Lewandowski w klipie o Polsce
Polska Organizacja Turystyczna rozpoczęła we wtorek międzynarodową kampanię "POLAND. More than you expected” („Polska. Więcej niż myślisz”), przygotowaną na zlecenie Ministerstwa Sportu i Turystyki.
Jednym z pierwszych elementów kampanii jest 30-sekundowy spot promujący Warszawę. Występują w nim kapitan reprezentacji Polski Robert Lewandowski, modelka Anja Rubik oraz amerykański aktor i reżyser polskiego pochodzenia Jesse Eisenberg.
Nagranie niemal natychmiast wywołało jednak falę krytyki w mediach społecznościowych. Według raportu Res Futura aż 85 proc. analizowanych opinii internautów oceniało spot jako wizerunkową porażkę. Pozytywnie o reklamie wypowiedziało się 15 proc. komentujących.
Tusk o spocie promującym Warszawę. "Zbudowałbym ten scenariusz inaczej”
Do zamieszania odniósł się w czwartek premier Donald Tusk podczas wczorajszej konferencji prasowej w Krakowie. – Niektóre pomysły fajne (...). Jak wiecie, to jest spot przygotowany przez Polską Organizację Turystyczną. Nie jestem jego reżyserem i scenarzystą, bo gdybym był, to bym pewnie może trochę inaczej ten scenariusz zbudował – powiedział premier.
Tusk zaznaczył, że rząd pracuje nad szerszą strategią promocji Polski. Odpowiada za nią pełnomocniczka rządu ds. promocji marki Polski Barbara Mróz-Gorgoń. – Pani profesor Mróz-Gorgoń ciężko pracuje, żebyśmy ruszyli z kampanią, już zintegrowaną ze wszystkimi dziedzinami życia i myślę, że wszyscy będą bardzo zadowoleni z efektów tej pracy, ale jeszcze chwilę czasu potrzebujemy – mówił szef rządu.
Premier odniósł się także do udziału Jesse'ego Eisenberga. Nie ukrywał, że zaprzyjaźnił się z aktorem i cieszy się z jego obecności w kampanii. – Towarzyszyłem mu wtedy, kiedy odbierał ode mnie koszulkę polskiego reprezentanta i widziałem, jak bardzo był wzruszony i zaangażowany emocjonalnie – wspomniał Tusk. Pytany o falę krytyki w internecie, odparł, że "zdania są podzielone i zawsze będą podzielone”.
85 proc. internautów krytykuje reklamę. Kampania kosztowała 7 mln zł
Według analizy Res Futura spot promujący Warszawę w ciągu pierwszych dwóch dni dotarł do około 1,5 mln użytkowników internetu. Najwięcej krytyki dotyczyło sposobu realizacji materiału. Internauci zwracali uwagę na montaż, tempo, dobór ujęć oraz fakt, że w krótkim materiale dużo miejsca zajmują twarze celebrytów, a stosunkowo niewiele sama Warszawa.
Pojawiły się również pytania o to, kto powinien reprezentować Polskę za granicą oraz czy wydatek kilku milionów złotych na kampanię jest uzasadniony. Cała akcja promocyjna kosztowała 7 mln zł i ma potrwać do 15 grudnia. Jej celem jest promocja Polski jako kierunku turystycznego w Niemczech, Wielkiej Brytanii, Hiszpanii, Włoszech oraz Stanach Zjednoczonych.
Poza Warszawą w kampanii mają być promowane również Kraków i Gdańsk. W kolejnych materiałach ma pojawić się także były prezydent Lech Wałęsa. Prezes POT Magdalena Krucz tłumaczyła, że celem kampanii jest pokazanie Polski "jako kraju pięknego, bezpiecznego i takiego, który ma do zaoferowania znacznie więcej, niż można się spodziewać”.
Raport za 200 tys. zł i pytania o sztuczną inteligencję
To nie pierwsze w ostatnim czasie zamieszanie wokół promocji marki Polski i Barbary Mróz-Gorgoń. Fundacja Marka Polska Think Tank opublikowała wcześniej dokument "Polaków Portret Własny. Raport z badań DNA marki Polska”. Badania i opracowanie wyników zostały zlecone w ramach zadania publicznego Ministerstwa Sportu i Turystyki, które przeznaczyło na nie 200 tys. zł.
Pracami kierowała Barbara Mróz-Gorgoń, która 31 lipca została powołana na stanowisko pełnomocniczki rządu ds. promocji marki Polski w randze sekretarza stanu. Po publikacji dokumentu w mediach społecznościowych zaczęto wskazywać na liczne błędy i spekulować, że przy jego przygotowywaniu wykorzystano generatywną sztuczną inteligencję. W raporcie pojawiło się m.in. określenie Katowic jako miasta leżącego w "północnym centrum” Polski, a także teza, że 95 proc. młodych Polaków płynnie posługuje się językiem angielskim, a reszta część "mandaryńskim".
Mróz-Gorgoń odpowiedziała, że opublikowany dokument nie był częścią zamówienia ani umowy, a wykorzystanie AI ograniczono do roli pomocniczej. – Rola modeli generatywnej sztucznej inteligencji została celowo ograniczona do etapu pomocniczego (nieautorskiego), obejmującego wsparcie w testowaniu hipotez – tłumaczyła.
Później na antenie Polsat News w rozmowie z Grzegorzem Jankowskim potwierdziła, że sztuczna inteligencja była wykorzystywana podczas pracy nad materiałem. – Na pewno był wspomagany sztuczną inteligencją i był efektem czegoś, co w nauce nazywa się „work in progress” – skwitowała.
Jej zdaniem dokument miał charakter roboczy i nie powinien trafić do przestrzeni publicznej. – Sztuczna inteligencja potrafi płatać figle, potrafi halucynować, natomiast to, co jest najważniejsze, to merytoryka. Badania były prowadzone rzetelnie, wnioski z tych badań są tam zawarte i są bardzo konkretne, i one się bronią – przekonywała. Jankowski nie krył oburzenia, że taki tekst powstał za ok. 200 tys. złotych z publicznych środków. - Wie Pani co? Ja bym Pani to napisał za darmo! - komentował.
Fot. Barbara Mróz-Gorgoń, pełnomocniczka rządu ds. promocji kraju/East News
Red.





Komentarze
Pokaż komentarze (12)