowym. Gdyby nie kryzys gospodarczy, być może mozna byłoby tą prawdę ukryć przy pomocy przychylnych mediów, ale niestety jaki Tusk jest, każdy widzi. Mimo, że media szyją mu coraz to nowe szaty, każde dzicko wifdzi, że król jest nagi. Nie ma koncepcji na sprawowanie rządów, jest przestraszony, ale ciągle mu się wydaje, że nikt tego nie zauważy.
Kiedy więc wpadł na pomysł zakłócenia swoją osobą rozmów na temat: „jak ratować kraj”, bo tym generalnie jest zjazd PIS, przywołał w mojej pamięci ową stiptiserkę na stypie.



Komentarze
Pokaż komentarze (16)