docent docent
631
BLOG

Hakuna Matata – płacz i zgrzytanie zębów Prezesa Rady Ministrów

docent docent Polityka Obserwuj notkę 16

 

 

 

Na „Królu Lwie” płaczą od lat kobiety, mężczyźni i dzieci. Nie było jednak dotąd – i daj Boże, że długo nie będzie – łez równie zasadnych i zrozumiałych, jak te, które płynęły z oczu premiera Donalda Tuska.

Kto spośród bohaterów disnejowskiego szlagieru zrobił największą karierę? Przypomnijcie sobie zeszyty, które Wasze dzieci lub Wy nosiliście do szkoły. Przypomnijcie sobie poręczne notesiki i karteczki kolekcjonowane w segregatorach. Przypomnijcie sobie także, kto wzbudzał największą euforię widzów.

Simba? Mufasa? Nala? Tak, tak… to są wszystko bardzo ciekawe i ważne postacie. Podziwiamy je i szanujemy. Przygody lwów są dla nas pouczające jak pisarstwo Daukszewicza, a losy głównych bohaterów, dostarczają niezapomnianych emocji i wzruszeń. Oddawszy jednak Cesarzowi co cesarskie, pozwólmy mu odejść i zróbmy miejsce dla autentycznych celebrytów z Lwiej Krainy, jakimi są, oczywiście, Timon i Pumbaa.

Trudno ocenić, czy twórcy tych dwóch komediantów mieli pełną świadomość tego, co robią. Nie wiem czy pracując nad koncepcją postaci czuli, choćby przez skórę, co obracają w dłoniach. Rozwój wydarzeń po emisji „Króla Lwa” nie pozostawia jednak żadnych wątpliwości, że prawidłowa refleksja nadeszła szybko. Niedługo po premierze rozpoczęła się emisja serialu „The Lion King’s Timon and Pumbaa”, wyświetlanego przez cztery lata. Również w pełnometrażowym „The Lion King 1 ½” to Timon i Pumbaa odgrywają główne role. O zdominowanych przez zbytkujący duet gadżetach filmowych była już mowa. Można zatem przyjąć, że to oni właśnie najbardziej się na „Królu Lwie” dorobili i zawładnęli wyobraźnią widzów.

Powyższe tło z zakresu Public Relations przedstawiamy po to, aby móc ukazać na nim pewien oczywisty, ale skrywany pod kołderką fakt. Chcemy mianowicie zaznaczyć, że dokładnie to co przesądziło o sukcesie i dziedzictwie Timona i Pumby czyni z nich postaci w gruncie rzeczy ambiwalentne, o ile nie negatywne. Fabuła filmu wskazuje bowiem jednoznacznie, że filozofia Hakuna Matata i wdrażanie jej w życie – bo o tym właśnie mowa –  jest czymś nie do przyjęcia nawet w świecie dzikich zwierząt, wartościujących swoje działania wyłącznie poprzez odniesienie ich do „circle of life” (kręgu życia). Nikomu się nawet w „Królu Lwie” nie śni o jakichkolwiek standardach przekraczających utrzymanie harmonii przyrody. Kraina Lwów jest bowiem światem ze wszech miar banalnym. Ale nawet taki świat zostaje uratowany przed zagładą nie: dzięki, ale wbrew filozofii Hakuna Matata, trzymającej Simbę z daleka od Królestwa i działającej tym samym na rzecz wyliniałego uzurpatora Skazy i wspierającej go bandy głupich, wyszczerzonych ścierwojadów.

Sprawa jest podana widzowi otwartym tekstem. W ostatecznym rozrachunku skopanie temu krętaczowi Skazie jego wszawej dupy przez dzielnego Królewicza Simbę wypływa z poczucia odpowiedzialności za innych, z istnienia realnej tożsamości, której nie da się odrzucić bez zniszczenia samego siebie, a także z obecności motywacji silniejszych niż unikanie wstydu za własne czyny oraz z kilku innych rzeczy, których nie wymienię, wśród których jednak nienajmniej ważne miejsce zajmuje myślenie radykalnie wprost hierarchiczne.

Przy całym swoim wdzięku, rozrywkowym bogactwie i marketingowym potencjale, Hakuna Matata może się do tego zwycięstwa przyczynić co najwyżej przypadkiem, przez wzgląd na osobistą sympatię i czysto prywatnie rozumianą przyjaźń. Po pierwsze jednak, nie wydaje się to wcale w filmie wiarygodne. Po drugie zaś przyjaźń ta staje się możliwa tylko po uprzednim skorumpowaniu przyszłego Króla, o którego będą się musiały później upominać przeszłość, wspólnota, nadzieja, ambicja i siła.

Co może czuć Prezes naszej Rady Ministrów konfrontując się z takim widowiskiem? Ma on wszakże do dyspozycji dużo bardziej zaawansowane i wymagające normy działania, niż piosenki Eltona Johna. Mało tego: widzi przecież, że Timon i Pumbaa, będący apostołami Hakuna Matata, stanęli ostatecznie po właściwej stronie barakudy i wsparli Simbę w zmaganiach ze Skazą. Ich import nie ma może wymiaru porównywalnego ze wsparciem Entów, musimy jednak zgodnie przyznać, pod groźbą bana, że szarża Pumby wynikająca z urażonej dumy robi wrażenie.

Jeśli więc Premier Tusk, Donald od Grilla, Patron Ciepłej Wody w Kranie, rozumie to wszystko, wówczas rzeczywiście nie ma innego wyjścia, jak tylko płakać, i to gorzko – oczywiście nad sobą. Jeśli zaś nie rozumie, to płacze zapewne zwyczajnie ze śmiechu, bo Timon i Pumbaa bywają zabawni prawdziwie.

 

docent
O mnie docent

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (16)

Inne tematy w dziale Polityka