Zaledwie kilka miesięcy temu pojawiły się pierwsze informacje o zagrożeniu zdrowia i życia nie do końca znaną chorobą. Po jakimś czasie już dowiedzieliśmy się, że źródłem problemów zdrowotnych jest wirus wyprodukowany w jednym z chińskich laboratoriów.
Ostatecznie okazało się, że źródło choroby objęte było ochroną patentową. Oznacza to, że "wirus" wywołujący paraliż układu oddechowego powstał w laboratorium jako produkt możliwy do wdrożenia w skali gospodarczej. Po analizie tej informacji stwierdzono, że owszem, technologia wyprodukowania wirusa została objęta ochroną patentową, która trwała w ustawowym czasie takiej ochrony patentowej produktu. A w kilka dni po zakończeniu okresu ochronnego stwierdzono pierwsze zakażenia.
Tu mamy jeszcze wiele wątpliwości, bo chińskie władze podobno utrudniały publikację informacji o nowym zagrożeniu. Ostatecznie wirus został przeniesiony poza granice Chin.
Dzisiaj można wprost powiedzieć, że z różnych przyczyn nie wprowadzono żadnego ograniczenia migracji ludności z powodów turystycznych oraz biznesowych. Sam wirus od chwili zakażenia do wywołania pierwszych objawów potrzebuje około miesiąca. Objawy są podobne do znanej powszechnie grypy, ale zakres porażenia organizmu jest już inny i w szczególnym zbiegu okoliczności prowadzi do śmierci osoby porażonej wirusem.
W ciągu dwóch miesięcy od ujawnienia problemu wirus pojawił się we wszystkich niemal państwach całego świata. W tej chwili pozostaje już tylko profilaktyka i ograniczenie spotkań większej grupy osób.
Poza tym konieczne jest zachowanie szczególnej ochrony "antybakteryjnej" - częste mycie rąk mydłem, odkażanie substancjami na bazie spirytusu. Z tego, co wiadomo, sam wirus jest wrażliwy na wysokie temperatury zewnętrzne i być może ciepłe miesiące ograniczą jego żywotność.
Co budzi wątpliwości ?
Jeżeli ujawniony wirus jest odporny na znane leki i szczepionki, to przeczy to informacji, że jest to produkt laboratoryjny określony dokumentem patentowym. Gdyby to rzeczywiście tak było, to w opisie powinien być ujawniony sposób deaktywacji wirusa. Jak pokazuje doświadczenie - brak jest skutecznej metody leczenia.
Ujawnione przypadki wiążą się z sytuacją, gdy osoba dotknięta atakiem wirusa miała w miarę bezpośredni kontakt z osobą zakażoną. Ale widocznym objawem takiego zakażenia są wysoka temperatura osoby porażonej wirusem, kaszel katar i kichanie... Niemniej osoby porażone wirusem spotkały się z osobą już porażoną, ale bez aż tak widocznych objawów.
Okazuje się, że jest już znany przypadek osoby dotkniętej objawami wirusa i pozytywnym wynikiem jego obecności, która nie miała bezpośredniego kontaktu z osobami już porażonymi wirusem. Trwa analiza możliwych kontaktów. Być może wirus przeniósł się z osoby przebywającej chwilowo w otoczeniu tej osoby, ale bez nawiązywania bezpośredniego kontaktu typu spotkania czy też osobistej rozmowy.
Jedno jest pewne. Na pewno, jeżeli popełniono jakieś błędy przez osoby zarządzające państwem, aż prosi się zapytać - gdzie jest "opozycja", która byłaby na tyle konstruktywna, że miałaby w jakimś stopniu głos doradczy.
Wnioski na przyszłość ?
Cóż, w przypadku jakiegokolwiek zagrożenia większej liczby osób należałoby niezwłocznie podejmować decyzje o kontroli sanitarnej terytorium państwa, muszą być alternatywne technologia pracy bez konieczności wykonywania jej w siedzibie pracodawcy, jeżeli takie zadania pozwalają na "pracę zdalną".
Brakuje też nam szczegółowych rozwiązań w sytuacji konieczności kwarantanny osób w związku z epidemią. W przypadku, gdy dana osoba jest objęta kwarantanną, nie powinna spotykać się z innymi osobami - nie tylko w miejscu pracy, ale także i z bliskimi członkami rodziny... I tutaj jest jeszcze naprawdę wiele do nadrobienia.



Komentarze
Pokaż komentarze (10)