Kolejna edycja festiwalu Heineken Open'er w Gdyni zaczyna się w piątek, po raz pierwszy z moim uczestnictwem jako odbiorcy dźwięku i obrazu.
Wypadałoby przypomnieć, w potoku ciągłego narzekania i biadolenia, że wreszcie doczekaliśmy się masowej imprezy o sporej renomie i uznaniu, na które masowo zjeżdżają gwiazdy największego formatu oraz widzowie z innych krajów europejskich. Coś jednak dało się zrobić, doskonale zorganizować, urządzić...wielki krok w tym, by Polska przestała być czarną muzyczną dziurą i by Polacy nie musieli wypruwać sobie żył na bilet do Roskilde bądź Glastonbury...
W zeszłym roku zestaw wykonawców był imponujący: Placebo, Franz Ferdinand, Sigur Ros. W tym jest równie ciekawie. Osobiście najbardziej niecierpliwie czekam na Muse i Bloc Party, ale podejrzewam, że występ Bjork może okazać się zjawiskowy. Ktoś inny pewnie odmierza już godziny do koncertu Beastie Boys jeszcze inny śni o muzyce Sonic Youth.
Kto wie, może za rok pojawią się w Gdyni na przykład Bob Dylan, Roger Waters albo David Bowie?
Coś się wreszcie zmienia w polskim życiu koncertowym...wielkie firmy wreszcie zaczynają chyba dostrzegać nasz kraj na mapach tras. Cóż, pozostaje tylko się cieszyć. Wreszcie nie musimy zadowalać się jedynie zasłużonymi dinozaurami, jakkolwiek nie byłyby one żywotne. W ciągu ostatniego miesiąca mieliśmy Placebo, Dream Theater, Pearl Jam...przed nami chociażby RHCP. No dobra, również Stonesi, niby dinozaur, ale z zupełnie osobnej kategorii.
No i Open'er. Ci, którzy już coś osiągnęli, ale droga na sam szczyt jeszcze przed nimi. Dobrze, że wybrali Gdynię na jeden z przystanków.




Komentarze
Pokaż komentarze (4)