21 obserwujących
362 notki
229k odsłon
  1944   0

Koronopolityka najbliższych dni - bez państwa nie ma nic

Epidemia Koronawirusa i reakcję na nią w Polsce oraz na terenie Unii Europejskiej uzmysławiają nam kilka rzeczy. Szczególnie w kwestiach politycznych, o których w najbliższym czasie raczej nie zapomnimy i pod znakiem których przebiegać będzie najbliższy okres kampanijny.

Po pierwsze – PiS nie ma jak teraz przegrać w wyborach i może spartaczyć strasznie dużo, a i tak będzie miał na to wytłumaczenie (korona wirus i skutki jego działania). Zamknięcie granic, specjalna ustawa, wydzielone szpitale, pokazywanie w mediach kontroli temperatur, ograniczenia w handlu i usługach – to wszystko robi wrażenie i jest bardzo dobrze odbierane społeczne. Nie dziwie się. W sytuacji rozkładu naszej służby zdrowia, tak silne działania prewencyjne mogą dużo pomóc w walce ze skutkami epidemii nad Wisłą. Nie powiem jednak, by były one odpowiednio skuteczne i szybkie. Lekarze już od jakiegoś czasu alarmowali o brakach i problemach z systemem reagowania. Jeżeli jednak zestawimy to z tym, co dzieje się np. w Wielkiej Brytanii czy Francji – gdzie takich działań jak w Polsce nie podjęto, to tym więcej głosów poparcia obecna polityka Rządu Morawieckiego zbiera. Oczywiście do tego dochodzi kryzysowa sytuacja we Włoszech, którym na pomoc swój personel wysłali m.in. chińczycy, kubańczycy czy Wenezuela. Bruksela natomiast naciska na ułatwienie wewnętrznego handlu środkami medycznymi i ochronnymi. Medialnie jednak mamy sytuację taką, że w Polsce przygotowujemy się na 100 tysięcy zarażeń i teoretycznie robimy wszystko co trzeba, a poza naszymi granicami panuje anarchia i zaraza. To bardzo wygodna sytuacja dla obozu rządzącego, który po prostu dosyć skutecznie wykorzystał sytuację. I to trzeba PiS oddać i pochwalić, że zareagowali stanowczo w obliczu zagrożenia ucząc się doświadczeniami m.in. ChRL.

Jednak czy zareagowano wystarczająco mocno? Wszak nie ma ogłoszonego stanu klęski ani żadnego innego odsuwającego w czasie wybory prezydenckie. Oficjalnie więc kampania wyborcza trwa, ale w formie klasycznej (z liczących się graczy) prowadzi ją tylko urzędujący obecnie Prezydent – Andrzej Duda. Pozostali kandydaci mocno ograniczyli swoje działania głównie do social mediów. Sytuacja ta budzi mocne podejrzenia, szczególnie u opozycji, co do uczciwości takiej kampanii i nie dziwią głosy o przełożenie terminu wyborów, na czas po stanie wyjątkowym wywołanym koronawirusem. Ile jednak będzie trwało u nas zagrożenie? Tego ostatecznie nie wie nikt. W Chinach, państwie które uznaje się za „miejsce 0” jeżeli chodzi o epidemie, dopiero teraz mówi się o spadku liczby zakażeń i normowaniu sytuacji. A za początek zarazy uznaje się tam nawet listopad 2019 r. Dla nas oznacza to tyle, że nie tylko cała kampania prezydencka będzie odbywać się pod znakiem epidemii, ale i pod tym znakiem możemy spędzić całe wakacje lub chociaż ich część.

Oczywiście obecna sytuacja stała się mocnym paliwem dla różnych środowisk, do walki o swoje polityczne cele. Jak ciepłe bułeczki rozchodzą się tezy o „światowym spisku”, „realizacji planu depopulacji”, „testach broni biologicznej” czy wdrażaniu NWO. Osobiście najbliżej mi do kwestii „antyszczepionkowcy mogą realnie sprawdzić jak wygląda świat bez szczepionek”. Odchodząc jednak od tej dygresji – w środowiskach prawicowych z miejsca prawie podniesiono kwestię „gdzie jest UNIA?!”, kompletnie pomijając podstawowe fakty jeżeli chodzi o Wspólnotę Europejską. Przede wszystkim UE nie ma kompetencji w zakresie służby zdrowia. Po prostu umowy i dokumenty tworzące Wspólnotę nie przewidują pewnych wspólnych działań i tyle. To li tylko i wyłącznie zasługa podmiotów tworzących wspólnotę, nie Brukseli. Druga kwestia, to faktyczne zaangażowanie (zgodne z możliwościami statutowymi) UE w walkę z epidemią. Wspólnota przeznaczy ponad 37 mld euro na wsparcie dla europejskich rządów. Państwa Unii nie pozostają więc bez wsparcia, ale niestety (przez własne wcześniejsze decyzje) samodzielnie muszą one środki rozdysponować i samodzielnie radzić sobie z kryzysem. Zgodnie z własną wolą z przeszłości.

Równie ważną kwestią pozostają teraz rzeczy związane z gospodarką. Stanęły całe branże, wiele sektorów musiało ograniczyć swoje funkcjonowanie. Nie pozostanie to bez wpływu na gospodarkę nie tylko Polski, ale i całego kontynentu. Nie działa turystyka, lotnictwo jest uziemione, pasażerski transport międzynarodowy stoi, problem ma gastronomia (ta, która nie ma opcji jedzenia na wynos) i różnego rodzaju usługi, rozrywka. Koszty walki z epidemią będą ogromne. W najgorszej sytuacji są osoby zatrudnione na umowach cywilno-prawnych. Te osoby, gdy ich zleceniodawcy nie funkcjonują, pozostają kompletnie bez środków do życia. A zatrudnionych w takiej formie jest masa ochroniarzy, sprzątaczek, pracowników gastronomii, ludzie przy taśmach produkcyjnych no i oczywiście pracownicy sektora turystycznego. Co prawda duża część z tych umów zawarta jest nielegalnie, bowiem zastępuje umowę o pracę, to jednak na dzień dzisiejszy ta kwestia schodzi na drugi plan. Ważniejsze są środki na przeżycie. Oczywiście w nie lepszej sytuacji są osoby wypchnięte na samo zatrudnienie i sektor MŚP. Kwestią dyskusyjną jest kondycja gigantów rynkowych. W dniu jutrzejszym Rząd ma jednak zaproponować konkretne rozwiązania zarówno jeżeli chodzi o ulgi i zwolnienia podatkowe dla firm, jak i zapewnienie środków dla osób zatrudnionych na umowach cywilno-prawnych.

I tu pojawia się ciekawa sytuacja, bowiem to sektor prywatny który na co dzień mówi o minimalizacji udziału państwa w jakiejkolwiek sferze, woła teraz o pomoc i środki na przetrwanie. Państwo jest potrzebne jak nigdy dotąd. Pozostaje mieć w tej sytuacji nadzieję, że domorośli korwinowcy wyciągną odpowiednie wnioski, że brak państwa w takich sytuacjach jak dziś, powoduje gospodarczą śmierć dla wielu.


Lubię to! Skomentuj61 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Rozmaitości