Jest taki reportaż Stiga Dagermana „Niemiecka Jesień 1946”. Autor odwiedza zrównane z ziemią Hamburg, Berlin, Drezno, Darmstadt, etc. rozmawiając z ocalałymi. Obraz jest księżycowy – ruiny plus zimno i brak światła. Co się dzieje z Niemcami niecałe ćwierć wieku później? Robią sobie cud gospodarczy. Co robi Polska po ćwierć wieku od rzekomego odzyskania niepodległości? Przepuszcza pieniądze na idiotyczne inwestycje w stylu Euro 2012, przymierza się do superkosztownej olimpiady (o której Monachijczycy nie chcą słyszeć rokrocznie propozycję jej przeprowadzenia odrzucając) i beztrosko pozbywa się co bardziej operatwnych i wykształconych obywateli. A politycy równie radośnie wykorzystują unijne subwencje na kupowanie sobie głosów.
Od kilku lat mieszkamy w Niemczech. W tym roku kupiliśmy tu mieszkanie i sprzedaliśmy mieszkanie w Polsce. Zostajemy tutaj na stałe. Ćwierwiecze czerwca 89 będziemy obchodzili z ponadtysiąckilometrowej odległości. Jestem inżynierem, dobrze zarabiam, mam pewną pracę, ale nie o tym chciałem pisać. Moja żona musiała się przekwalifikować bo dla niej pracy nie było. Przeszła na samozatrudnienie. Do 18000 Euro rocznie nie musi płacić żadnych składek ani jakichkolwiek podatków ze swojej działalności. Jest ubezpieczona przy mnie. Efekt? Możemy sobie pozwolić na spokojne i powolne rozwijanie aktywności zawodowej mojej żony, inwestować w jej biznes bez strachu i w efekcie zbliżamy się do tej magicznej granicy 18000 Euro. Gdy rozwiązywałem samozatrudnienie w Polsce to jeszcze ileś miesiecy byłem gnębiony pismami z urzędu skarbowego, że w jakiejś komicznej książce rozchodów nie wykazałem programu komputerowego i kilku ryz papieru i „mam problem”. Teraz patrzę na to jak na jakiś surrealizm a zarazem ze zgrozą, że młodzi ludzie muszą się w Polsce przede wszystkim koncentrować na tym by trzymać prosto gardę przed wszystkimi urzędami.
Niemcy są dla mnie tym czym była Ameryka dla mojego ojca ponad 40 lat temu, gdy pracował na uczelni jako profesor matematyki. Gdy ktoś mi mówi, że ojczyznę trzeba kochać za to, że jest to oczyma wyobraźni widzę rozmaitych z roku na rok bądź z kadencji na kadencję coraz bardziej utuczonych pieczeniarzy pokroju Michała Kamińskiego, dla których polityka jest korytem a nie służbą. Widzę półnagiego prezydenta, który fotografuje tabletem wnęrze kilkugwiazdkowego hotelu... Cieszę się, że już nie za moje podatki.



Komentarze
Pokaż komentarze (105)