Warto zastanowić się nad Ordynacją Wyborczą, która przesądza o kwalifikacji kandydatów do udziału w wyborach powszechnych. Aktualnie obowiązująca ordynacja preferuje komitety wyborcze tworzone przez partie polityczne. Praktycznie to lider partii politycznej decyduje - kto zostanie dopuszczony do udziału w podziale mandatów i kto ostatecznie ten mandat otrzyma. To od lidera partii politycznej zależy, kto nam będzie organizował państwo.
I taki poseł tworzy rząd... i myśli, że rządzi, ale też pamięta - dzięki komu ma te apanaże. A Wyborcy nie mają już nic do powiedzenia do następnych wyborów.
A gdyby tak podzielić terytorium państwa na dokładnie tyle okręgów wyborczych, ile jest mandatów do obsadzenia ?
Gdyby do udziału w wyborach mógł zgłosić każdy, kto chciałby zarządzać państwem ?
Wystarczyłoby spełnić kilka prostych do ogarnięcia warunków, by zabiegać o głosy poparcia w okręgu wyborczym. Liczyły by się tylko głosy w okręgu, w którym kandydat ubiega się o mandat...
Myślę, że przynależność kandydata do partii politycznej mogłaby go nobilitować. Chociaż czasem byłoby dobrze pominąć milczeniem przynależność polityczną. Uważam też, że wybory parlamentarne z roku 2023 pokazały - że ordynacja dla jednomandatowych okręgów wyborczych ma sens. Proszę zwrócić uwagę, że do sejmu dostały się osoby z różnych opcji politycznych. Ale rząd utworzono dzięki zawiązaniu koalicji przegrywów. Tak, koalicji przegrywów tłumacząc, że jest to większość w stosunku do tych, co brali udział w wyborach. A komitet wyborczy - który uzyskał najwyższe poparcie wyborców, tych głosów łącznie to maił mniej, niż ci, co nie uzyskali takiego poparcia...
A wnioski nasuwają się same...
https://www.youtube.com/watch?v=JWJbxkehEHA


Komentarze
Pokaż komentarze