docent docent
361
BLOG

Kwoka i filozofia dialogu – savoir vivre a tematy zastępcze

docent docent Polityka Obserwuj notkę 9

 

 

 

Poprowadziła Brzechwę melodia własnego fletu. Rymem do „Proszę pana, pewna Kwoka” musiało być „traktowała świat z wysoka”, a cała reszta poszła już jak po maśle. Efekty zaś cieszą nas do dzisiaj.

Proszę sobie wyobrazić, że narobiono Wam w domu chlewu, powybijano szyby i połamano krzesła. To chyba oczywiste, że winni rzeczonego rozgardiaszu wylecieliby z chałupy na zbity pysk, bez robienia zbędnych ceregieli. Jedyna rada to "w ryj dziada" i nie ma za bardzo nad czym dyskutować.

Jest to oczywiste – ale nie dla Jana Brzechwy, którego tak zaczarował fantastyczny bon-mot na otwarcie wiersza o Kwoce, że Autor pozwolił mu określić nie tylko temat, ale nawet dramaturgię i pointę swej opowieści. Dlatego, i sądzę że tylko dlatego, czytamy w niej ze zdumieniem, że każąc się wszystkim wynosić – a więc postępując najbardziej przytomnie jak to możliwe – kwoka wykazała się karygodnym brakiem dobrego wychowania.

O okolicznościach łagodzących nie może być mowy. Zresztą, gdyby nawet kwoka miała szansę usprawiedliwić swoje postępowanie, dowiedziałaby się najprawdopodobniej, że jest pustakiem, przedkładającym dobra doczesne nad spotkanie z Innym - nad budującą relację z Pytającym - lekkomyślnie zrywającą fundamentalny paradygmat Ja-Ty. A wszyscy wiemy przecież - i to od tak różnych ludzi jak Henri Bergson i starzy dobrzy brytyjczycy - jak ważne miejsce w kulturze zajmuje grzeczność i dobry, uklepany obyczaj. 

Cmokanie estetów nie jest dla nas oczywiście niczym nowym. Wiemy wszak, czym należy jeść bezę. Zdajemy sobie też sprawę, że słuszność reformy państwa określana jest przez stopień zużycia obuwia promotorów zmian, przez to czy widać im golenie podczas siedzenia oraz przez inne równie kluczowe czynniki. Nie po to Loża PR sprzedaje swojej sesje terapeutyczne, żeby ktoś mógł sobie bezkarnie wygadywać, że o żadnej dolegliwości nie może być mowy, a przyjmowane lekarstwo wyrabia jeszcze większe i bardziej różnorodne choroby niż oryginalna.

Istnieje niestety przynajmniej jeden dobry powód, aby nie wygniatać do imentu specjalistów od manier. Problem polega bowiem na tym, że na zajęcie pozostałej po nich niszy już czekają w kolejce esteci z wyższego levelu wtajemniczenia, póki co lewarowani z gnojownika wyłącznie na specjalne okazje.

Ci nie zajmują się tym co nabyte, ale tym co wrodzone. Wzrostem. Długością kończyn. Uzębieniem. Śnią o dostępie do kartotek medycznych, fotografii zmian skórnych i rentgenów ze złamań. Na to, żeby biednej Kwoce, której przyszli podpalić dom wytknąć, że jest mała, gruba i brzydka nie wpadł nawet zaczadzony Brzechwa. A zawodowi esteci mają to skatalogowane jako technikę sprzedaży, niczym w algorytmach prowadzenia rozmowy przez Call Center.

docent
O mnie docent

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (9)

Inne tematy w dziale Polityka