Dorota Kania Dorota Kania
1307
BLOG

Smoleńsk. Nikczemność w służbie przemysłu pogardy

Dorota Kania Dorota Kania Katastrofa smoleńska Obserwuj temat Obserwuj notkę 62

Dziesięć lat temu doszło do największej tragedii w historii powojennej Polski – w katastrofie lotniczej w Smoleński zginał prezydent PR prof. Lech Kaczyński , jego małżonka Maria, prezydent RP na uchodźstwie Ryszard Kaczorowski, oraz towarzyszący im przedstawiciele polskiej elity. Zanim doszło do katastrofy politycy PO oraz sprzyjające im media uruchomiły przemysł pogardy przeciwko prof. Lechowi Kaczyńskiemu i PiS. Ludzie skupieni wokół "Gazety Polskiej" i Solidarnych 2010 przez długi czas były jedynymi środowiskami, które upominały się o prawdę w sprawie katastrofy, broniły atakowane i wyszydzane rodziny ofiar a także tych, którzy czcili ich pamięć.

Nie doszłoby do katastrofy smoleńskiej, gdyby nie było rozdzielenia wizyt premiera Donalda Tuska i prezydenta prof. Lecha Kaczyńskiego. To rozdzielenie było wpisane w falę „hejtu”, która niemal na co dzień dotykała prezydenta, jego rodzinę oraz partię, której był współzałożycielem czyli Prawo i Sprawiedliwość. Przemysł pogardy przybrał na sile po katastrofie smoleńskiej – obiektem ataków stał się Jarosław Kaczyński, politycy z jego ugrupowania, rodziny ofiar katastrofy oraz wszyscy ci, którzy nie zgadzali się na kłamstwo i pogardę.

Naprzeciw Tuska i sprzyjających mu mediów stanęli ci, którzy pozornie byli bez szans, bo nie mieli rządowych protektorów ani potężnych mediów - ludzie skupieni wokół środowiska "Gazety Polskiej" o "Solidarnych 2010. Pod ich namiotem na Krakowskim Przedmieściu odbywały się wykłady i spotkania, podobnie było w klubie Hybrydy - najczęściej moderatorem był Tomasz Sakiewicz.

- Dziś już nie pamiętam, ile odbyło się tych spotkań - było ich po prostu tak dużo. Nie odmawiałem nikomu; broniliśmy rodzin i walczyliśmy o pamięć, chociaż nazywano nas oszołomami, nienawistnikami z Krakowskiego Przedmieścia, wariatami. Nie wyobrażam sobie, że mogliśmy się zachować inaczej - po katastrofie poza naszymi środowiskami nie było nikogo, kto wsparłby rodziny i tych, którzy się upominali o prawdę - wspomina Tomasz Sakiewicz, redaktor naczelny "Gazety Polskiej"

Tusk i jego janczarzy

Nie byłoby tej fali nienawiści, gdyby nie Donald Tusk, premier w latach 2007 – 2014, który dawał sygnał do ataku na prezydenta prof. Lecha Kaczyńskiego. Sam uśmiechał się i mówił okrągłe zadnia; tymczasem jego akolici rozpoczynali natarcie. Tak było w przypadku odebrania w 2008 roku rządowego samolotu prezydentowi Kaczyńskiemu, który miał wziąć udział w szczycie w Brukseli – ostatecznie prezydent poleciał wyczarterowanym samolotem. I niemal natychmiast sprzyjające PO media zaczęły przytaczać opinie „ekspertów”, ze prezydent nie powinien lecieć na szczyt oraz ile to kosztowało budżet państwa.

Wart przypomnieć, że gdy w grudniu 2008 zepsuł się samolot, którym Donald Tusk miał lecieć na kolejny szczyt do Brukseli, to wówczas prezydent Kaczyński, który był na szczycie klimatycznym w Poznaniu wysłał rządowy samolot Tu-154, którym tam przyleciał, żeby zabrał szefa rządu - z Poznania premier i prezydent wspólnie udali się do Brukseli.

Tego typu zachowań nie było ani po stronie Tuska ani jego zwolenników. Media, które sprzyjały ówczesnemu premierowi, atakowały prezydenta Kaczyńskiego za świetne wystąpienie na Westerplatte 1 września 2009 roku, gdzie na uroczystościach związanych z rocznicą wybuchu II wojny światowej byli obecni Premier Tusk, Kanclerz Angela Merkel i premier Władimir Putin. Zachwycano się rozmową Tuska i Putina na sopockim molo, przedstawiając ówczesnego premiera jako „prawdziwego męża stanu” a Jarosława Kaczyńskiego jako polityka, który „chce izolować Polskę na arenie międzynarodowej i pielęgnować w samotności nasze urazy z przeszłości”.

Ataki przybrały na sile, gdy z ambasady rosyjskiej wyszedł sygnał o rozdzieleniu w Katyniu wizyt prezydenta i premiera w związku z upamiętnieniem 70 rocznicy sowieckiego ludobójstwa na polskich żołnierzach. Nie było dnia, dziew nie atakowano by prezydenta prof. Lecha Kaczyńskiego, jego brata Jarosława i Prawa i Sprawiedliwości, Jak mantrę powtarzano o tym, że prezydent nie musi jechać, że jego polityka przynosi wstyd na arenie międzynarodowej, że lepszym reprezentantem jest Donald Tusk. „Gazeta Wyborcza sięgnęła po „listy” swoich czytelników, gdzie anonimowo lub osoby publiczne znane ze swoich sympatii do ówczesnej partii rządzącej krytykowały prezydenta za to, że chce oddać hołd pomordowanym żołnierzom.

Narratorzy przemysłu pogardy przedstawiali prezydenta prof. Lecha Kaczyńskiego jako źródło konfliktu, który ma „zepsuć” wizytę premiera Donalda Tuska w Rosji.

„ Z wcześniejszych informacji wynika, że ze strony władz Rosji honory gospodarza w Katyniu pełnić będzie premier Władimir Putin. Jego zaproszenie do udziału w uroczystościach przyjął już polski premier Donald Tusk. Do Katynia, mimo braku oficjalnego zaproszenia organizatorów, wybiera się również Lech Kaczyński.” - pisała Polska Agencja Prasowa, zaś „GW” opublikowała list swojego czytelnika:

„Z uznaniem przyjąłem wiadomość o zaproszeniu przez premiera Putina, premiera polskiego rządu na uroczystości uczczenia pamięci ofiar w 70. Zbrodni Katyńskiej. Absolutnie nie zgadzam się na wszelkie próby wykorzystania tej uroczystości dla celów politycznej przepychanki i zakłócenia powagi uroczystości. Mam nadzieję, że Pan Prezydent zechce uniknąć niezręczności i zrezygnuje z obnoszenia się ze swoimi kompleksami i małostkowością na forum międzynarodowym.” - napisał czytelnik „GW”

Odkłamywanie przekazu

Przemysł pogardy przybrał na sile po tragedii smoleńskiej – uaktywnił się już w dniu katastrofy. 10 kwietnia 2010 r. pojawiły się sugestie, że to prezydent prof. Lecha Kaczyński kazał lądować w Smoleńsku pilotom; inna wersja mówiła, że winni są piloci.

- Fala nienawiści, jaka wylała się na rodziny ofiar katastrofy smoleńskiej sprawiła, że razem z Majką Dłużewską postanowiłyśmy zrobić film o pogardzie. I stąd też ten tytuł „Pogarda”. Pogarda, której doznały rodziny ofiar oraz inni, którzy nie zgadzali się na prorządową narrację była kolportowana przez ówczesną władzę oraz nie przebierające w środkach media - mów Joanna Lichocka, współtwórca filmu. Który został wyprodukowany przez „Gazetę Polską”.

Maria Dłużewska, współautorka filmu "Pogarda" wspomina, że już w trakcie zdjęć do pierwszego filmu o katastrofie czyli „ Mgle” widziała bezradność rodzin smoleńskich, które były atakowane przez media i przez polityków PO.

- Donald Tusk wręcz powiedział na jednym ze spotkań, że rodzinom zależy wyłącznie na odszkodowaniach. A oni chcieli wyłącznie poznać prawdę, co stało się w Smoleńsku. Dlatego zrobiłyśmy ten film – mówi nam Maria Dłużewska.

Producentem filmów o katastrofie smoleńskiej była „Gazeta Polska” a skupione wokół niej środowisko było bardzo ważnym miejscem, gdzie walczono z przemysłem pogardy i przywracano pamięć o katastrofie, o której ówczesne władze chciały jak najszybciej zapomnieć. Dlatego zorganizowano comiesięczne Marsze Pamięci, których pomysłodawczynią była Anita Czerwińska, szefowa Warszawskiego Klubu Gazety Polskiej, obecnie posłanka Prawa i Sprawiedliwości i rzecznik prasowy PiS.

- W marsze włączyły się wszystkie kluby GP a także ci wszyscy, którzy nie zgadzali się na kłamstwa smoleńskie i na pogardliwą narrację dotyczącą rodzin , ofiar katastrofy smoleńskiej i tych wszystkich, którzy walczyli o prawdę i pamięć – mówi nam Anita Czerwińska.

- Dlatego też powstał kolejny film - "Przebudzenie". Politycy PO, stacje telewizyjne takie jak TVN, różni publicyści PO przedstawiali ludzi uczestniczący w miesięcznicach smoleńskich jako osoby pełne nienawiści, jako frustratów i agresorów wyznających jakaś "religię smoleńską". Ten film powstał po to, by dać odpór temu przemysłowi pogardy - mówi nam Joanna Lichocka.

Kolejnym bastionem walki o prawdę był Zespół Parlamentarny ds. katastrofy smoleńskiej, na czele którego stanął Antoni Macierewicz, poseł i wiceprezes PiS.

To dzięki pracy ekspertów i parlamentarzystów PiS poznaliśmy zaniedbania członków rządu Donalda Tuska i jego samego: dzięki niezależnym mediom jak Telewizja Republika oraz portal niezależna.pl można było zobaczyć transmisje z posiedzeń zespołu. Dzięki pracy Zespołu upadło kłamstwo o „pijanym generale, który kazał lądować pilotom”, co – przypomnijmy – forsowała strona rosyjska a także media w Polsce.

Warto tez podkreślić role niezależnej. pl - operatorzy kamer - Cyntia Harasim i Krzysztof Siuciak filmowali i pokazywali to, czego nie można było zobaczyć w innych telewizjach i na portalach internetowych : wyrzucanie palących się jeszcze zniczy pod Pałacem Prezydenckim do śmieciarki, atakowanie modlących się ludzi pod krzyżem pamięci na Krakowskim Przedmieściu, sprzątanie dopiero co rozłożonych tulipanów w hołdzie Marii Kaczyńskiej.

Do walki o pamięć włączyli się także ludzie skupieni w Stowarzyszeniu Solidarni 2010, którego liderką została Ewa Stankiewicz.

- W katastrofie smoleńskiej zginęło 96 przedstawicieli państwa polskiego pragnących złożyć hołd ofiarom zbrodni katyńskiej, w tym prezydent Rzeczypospolitej z małżonką, dowódcy wojska, szef Instytutu Pamięci Narodowej i liderzy środowisk patriotycznych. Nie zgodziliśmy się na to się, by jedno z najważniejszych wydarzeń w historii Polski było trywializowane, a pamięć o jego uczestnikach bezczeszczona – mówi nam Ewa Stankiewicz.

Anatomia barbarii

Przemysł pogardy rozpoczął się tuż po przegranej Donalda Tuska w wyborach prezydenckich w 2005 roku. To wtedy posłuchał on swoich doradców – głównie Natalii de Barbaro i zaczął grać na podział. Słynny Błękity Marsz Platformy Obywatelskiej w 2006 był jedynie przygrywką do tego, co dzieje się dziś. Wtedy krzyczano „ Dość Kaczorów, chcemy wyborów” i „Przeproście i spadajcie” ( w wulgarnej wersji krzyczano „spierda…..cie”), dziś słyszymy „Duda ty ch…”, „Będziesz siedział” . Wtedy Donald Tusk, posługując się innymi do wzniecania awantur, mówił – powołując się na słowa Jana Pawła II o tym, że Polacy potrzebują „normalności i przyzwoitości”, a ich marzenia spełnią się pod warunkiem, że Polska będzie wolna i solidarna. Służby, które miały swój udział w powstaniu PO, postanowiły odbić władzę. W ruch poszła cała machina propagandowa, a mottem było hasło „im gorzej, tym lepiej”. Rozkręcał się w najlepsze przemysł pogardy, którego celem była opozycja. Od 2005 r. do dziś buduje się podział „my i oni”: „my” – inteligencja miejska, czyli prawdziwa elita, do której przynależność nobilituje, oraz „oni” – potomkowie chłopów folwarcznych i ciemnogród. W walce „elita” może wszystko – skakać po pomnikach poświęconym ofiarom tragedii smoleńskiej, pójść pod dom „wroga” i urządzić jarmarczną zabawę. To jest smutny wyznacznik społeczeństwa, które „wyhodowała” PO.

Andrzej Melak: Przetrwałem ten straszny okres, dzięki wierze i dążeniu do prawdy. Bardzo mi pomogła rodzina i ludzie, którzy byli z nami; na mój adres przychodziły do nas listy z całego świata z wyrazami poparcia o umiędzynarodowienie śledztwa. Mieliśmy oparcie w Klubach Gazety Polskiej, w ludziach, którzy z nami walczyli o pamięć. Sam człowiek nie dałby rady ale jak się czuje oparcie w innych, jest inaczej.  

Ewa Kochanowska: atak pogardy był niesamowity, nieludzki, niepolskie spoza naszej cywilizacji - to było poza zakresem mojej wrażliwości. Dlaczego wybrałam ignorowanie tych zachowań. Ogromne oparcie miałam w innych rodzinach, którzy w Smoleńsku stracili swoich bliskich i w tych środowiskach, które nas wspierały - organizatorach Marszy Pamięci i miesięcznic; niezwykle krzepiące były sceny, gdy podchodzili do nas ludzi z wyrazami poparcia, gdy te sygnały płynęły także z całej Polski i ze świata.

Magdalena Merta - przemysł pogardy działał a myśmy maszerowali w Marszach Pamięci i byliśmy wśród ludzi którzy nas wspierali, którzy nas bronili. I ci ludzie o nas nie zapomnieli - cały czas są na mszach każdego 10 dnia miesiąca. Wtedy, po 10 kwietnia 2010 były środowiska, które razem z nami walczyły o prawdę - dzięki temu powstały filmy takie jak "Mgła", "Pogarda", 'Przebudzenie". Patrzę na nasz naród przez pryzmat tego, co się działo po katastrofie smoleńskiej i widzę, że więcej jest tych, którzy są przyzwoici; że przemysł pogardy - zjawisko spoza naszej cywilizacji nie zawładnęło emocjami większości Polaków.

Jacek Świat - nie życzyłbym nikomu przeżywania tego, co myśmy przeszli - tego hejtu, przemysłu pogardy. Ogromnym wsparciem w tym strasznym okresie była wiara, że nasi bliscy poszli do lepszego świata, rodzina; przyjaciele, inne rodziny i ludzie, które razem z nami walczyli o przyzwoitość. Niedawno po raz kolejny obejrzałem film "Pogarda", który ma fundamentalne znaczenie- pokazuje, co się wtedy działo i niestety, co także jest i teraz

https://www.youtube.com/watch?v=afe2lw_8z1k

Dziennikarka, pisarka ( "Resortowe dzieci" i nie tylko), scenarzystka, reżyser

Nowości od blogera

Komentarze

Inne tematy w dziale Polityka