29 obserwujących
220 notek
381k odsłon
  1467   3

O klasowych korzyściach i stratach z lockdown itp.

Zdrowie publiczne to dbanie o ogólną kondycję społeczeństwa, a nie przeciwdziałanie jednej chorobie. Na świecie zamiast minimalizować szkody z COVID głównie usiłowano minimalizować rozprzestrzenianie się COVID. Zamiast dbać o wszystkich w zależności od stopnia zagrożenia przerzucano koszty zdrowotne na słabsze grupy społeczne oraz regiony świata.

Dla wielkomiejskiej klasy biurowo-laptopowej lockdown, praca zdalna i tem podobne ograniczenia są korzyścią. Natomiast dla klasy obsługującej klasę laptopową lockdown są stratą. Nie ma dla większości z nich pracy z domu.

Dla rodziny gdzie on jest taksówkarzem, a ona kelnerką COVID ograniczenia to mniej zarobków. Podobnie dla rodziny gdzie ona jest pielęgniarką, a on kurierem. Nie ma pracy zdalnej. Jest więcej roboty. W większości te same zarobki, bez żadnych dodatkowych korzyści. Praca zdalna dla klasy laptopowej jest równowartą podwyżki pensji o 10-30%. Nie trzeba wydatkować czasu i pieniędzy na dojazdy do pracy. Obiad można jeść w domu.

A przy okazji dla uprzywilejowanych to łatwy sposób na obwieszczanie własnej cnoty: wkleić w socmediach zdjęcia zaświadczenia o szczepieniu, drzeć mordę że ci co się nie szczepili są gorsi.

Zaufanie do służby zdrowia jest dobrym wyróżnikiem statusu społecznego. W Polsce szczepi się głównie klasa tych, którzy przez miejsce zamieszkania i pozycję społeczną mają lepszy dostęp do wielkomiejskich placówek zdrowotnych i sieć dojść towarzyskich oraz zarobki pozwalające sięgnąć po lepsza opiekę zdrowotną.

Nie szczepią się raczej ci, którzy są skazani na przypadkowość słabszej medycyny prowincjonalnej. Nie szczepią się ci, dla których podejrzliwość wobec establishmentu zdrowotnego wynika z faktycznie słabszego dostępu do dobrego leczenia.

Zamykanie szkół mniej szkodzi dzieciom z rodzin o wyższym statusie społecznym, które mogą nadrobić korepetycjami lub gdzie rodzice mają czas i zdolność przejąć część obowiązków szkoły. W USA mają na to już badania: dzieci z rodzin kolorowych i uboższych mają spore straty w umiejętnościach i wiedzy. Natomiast dzieci z białych i bogatszych rodzin spadku umiejętności nie mają albo jest on minimalny. W Polsce jest prawdopodobnie podobnie. Dzieci z uboższych domów tracą bardziej na edukacji zdalnej.

Tam gdzie klasa laptopowa ma większy wpływ na władzą tam ogłasza się lockdowny lub ostrzejsze restrykcje dla niezaszczepionych. Ale dziś wiemy już, że zarówno zaszczepieni na COVID i niezaszczepieni mogą zakażać i zarażać innych. Segregacja sanitarna (czy jak kto woli paszporty COVID) jest nieetyczna i nieskuteczna.

Szczepionka chroni osobę zaszczepioną przed ciężkim przebiegiem choroby. Każdego powyżej 50tki namawiałbym zdecydowanie do szczepienia na COVID, a tych młodszych powiedzmy powyżej 30tki po prostu namawiał (bez zdecydowanie). Ale szczepionka nie chroni w pełni przed zakażeniem i zarażaniem kolejnych osób. Owszem zaszczepieni, gdy zachorują są mniej zaraźliwi. Ale osłabione objawy COVID u chorujących zaszczepionych mogą powodować, że chorzy zaszczepieni częściej przebywają poza domem i zarażają większą liczbę osób.

Dziś mamy podstawy sądzić, że wariant Omicron nie tylko częściej przeskakuje przez barierę szczepienia, ale też częściej jest bezobjawowy. Argumenty za obowiązkowymi szczepionkami i segregacja sanitarna (czy jak to woli COVID paszportami) są coraz słabsze.

Nie jest realne szczepić populacji całego świata nową szczepionką co pół roku na kolejne wersje COVID. Potrzebujemy się nauczyć, żyć z COVID – chronić najsłabszych – oraz dbać całościowo o kondycję społeczeństwa.

Co najważniejsze powinniśmy przestać nieetycznymi i nieskutecznymi lockdown i obowiązkami szczepienia podważać zaufanie do instytucji zdrowia publicznego, bo kiedyś gdy trafi się nam pandemia wymagająca prawdziwych kwarantann może zabraknąć tego zaufania.

Lubię to! Skomentuj48 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Rozmaitości