Katastrofa lotnicza niejedno ma imię. Jak wiadomo, w czasie mgły pilot zadecydował o lądowaniu i nieco zboczył z kursu, zawadził o drzewo co z kolei naderwało część skrzydła, samolot wbił się w bagnistą polankę niewielkiego zagajnika i roztrzaskał na drobne kawałeczki a siła uderzenia w bagnisty i podmarznięty teren rozrzuciła szczątki samolotu na znacznej powierzchni.
Poniżej fotografia podobnego wydarzenia, podobnego samolotu z tą różnicą, że nie było mgły a samolot zawadził ogonem o twardy beton pasa startowego.
Myślę, że chociaż są to dwa różne wydarzenia w zupełnie różnych okolicznościach, to jednak dają do zastanowienia raczej więcej niż mniej. Jedno jest pewne - jak walnęło, to musiało się kurwać...


Komentarze
Pokaż komentarze (44)