17 obserwujących
113 notek
321k odsłon
1204 odsłony

Smoleńsk. Nikczemność w służbie przemysłu pogardy

Wykop Skomentuj61

Dziesięć lat temu doszło do największej tragedii w historii powojennej Polski – w katastrofie lotniczej w Smoleński zginał prezydent PR prof. Lech Kaczyński , jego małżonka Maria, prezydent RP na uchodźstwie Ryszard Kaczorowski, oraz towarzyszący im przedstawiciele polskiej elity. Zanim doszło do katastrofy politycy PO oraz sprzyjające im media uruchomiły przemysł pogardy przeciwko prof. Lechowi Kaczyńskiemu i PiS. Ludzie skupieni wokół "Gazety Polskiej" i Solidarnych 2010 przez długi czas były jedynymi środowiskami, które upominały się o prawdę w sprawie katastrofy, broniły atakowane i wyszydzane rodziny ofiar a także tych, którzy czcili ich pamięć.

Nie doszłoby do katastrofy smoleńskiej, gdyby nie było rozdzielenia wizyt premiera Donalda Tuska i prezydenta prof. Lecha Kaczyńskiego. To rozdzielenie było wpisane w falę „hejtu”, która niemal na co dzień dotykała prezydenta, jego rodzinę oraz partię, której był współzałożycielem czyli Prawo i Sprawiedliwość. Przemysł pogardy przybrał na sile po katastrofie smoleńskiej – obiektem ataków stał się Jarosław Kaczyński, politycy z jego ugrupowania, rodziny ofiar katastrofy oraz wszyscy ci, którzy nie zgadzali się na kłamstwo i pogardę.

Naprzeciw Tuska i sprzyjających mu mediów stanęli ci, którzy pozornie byli bez szans, bo nie mieli rządowych protektorów ani potężnych mediów - ludzie skupieni wokół środowiska "Gazety Polskiej" o "Solidarnych 2010. Pod ich namiotem na Krakowskim Przedmieściu odbywały się wykłady i spotkania, podobnie było w klubie Hybrydy - najczęściej moderatorem był Tomasz Sakiewicz.

- Dziś już nie pamiętam, ile odbyło się tych spotkań - było ich po prostu tak dużo. Nie odmawiałem nikomu; broniliśmy rodzin i walczyliśmy o pamięć, chociaż nazywano nas oszołomami, nienawistnikami z Krakowskiego Przedmieścia, wariatami. Nie wyobrażam sobie, że mogliśmy się zachować inaczej - po katastrofie poza naszymi środowiskami nie było nikogo, kto wsparłby rodziny i tych, którzy się upominali o prawdę - wspomina Tomasz Sakiewicz, redaktor naczelny "Gazety Polskiej"

Tusk i jego janczarzy

Nie byłoby tej fali nienawiści, gdyby nie Donald Tusk, premier w latach 2007 – 2014, który dawał sygnał do ataku na prezydenta prof. Lecha Kaczyńskiego. Sam uśmiechał się i mówił okrągłe zadnia; tymczasem jego akolici rozpoczynali natarcie. Tak było w przypadku odebrania w 2008 roku rządowego samolotu prezydentowi Kaczyńskiemu, który miał wziąć udział w szczycie w Brukseli – ostatecznie prezydent poleciał wyczarterowanym samolotem. I niemal natychmiast sprzyjające PO media zaczęły przytaczać opinie „ekspertów”, ze prezydent nie powinien lecieć na szczyt oraz ile to kosztowało budżet państwa.

Wart przypomnieć, że gdy w grudniu 2008 zepsuł się samolot, którym Donald Tusk miał lecieć na kolejny szczyt do Brukseli, to wówczas prezydent Kaczyński, który był na szczycie klimatycznym w Poznaniu wysłał rządowy samolot Tu-154, którym tam przyleciał, żeby zabrał szefa rządu - z Poznania premier i prezydent wspólnie udali się do Brukseli.

Tego typu zachowań nie było ani po stronie Tuska ani jego zwolenników. Media, które sprzyjały ówczesnemu premierowi, atakowały prezydenta Kaczyńskiego za świetne wystąpienie na Westerplatte 1 września 2009 roku, gdzie na uroczystościach związanych z rocznicą wybuchu II wojny światowej byli obecni Premier Tusk, Kanclerz Angela Merkel i premier Władimir Putin. Zachwycano się rozmową Tuska i Putina na sopockim molo, przedstawiając ówczesnego premiera jako „prawdziwego męża stanu” a Jarosława Kaczyńskiego jako polityka, który „chce izolować Polskę na arenie międzynarodowej i pielęgnować w samotności nasze urazy z przeszłości”.

Ataki przybrały na sile, gdy z ambasady rosyjskiej wyszedł sygnał o rozdzieleniu w Katyniu wizyt prezydenta i premiera w związku z upamiętnieniem 70 rocznicy sowieckiego ludobójstwa na polskich żołnierzach. Nie było dnia, dziew nie atakowano by prezydenta prof. Lecha Kaczyńskiego, jego brata Jarosława i Prawa i Sprawiedliwości, Jak mantrę powtarzano o tym, że prezydent nie musi jechać, że jego polityka przynosi wstyd na arenie międzynarodowej, że lepszym reprezentantem jest Donald Tusk. „Gazeta Wyborcza sięgnęła po „listy” swoich czytelników, gdzie anonimowo lub osoby publiczne znane ze swoich sympatii do ówczesnej partii rządzącej krytykowały prezydenta za to, że chce oddać hołd pomordowanym żołnierzom.

Narratorzy przemysłu pogardy przedstawiali prezydenta prof. Lecha Kaczyńskiego jako źródło konfliktu, który ma „zepsuć” wizytę premiera Donalda Tuska w Rosji.

„ Z wcześniejszych informacji wynika, że ze strony władz Rosji honory gospodarza w Katyniu pełnić będzie premier Władimir Putin. Jego zaproszenie do udziału w uroczystościach przyjął już polski premier Donald Tusk. Do Katynia, mimo braku oficjalnego zaproszenia organizatorów, wybiera się również Lech Kaczyński.” - pisała Polska Agencja Prasowa, zaś „GW” opublikowała list swojego czytelnika:

Wykop Skomentuj61
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Polityka