Marcin Bienkowski 1 Marcin Bienkowski 1
286
BLOG

KONFIDENT GESTAPO CZY KGB?

Marcin Bienkowski 1 Marcin Bienkowski 1 Polityka Obserwuj notkę 8

 

W państwie o nazwie Generalna Gubernia troskę o spokój, bezpieczeństwo i interesy niemieckich okupantów powierzono tej samej policji, która dbała o bezpieczeństwo i pomyślność „jedyniesłusznej” partii Narodowo-Socjalistycznej z Hitlerem na czele w III Rzeszy. Nazywała się ta policja Gestapo. Państwo o nazwie Generalna Gubernia było faktycznie kolonią III Rzeszy, nie miało więc ono żadnych zobowiązań wobec obywateli. Można śmiało rzec, że było wrogie wobec obywateli.
Z tego powodu obywatele tego państwa starali się przrd nim (państwem) bronić. Natomiast zadaniem Gestapo było przeciwdziałanie tej samoobronie obywateli. Utarło się więc przekonanie wśród ludności lokalnej, że kolaboracja z Gestapo jest zachowaniem nagannym, co często skutkowało śmiercią kolaboranta z wyroku równoległej „nielegalnej” władzy. Właza była nielegalna, ponieważ straciła część kontroli nad terenem GG, zwanym dawniej Rzeczypospolita Polska i została zmuszona przenieść się do Londynu.
 
Taka sytuacja spowodowała wśród tubylców takie jakieś ograniczone, żeby nie powiedzieć zacofane przekonanie, że kolaboracja z okupantem hańbi i zasługuje na karę. Wspomniałem już o wyrokach wykonywanych na bieżąco w czasie trwania okupacji, a w niektórych wypadkach nawet po zmianie okupacji na nową. Jedno było i jest oczywiste: nikomu nie przyjdzie do głowy przegonywać gawiedzi, że gestapowski konfident to człowiek porządny, dobry powiedzmy artysta, autorytet, czy wręcz „człowiek honoru”.
 
 
W państwie o nazwie Polska Republika Ludowa, które było zdobytą  przez Związek Radziecki Generalną Gubernią, zastosowano jednak nieco inną metodę sprawowania władzy. Niemcom nie udało się zainstalować jakiegoś rządu marionetkowego złożonego z obywateli II Rzeczypospolitej, nie dla tego że brakowało konfidentów, ale dla tego że żle kombinowali. Szukali ludzi, którzy mieliby jakikolwiek szacunek wśród tubylców. Taki sposób sprawowania władzy w zdobytych  państwach sprawdził im się we Francji i Norwegii. W Polsce musieliby sięgać tak nisko, że musieli zrezygnować i zainstalowali włąsnego Hansa Franka na Wawelu jako gubernatora, a wraz z nim niemiecki aparat ścigania i administracji.
 
Sowieci nie zwracali sobie głowy takimi pierdołami jak społeczny szacunek i po prostu przysłali nam bandę zdrajców bez żadnego statusu społecznego. Jedyną „nobilitacją” dla większości z nich wydaje się być mniej lub bardziej jawne rozczarowanie, że II Rzeczypospolita zdołała się obronić przed sowiecką nawałą w 1920.
 
Tym czym dla III Rzeszy było Gestapo, tym dla Związku Radzieckiego było KGB (pod do dzisiaj zmieniającą się nazwą). KGB od czasu gdy je Dzierżyński powołał (Czeka) po dzisiejszy dzień jest faktyczną i jedyną władzą imperium rosyjskiego. Władza przygotowana przez KGB dla PRL nie była jednak zbieraniną ludzi przypadkowych. Nie wystarczyło być po prostu zdrajcą trzeba było zdobyć zaufanie oficerów KGB. Zaufaniem cieszyli się więc działacze komunistyczni, którzy jeszcze przed II Wojną w młodym państwie polskim, czieszącym się z dopiero co odzyskanej niepodległości działali na rzecz ponownego wcielenia Polski w granice Rosji.
 
Nie byli zwykli oportuniści, ale wrogowie Polski i polskości z przekonania. Gotowi byli na wielkie poświęcenia, aby zlikwidować polskie państwo i zniweczyć dążenia Polaków (obywateli Polski) do wolności i samostanowienia.
 
Nie może więc dziwić, że terror jaki władze PRL wprowadziły przeciwko obywatelom tego państwa-kolonii dotknął najdotkliwiej tych, krórzy byli najbardziej zaangażowani w dążeniu do polskiej niepodległości. Posuwające się za frontem oddziały KGB „likwidowały bandy”, czyli podległą rządowi londyńskiemu Armię Krajową. „Wyzwolone” niemieckie obozy koncentracyjne zaczęły się ponownie zapełniać tym razem „wrogim elemantem”.
 
   Niestety! Już jesienią 1945 roku cały tren byłego lagru KL Warschau zajęło NKWD/MBP. Władze sowieckie stworzyły tu łagier NKWD/MBP, który trwał aż do 1954 roku. Jak pisaliśmy, nie wiemy o nim prawie nic - oprócz tego, że tam więzieni byli młodzi żołnierze AK, ziemianie, harcerze, członkowie stowarzyszeń katolickich - ci, którzy nie akceptowali "władzy ludowej".”
 
 
 
 
 
Jednak równolegle z terrorem nastąpił frontalny atak propagandowy. Terror trwał praktycznie do upadku PRL, choć oczywiście na masową skalę do śmierci Stalina w 1953, a właściwie aż do zajść „Października ‘56” i wymiany administracji kolonii przez Chruszczowa.
 
Gdybyśmy wtedy w 1956 roku odzyskali niepodległość, to nikogo nie dziwiłyby procesy zdrajców. Większość z nich z pewnością otrzymałaby wyroki najwyższe, bo i cierpienia narodu, które były ich dziełem i tak nic nie może zrekompensować. Tak by było gdyby to była niepodległość.
 
Tak ze swoimi kolaborantami postąpiła Norwegia po odzyskaniu niepodległości. Tam w czasie okupacji niemieckiej sprawował władzę rząd Quislinaga,
po odzyskaniu niepodległości skazano go na powieszenie. Co jednak ważniejsze, aparat kolaboracyjnej władzy, członkowie narodowo/socjalistycznej partii ORAZ ICH RODZINY
otrzymał zakaz dostępu do stanowisk państwowych ze szcególnym podkreśleniem oświaty i mediów.
 
Wszystko to przyszło mi do głowy, gdy
Czytałem artykuł w dzisiejszym „Dzienniku”
 
Dotyczy on odejścia na emeryturę naczelnej redaktorki „Gazety Wyborczej” Heleny Łuczywo.
 
Nikt do dzisiaj nie upomniał się o „dobre imię” kolaborantów Gestapo. Każdy rozumie ich winę. Nie pojawiły się jak do tej pory próby usprawiedliwiania ich postaw, choć wiemy, że wielu z nich zmuszono do kolaboracji szntażując ich śmiercią najbliższych. Zdrada jednak to zdrada. Powoduje ona udrękę i często śmierć lub niewolnicze życie wielu innych rodzin, matek, dzieci, sióstr, żon. Zdrada pomaga okupantowi zniewolić cały naród.
 
Czy mamy więc dzisiaj niepodległość skoro elitę narodu stanowią całe rody zdrajców?
 
Zadomowili się u nas i jeszcze bezczelnie wygrażają nam, że nie szanujemy autorytetów. Śmią namaszczać najbardziej oczywistych sowieckich pachołków tytułem „człowiek honoru”.
 
Odejście pani Łuczywo z „Gazety Wyborczej” niczego nie zmienia. „Wyborcza jest „dzieckiem” Michnika. Ciągle jest to propaganda skierowana przeciwko Polsce. Wystarczy przypomnieć nieustającą akcję przeciwko lustracji, bo jedynie lustracja dokładna, uczciwa i kompletna może się przysłużyć pełnej niezależności Rzeczypospolitej, a to nie leży wcale w interesie „czerwonej burżuazji”. Nie po to założyciele czerwonych dynastii cierpieli w więzieniach niepodleglej Polski przed 1939, aby ich dzieci i wnuki miały stracić to co im ofiarował Józef Stalin, a pełne kartoteki UB znajdują się w Moskwie.
 
Strach przed ujawnieniem kolaboracji ciągle jescze jest doskonałym spoiwem dla lojalności wobec właścicieli dawnej kolonii zwanej PRL.
 
 
 
agent Gestapo Złotowski

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (8)

Inne tematy w dziale Polityka