19 obserwujących
128 notek
355k odsłon
  2467   5

Hołownia w butach Palikota

Obserwatorzy i komentatorzy życia politycznego zastanawiają się, czy Szymon Hołownia zawsze miał takie poglądy jak obecnie, czy też zmienił się pod wpływem swoich doradców. Jedno jest pewne: jego ugrupowanie, o ile przetrwa trzy lata, na pewno nie pozyska konserwatywnych wyborców, lecz będzie łowiło w elektoracie Platformy Obywatelskiej i Sojuszu Lewicy Demokratycznej.

Analizując działania Hołowni, trudno oprzeć się wrażeniu, że jego droga polityczna jest bardzo podobna do tej, którą przebył Janusz Palikot. Warto przeanalizować od samego początku karierę Palikota i Hołowni.

Początkowy kurs na katolicyzm…

Niezorientowanym trudno dziś uwierzyć w to, że na początku działalności publicznej Janusza Palikota były media. A ściślej – chrześcijański tygodnik „Ozon”, który pojawił się na rynku w 2005 r., pięć miesięcy przed wyborami prezydenckimi i parlamentarnymi. Pierwszym redaktorem naczelnym był Dariusz Rosiak, a jego zastępcami – Anna Moczulska oraz... Szymon Hołownia. 53 proc. udziałów w spółce Ozon Media wydającej tygodnik miał Janusz Palikot, wówczas jeden z najbogatszych ludzi w Polsce.

Dwa miesiące po ukazaniu się tygodnika na rynku, w czerwcu 2005 r., Palikot ogłosił wstąpienie do regionalnych struktur Platformy Obywatelskiej w Lublinie. Wystartował w wyborach parlamentarnych i dostał się do Sejmu. Dopiero po latach wyszło na jaw, że na temat założenia „Ozonu” Palikot rozmawiał z Adamem Michnikiem.

Szymon Hołownia, który dwukrotnie wstępował do dominikańskiego nowicjatu i dwukrotnie z niego wystąpił, przez lata był określany jako „publicysta katolicki”. Swoje teksty publikował w „Przewodniku Katolickim”, „Tygodniku Powszechnym” i „Więzi”. Przez pięć lat był nawet dyrektorem programowym kanału Religia.tv, należącego do koncernu ITI – antena została zlikwidowana w październiku 2015 r. To nie oznaczało jednak końca kariery Hołowni – szybko odnalazł się jako komediant, a można się o tym przekonać, oglądając archiwalne programy TVN „Mam talent”.

I tutaj też jest podobieństwo do Palikota, ten bowiem też się objawił jako komediant. W 2007 r., będąc już dwa lata posłem PO, przyniósł ze sobą na konferencję prasową dotyczącą sprawy oskarżenia lubelskich policjantów o gwałt i molestowanie seksualne silikonowego penisa i pistolet. Rok później, w 2008 r., przyszedł do studia telewizji TVN z „prezentem dla PZPN” – świńskim łbem. Niebawem został pierwszym skandalistą III RP i założył Ruch Palikota, którego akcje stały się pierwowzorem dla działalności Marty Lempart. W końcu ogłosił apostazję.

…i od niego odwrót

Na razie Szymon Hołownia nie przynosi osobliwych rekwizytów na swoje spotkania, ale powoli dystansuje się do Kościoła. „Jestem w Kościele, bo jest w nim wszystko, czego potrzebuję do własnego duchowego rozwoju i do tego, żeby stawać się lepszym, pełniejszym człowiekiem. Jest w nim Ewangelia, żywy Chrystus w sakramentach, wspólnota: bracia i siostry – bardzo różni, ale bez nich nie da się pomyśleć wiary. (...) Myślę, że trzeba czym prędzej zrealizować – i powinni to zainicjować katolicy – przyjazny rozdział Kościoła od państwa. To byłby początek procesu ozdrowieńczego” – mówił Szymon Hołownia w grudniu 2019 r. w wywiadzie dla „Znaku”.

Rok później prezentował już zupełnie inne stanowisko. Na konferencji prasowej mówił o rozdziale Kościoła od państwa polegającym m.in. na likwidacji Funduszu Kościelnego. Jego zdaniem należy zabrać politykom i oddać obywatelom prawo do wspierania organizacji religijnych środkami z budżetu państwa. Nie zabrakło także ataków na o. Tadeusza Rydzyka – Hołownia domaga się kontroli NIK i „dogłębnego audytu” wszystkich inicjatyw redemptorysty. Hołownia postuluje także likwidację funkcji etatowych kapelanów w formacjach i instytucjach innych niż Wojsko Polskie, policja i Straż Graniczna.

Co ciekawe, podobne postulaty stawiał przed laty Janusz Palikot. Wystarczy przejrzeć archiwalne nagrania lub poczytać relacje z jego wystąpień.

Na kogo postawią służby

Dziś śmiało można powiedzieć, że przed laty ludzie z poprzedniego systemu i ci, którzy zachowali wpływy w służbach specjalnych, postawili na Palikota. Ważnym symbolem dla jego partii był Jerzy Urban, który pojawił się na wieczorze wyborczym Ruchu Palikota i do którego wcześniej w swoich paskudnych happeningach Palikot nawiązywał. Lubelski polityk odwoływał się nie tylko do czytelników „Nie”; jego zwolennikami byli w dużej mierze także ludzie skupieni wokół skrajnie antychrześcijańskiego tygodnika „Fakty i Mity”. Z tygodnikiem tym współpracował Grzegorz Piotrowski, jeden z zabójców ks. Jerzego Popiełuszki.

Na listach Ruchu Palikota znalazł się wówczas były ksiądz – Roman Kotliński, założyciel „Faktów i Mitów”, w których zatrudniał Piotrowskiego (w tygodniku ukazał się cykl wywiadów z byłym esbekiem pt. „Nie zabiłem ks. Popiełuszki”). Z list Palikota kandydował także zastępca redaktora naczelnego „Nie” Andrzej Rozenek. Byli funkcjonariusze służb specjalnych PRL i aparatu partyjnego otaczali Palikota od początku jego kariery biznesowej, byli także przy nim w trakcie jego działalności politycznej.

Lubię to! Skomentuj117 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Komentarze

Inne tematy w dziale Polityka